Zrzut ekranu 2026-11-05 113623

Właściciel zdjęcia: NIS

Recenzja Prinny Party: Going Overboard! na Nintendo Switch

Imprezowe planszówki mają często formę bardzo zbliżoną do Mario Party. Jakieś luźne zbierackie zasady, mini-gry pomiędzy turami i radosny wyścig z czasem przeciwko innym grającym. Popularnego hydraulika dogonić pod kątem frajdy jest ciężko - w końcu jego seria jest z nami od czasów Nintendo 64, a próbowało nie tak dawno LEGO, Demon Slayer, Kórliki czy Garfield. Skutek jest różny, a wiedzieć musicie z tej wypowiedzi tyle, żeby unikać leniwego kota, jakkolwiek by nie kusił kolorami - obrzydliwie zła gra! 

Kolejnym na liście ochotników jest Prinny, czyli wygadany pingwin z serii Disgaea, który już kiedyś doczekał się swojej wersji platformówki, a i samo NIS wydaje gry w tym uniwersum na tyle często, że nie sposób o nim zapomnieć. Prinny Party: Going Overboard to tytuł, który trafi do chętnych 11 listopada 2026 roku.
20261104-01M6HN8H6YBDP00E9J6K9GYXJK-34D416E1-B03F-420E-B20F-8BF31F02F1CA
I ten pingwin niekoniecznie chcę iść w format wytyczony przez Mario. Na nic mu utarta ścieżka i schematy. On ma swój świat Disgaea i to jego będzie wyciskał do cna w trakcie kolejnych rzutów umowną kostką. Gra rozpoczyna się od wyboru postaci. Są to często archetypy klas, jakie znamy z innych gier serii. Różnią się zarówno typem uderzeń, siłą ciosu, jak i możliwościami ruchowymi. To pierwsza rzecz do przemyślenia, bo na planszy czeka was coś na wzór małego RPGa - a przynajmniej tym fabularyzowanym gatunkiem najłatwiej skrócić tutejsze założenia.

Nie ma wyścigu z innymi graczami. Przynajmniej nie od razu i nie w dosłownym tego słowa znaczeniu. Waszym celem nadrzędnym jest pokonanie bossa planszy. To, ilu pomagierów on dostanie w trakcie rozgrywki, ustalacie przed startem. Wpłynie to na czas trwania waszej partii, gdyż każdy będzie wchodził do gry po kilku turach - im ich więcej, tym dłużej się zejdzie, wiadomo.
20261104-01M6HN8A4SFZ1BRZNV8C53J4RJ-56F2BD68-E2A7-4A16-9137-CDD9A0C1CAB2
Walka zakłada wykorzystanie swoich umiejętności bojowych w trakcie tury, które oczywiście uprzednio należy wylevelować do satysfakcjonujących rozmiarów. Robimy to poprzez atakowanie pomniejszych mobów, jak i przez budowanie odpowiednich stacji pomocniczych, które na danym polu pozostaną dostępne dla wszystkich graczy. Tu panuje bowiem zasada, że do momentu ubicia finalnego bossa możecie ze sobą współpracować. Dopiero po jego śmierci wygra ten, który przyniesie zwłoki do punktu startowego - gra kończy się, jeśli w danym momencie wszyscy gracze nie żyją (po dwóch turach zostaniecie odrodzeni, jeśli tylko wam powinie się noga).

Wszystko skąpane jest w świecie i klimacie Disgaea, więc znajdzie się miejsce na humor, jak i motywy typowe dla wszystkich gier serii. Każdy gracz dba o podatek grupy. Ten wpłacamy głównie przez powrót do pola startowego, które wynagradza nas i “państwo” za wykonane przez nas zadania. Wybudowanie X, pokonanie Y. Wszystko dla większego dobra. Zebrane środki czekają na tego, który stanie na polach z “ratuszem”, gdzie może rozporządzić klasyczne dla tego uniwersum głosowanie. Jeśli urzędnicy przychylą się do Twojego wniosku, to możesz zyskać dodatkowy ruch (to najniższy próg) albo trzykrotnie mocniejszy atak. Opcji oczywiście kilkanaście i wszystko wpisane w ogólną taktykę grającego.
20261104-01M6HN8E3PH0TXKXT83NQVCGEC-69B702ED-238D-4B6E-A0CA-2A556E1F2D82
Problem całego Prinny Party: Going Overboard jest taki, że nie oferuje nic więcej. Ten krótki opis rozgrywki, to w zasadzie wszystko, co jestem w stanie o tej grze powiedzieć. Ma ona zalążki jakiegoś funu przy śledzeniu kolejnych wydarzeń. Pewnie jest gdzieś rozrywka w wykorzystywaniu gigantycznej armaty, by z dystansu wykończyć mobka. To frajda, którą wygenerujesz Ty i towarzysze (od 1 do 4 lokalnie). Gra nie robi nic, żeby wam w tym pomóc. Ona daje planszę i ciągłe koła losowań z udogodnieniami lub punktami ruchu. Doprecyzujmy - ona daje JEDNĄ planszę. To jeden szablon, który oczywiście będzie się różnił za sprawą postawionych przez graczy budowli, czy wprowadzonego dożylnie chaosu, ale nie zmieni faktu, że NIS poszło po linii najmniejszego oporu. Ta gra kosztuje 160 zł!
20261104-01M6HN85N7X8HHYDY70Y23VH1A-26B153FB-CB89-4C9C-B718-460321EDA8C3
Nie wiem, jak bardzo ktoś może być zdeterminowany, żeby grać w kółko to samo. My czuliśmy zadyszkę już po drugiej partii. Były różnice, bo każdy wybrał inne postacie, co miało jakiś marginalny wpływ na naszą taktykę, ale to wciąż minimum przyzwoitości, a nie jakieś dalekosiężne zmienne, które napędzają do dalszej gry. Trzyma Cię tu przed ekranem okazjonalny humor, który oczywiście nie został dozbrojony w żaden voice-acting. Sucha plansza, sucha muzyczka, suche losowanie… dość surowa rozgrywka. Przy nie tak dawnym Disgaea Mayhem zastanawiałem się, jak oni mogli wypuścić na świat coś takiego, a teraz chyba dostaliśmy praktyczny poradnik, jak żerować na swojej popularnej marce.

Dziękujemy za klucz do recenzji wydawcy


Plusy:

Thumb Up

Sama rozgrywka jest odmienna od tego, do czego przyzwyczaiły nas kolorowe planszówki próbujące szarpać się z Mario Party w jego “grze”

Thumb Up

Humor typowy dla Prinny’ego i spółki…


Minusy:

Thumb Down

…choć wtórny i pozbawiony voice actingu

Thumb Down

Jedna plansza to potwarz dla kupujących

Thumb Down

Ta spirala rozgrywki nie jest na tyle złożona, żeby sama w sobie obronić produkt - tyle samo taktyki mam goniąc za gwiazdką w Mario Party

Thumb Down

Po dwóch partiach miałem dość i potrzebowałbym totalnej zmiany otoczenia, żeby odnowić sympatię - a ograniczenie do grania offline (2026 rok mamy?) może utrudniać taki stan rzeczy

4 / 10

Nasza ocena

Awatar

Niko Włodek

Postaw mi kawę na buycoffee.to


Komentarze (0)

Zaloguj się lub zarejestruj aby dodać komentarz