Klasyczny survival horror, w którym spotykają się dwa światy - pixel-art i FMV z prawdziwymi aktorami. Główną bohaterką jest Julia, którą prześladują koszmary związane z byłym partnerem, Ivanem. Gdy te stają się coraz bardziej realne, postanawia ona udać się do jego mieszkania, gdzie nie ma po nim śladu. Zostały tylko pozostałości po dziwnym rytuale i krew. Dziewczyna postanawia go odszukać, poruszając się po kolejnych piętrach budynku. Tropy tej gry prowadzą przez znany schemat walki i zagadek, który pokochali wielbiciele tego gatunku. Walka będzie dość schematyczna, powolna, z mało precyzyjnymi hitboxami, ale spełniająca swoją podnoszącą ciśnienie powinność. HP naszej bohaterki kruszy się bardzo szybko, więc o żadnej wymianie ciosów bronią białą nie ma mowy, a amunicja broni palnej jest mocno ograniczona. Całość polega w dużej mierze na okrążaniu swoich oponentów i zadawaniu im ciosów w momencie, gdy Ci odpalili animacje swojego ataku w innym kierunku. Nie jest to najbardziej pasjonujący kawałek kodu, ale bardzo wierny temu, w co zagrywaliśmy się przed laty. Zagadki radzą sobie w tym środowisku zdecydowanie lepiej. Są różnorodne. Od szukania kodów, po odpowiednią kolejność symboli, aż po próbę odtworzenia odpowiedniego dźwięku na wielkim dzbanie. Sporo tu znanych baterii do odszukania, tajemniczych kluczy, ale i ciekawostki pokroju analizy filmowych slajdów.
Filmowych, bo cały rdzeń opowieści jest na tym oparty. Julia i Ivan to filmowcy, którzy kiedyś stworzyli razem film “Devora”. To miało miejsce w czasach, gdy ich związek miał się dobrze. Niejako symbol dawnych czasów. W trakcie gry będziemy odnajdywać puszki z taśmą filmową i dostaniemy możliwość odtworzenia tej krótkometrażówki.
To, jak i te cutscenki stricte związane z naszym poszukiwaniem, zostały odtworzone przez prawdziwych aktorów. Technika FMV kiedyś często wykorzystywana w grach, dziś mocno zakurzona i zapomniana. Pewnie kojarzona z cringem, którego i tu nie unikniemy spoglądając na te aktorskie występy. Ujmijmy to tak - poważnej pełnometrażówki byśmy z tego nie skleili. Jest tu sporo tandety. Nie wszyscy wypadają fatalnie, na szczęście główna bohaterka radzi sobie przyzwoicie, ale jest też kilku ewenementów, którzy zasługiwali tylko na mój uśmiech politowania. Nie przypisuje im jednak horrorowej niedoskonałości tego doświadczenia, bo tu winni są inni. Pierwszy z nich to pixel-art, który w tej często przejaskrawionej kolorystycznie formie do mnie nie trafiał. Dobrze tu przywołać małą produkcję Vlad Circus (pierwszą część, bo druga słabsza). Tam też postawiono na pixele, ale były to pixele zdecydowanie mroczniejsze. Brudne. Tu jest… w porządku, ale nie na horror. Jasne jest okazjonalna krew, czasem brzydki potwór i fajny designowo boss, ale ta stylistyka nie pomagała wkręcić mnie w ten świat. Dla przykładu, gdy schodzimy po raz pierwszy na niższe piętro, bohaterka opisuje, że to jest to samo mieszkanie, ale z czasów, gdy byli razem (cała opowieść to trochę podróż w głąb wspomnień Ivana - i spokojnie, dowiadujecie się tego szybko, więc nie spoiler). Ja tego nie widziałem. To nie był szok dla mnie, jako gracza. To był szok dla niej, jako bohaterki. Gdyby ona mi tego w tamtym momencie nie powiedziała, to bym pewnie przeszedł obojętny, jak po mieszkaniu o tym samym rozstawie pokojów - czyli jak w każdym bloku mieszkalnym.Drugi aspekt, który wybił mnie totalnie z tego horroru, to samo słowo pisane. Dajmy raz jeszcze Vlada, który budował atmosferę tajemnicy na całej szerokości i grałeś, bo chciałeś się dowiedzieć, o co tu chodzi. Podobnie było przy niedawnym Silver Pines. W Tenebris Somnia pierwszy NPC, którego spotykamy, praktycznie opowiada nam: z czym walczysz, jak to powstało, jaki jest Twój cel, gdzie Ivan, co kierowało nim i czym jest tajemnicza książka, którą znalazłeś.Dzięki mordo, to jakie są jeszcze tajemnice tego świata? Za dużo, za nijako. Finalnie to samo survival horrorowanie i zagadki pchały mnie do przodu. To nie jest zła gra, a dla wielu będzie pewnie na tyle ciekawym eksperymentem, że przesłoni to te pozostałe niedoskonałości. Ja chciałem sympatyzować z nią mocniej, ale nie mogłem. Tak jak z samą Julia i Ivanem, którzy po 10 minutach stali mi się totalnie obojętni. Dobry survival horror w starym stylu, który mógł/powinien być czymś lepszym.
Dziękujemy za klucz do recenzji wydawcy
Plusy:
Intrygujące połączenie pixel-artu i FMV, które odziały bardzo klasycznego reprezentanta gatunku
Różnorodne zagadki, które ubarwiają eksplorację
Ograniczone zasoby budują napięcie
Minusy:
Ten pixel-art nie sprzedaje grozy tak, jakbym sobie tego życzył
Pisarsko robią wszystko, żeby zniechęcić, a nie trzymać przed ekranem