Recenzja Dragon’s Dogma 2: Dark Arisen na Nintendo Switch 2
Dragon’s Dogma 2 to RPG akcji z 2024 roku, które mierzyło się z dość chłodnym przyjęciem graczy. Nie przez swój model rozgrywki, a przez dodatki w postaci mikrotransakcji. Samo w sobie jest oczywiście kontynuacją Capcomowego hitu z ery PS3 i XBoxa 360, gdzie w podobnych fabularnych tropach smok wyrywał nam serce i niejako namaszczał do roli “Powstałego” (Arisen), który od tego momentu był z nim związany i dostawał możliwość łączenia się z innym wymiarem, gdzie czekały na niego “pionki”.Sam powód wydania DD2 na Nintendo Switch 2 związany jest z rozszerzeniem Dark Arisen, które podobnie do części pierwszej wprowadza nowy region, misje, wątki fabularne, postacie, wrogów, czy Hard Mode dla tych, którzy pragnęliby większych wyzwań w tym świecie. Co ważniejsze, jest to wersja gry pozbawiona mikrotransakcji, które realnie wpływały na rozgrywkę. Jest to taki Dragon’s Dogma 2, jakiego wszyscy chcieli te dwa lata temu.
Po odwiedzeniu dość szeroko zakrojonego kreatora postaci (szczególnie pod kątem dostrajania konkretnych partii ciała) trafiamy do królestwa Vermund, gdzie toczy się walka o władzę, w której powrót “Arisena” może sporo namieszać i nie wszystkim pasować. Tak jak podkreśliłem podobieństwo fabularnych tropów między jedynką a dwójką (do tego stopnia, że DD2 można traktować jak ulepszoną wersję tego samego), tak rozterki w Vermund nadają wszystkiemu więcej średniowiecznego klimatu i są zwyczajnie ciekawsze dla grającego. To tropy bardziej przypominające klasyczne RPGi… …choć w Dragon’s Dogma 2 opowieść kreujesz niejako sam! Misje są okraszone czasowo, a Twoja opieszałość znacząco może wpłynąć na ich efekt. NPCe sprawiają wrażenie funkcjonujących w tym świecie, a losowość na szlaku potrafi zauroczyć. DD2 stawia większość swoich żetonów na eksplorację. Pełno tu mitycznych/gigantycznych stworzeń, które potrafią wywrócić swoją obecnością każdą wyprawę. Nie ma chyba nic bardziej zjawiskowego, niż Gryf widziany w oddali lub, co gorsza, wpadający prosto w naszą karawanę. I piękno polega na tym, że to nie są skrypty związane z daną misją i danym momentem. To przypadkowe kolizje, które nawet zakończone śmiercią, rodzą większą sympatię do tego tytułu. Jednym z wyróżniających punktów serii Dragon’s Dogma są pionki. Istoty pozbawione własnej woli i emocji. Funkcjonujące tylko po to, żeby pomagać głównemu bohaterowi - Twojemu, jak i z innych światów. Podróżują między nimi, uczą się, wyciągają wnioski i podpowiadają, gdy towarzyszą akurat Tobie. To pomysł uznawany za rewolucyjny (Pionek uczestniczący w wyprawie innego gracza może wrócić z jakimiś dobrami), ale dźwigający za sobą brzemię dość płaskiej kreacji. Jeśli ktoś od towarzyszy podróży oczekuje ich własnych wątków, czy fabularnych misji z nimi związanych, to nic takiego nie ma tu miejsca. To byty stojące w rozkroku pomiędzy intrygującym modelem uczącym się świata (nie mówimy tu o analizie stylu gry gracza i tworzeniu na tej podstawie nowych zachowań) a marionetkami gadającymi Ci za uchem, że nieopodal coś jest. Nie jestem w pełni przekonany do tej idei, ale trudno jej zarzucić kopiowanie jakiegokolwiek RPG akcji. Oczywiście przez “RPG akcji” mówimy o czymś, co niekoniecznie jest RPGiem pełnym statystyk i rozwoju innych aspektów niż walka. To rzecz automatycznie zwiększająca nasze parametry, które pomogą w trakcie epickich starć z wielkimi potworami. Tak dochodzimy do kolejnego klucza DD2, jakim jest system walki. Rzecz pozbawiona lockowania się na wrogach, co wymagać będzie małej adaptacji po stronie grającego. To brak wprowadzony z premedytacją i stricte związany z tutejszym zamieszaniem, jakie się ma naturalnie wykreować. Walki są mało schematyczne, ciekawe, a ich ważnym elementem jest wspinaczka po grzbiecie tych wielkich stworów. Nie jest to rzecz tak ograniczona, jak w przypadku Capcomowych Monster Hunterów, a dostępna w każdym momencie, jeśli tylko masz staminę. Zresztą, jakie mogą być lepsze pomysły na walkę z cyklopem, jak nie wspinaczka w okolice oka. To w połączeniu z rzucaniem wrogami (swoimi towarzyszami też) i chaosem tak generowanym, tworzy bardzo satysfakcjonującą rzecz, z którą polubienie się będzie tu konieczne - eksploracji jest sporo, ale jest ona przede wszystkim napędzana walką. Jeśli ja mam jakiś żal do DD2, to bardzo słaby interfejs. O ile ten świat zachwyca, walka cieszy, a losowe zdarzenia rozkochują, tak wszelkie “menusy” przebudowałbym od podstaw. Złe lub gorsze jest tam praktycznie wszystko. Brak przejrzystości w quest-logu, jak i ich bardzo słaba organizacja. Ikonki na minimapie, które nie mówią nic, a i wskazówki dotyczące innych misji mówiące jeszcze mniej. Przeładowany ekwipunek, do którego aż mroziło człowieka, by zaglądać. Tam chyba nie ma jednej rzeczy, którą uznałbym za udaną. Może poza szatą graficzną, ale to akurat spuścizna całej reszty.
Z rzeczy czysto gameplayowych, to chybotliwość postaci nieco ciąży, bo potrafi on się ruszać jak liść na wietrze, wspinając się na niektóre gzymsy zbyt ochoczo - może to tylko ja, ale trudno mi było czasami nad nim zapanować, co zresztą dobrze pokazuje jego ruchliwość przy wspomnianej wspinaczce.
Na zakończenie wypada pochylić się nad jakością samego portu, który znów (bo Capcom) potrafi miło zaskoczyć. Choć celem jest 30fps, tak wsparcie frame generation podbija nam to do zawsze pożądanych okolic 60. Wiązać się to jednak może z częstym poczuciem input laga, co warto wziąć pod uwagę, ale to i tak opcja korzystniejsza, niż wspomniane 30. Gra działa w 1440p w docku oraz 1080p w handheldzie, a niezależnie od wersji konieczne było kilka ustępstw. Tekstury oczywiście dostały po pikselach, loadingi są dłuższe, ale najbardziej doskwierać będzie draw distance, które praktycznie generuje nam postacie przed oczami - i to bardzo "przed oczami".Dragon’s Dogma 2 będzie grą idealną dla jednego typu gracza i czymś bardzo trudnym do przełknięcia dla innych. Specyficzna gra. Lubiąc eksplorować i chłonąć dany świat wraz z jego wszystkimi zaskoczeniami, trudno będzie się oderwać od ekranu. Jeśli jednak dla kogoś RPG to zawiła fabuła, ciekawi towarzysze, czy nawet ciągłe zarządzanie swoim podopiecznym, to bardzo szybko napotka na swojej drodze spore problemy na tym polu.
Dziękujemy za klucz do recenzji wydawcy
Plusy:
Świetna eksploracja świata - pełna nieprzewidywalnych zdarzeń
System walki i epickość starć z dużymi potworami
Dobry port na Nintendo Switch 2…
Minusy:
…co oczywiście wiązało się w ustępstwami z draw distance na czele
Fatalnie zaprojektowany interfejs - co przy grze, gdzie eksploracja przewyższa narracje drażniło jeszcze mocniej
"Gra działa w 1440p w docku oraz 1080p w handheldzie, a niezależnie od wersji konieczne było kilka ustępstw. Tekstury oczywiście dostały po pikselach, loadingi są dłuższe, ale najbardziej doskwierać będzie draw distance, które praktycznie generuje nam postacie przed oczami - i to bardzo "przed oczami"."
- na moje oko lepiej to wygląda przy włączeniu 30 klatek na sekunde i wyłączeniu tej opcji "klatek pomiędzy" wtedy to tak nie bije po oczach, że nagle drzewa, krzaki i obiekty wyskakują.
korazdrzewa
12.10.2026 18:35
Kwestia gustu. Jak mam dużo eksploracji i chodzenia, to jednak 60 > 30 - ale rozumiem drugą wersję wydarzeń.