Metroidvanii wychodzi za dużo. Nawet jeśli jesteś fanem gatunku, to i tak możesz czuć delikatne przytłoczenie ilością tytułów. Im ich więcej, tym ciężej się przebić tym w teorii mniejszym. Tym bez większej promocji, tudzież tym… po prostu ok. Niedawno na eShop trafił MIO: Memories in Orbit i mimo wychwalania tego tytułu na każdym kroku, to uważam go za grę po prostu dobrą. A dobra, to za mało, żeby się przebić. 29 stycznia, zaledwie kilka dni później, Studio Cima zaprezentowała The Perfect Pencil. Jest szansa, że wielu nawet o tej grze nie ma pojęcia. Przepadła, zanim się pojawiła.Dla dobra początkowej argumentacji wypadałoby uznać ten ołówek za tytuł ok, który się nie przebije. Wielu nawet tak twierdzi, bo wciąż utrzymuje on pozytywne oceny graczy na Steam. Sęk w tym, że nie wszystkie części składowe tej metroidvanii dowiozły podobną jakość.
Zacznijmy od otoczki, która się wyróżnia. Świat jest niepokojący, momentami nawet delikatnie psychodeliczny, choć pozbawiony cech horroru często z tym idących. Surrealistyczna opowieść o… właśnie, o czym? To pozostanie zagadką przez większość podróży. Mowa o rozwoju osobistym, o psychologii strachu. John budzi się z kamerą zamiast głowy i zaczyna dostrzegać rzeczy dla innych niedostępne.Świat jest ręcznie rysowany, pełen kolorów i pewnie on sam, choć wciąż dziwaczny, nieco hamuje te mroczne akcenty produkcji. Funkcjonuje tu wyraźny podział na biomy, a kolejne części na mapie odkrywamy przez rozbijanie orbów nań ukrytych. To dość nietypowe dla metroidvanii, że w danym regionie nie wystarczy się pojawić, nie wystarczy odwiedzić kartografa, a trzeba znaleźć ukryte kryształy. Działa to zaskakująco dobrze! Motywuje do eksploracji. Sprawia, że z większą pieczołowitością zaglądamy w każdy kąt, czy szukamy rozbijalnych ścian. Dla niektórych to może rzeczy, które i tak praktykują, ale zakładam, że nie dla wszystkich. The Perfect Pencil nadaje wszystkiemu cel. Trudno mi negować taki pomysł i z chęcią zobaczyłbym go w innych produkcjach.W innych… to znaczy mechanicznie lepszych. Studio Cima miało może innowacyjne pomysły, ale nie wszystkie się udały, a i ich umiejętność przełożenia je na kod gry też zawiodły. Zacznijmy od możliwości skanowania, która wygląda momentami, jak ta z Metroid Prime, gdzie wiele przedmiotów da się podejrzeć okiem kamery. Brzmi ok na papierze, ale niewiele niesie w trakcie rozgrywki i nie daje tej samej motywacji, jaką dali przy odkrywaniu mapy. Ot, skanujesz i zapominasz.
Gra też obudowana jest toną NPCów, którzy zawsze mają coś do powiedzenia. Oferują również poboczne zadania, która przy zdecydowanie bardziej skondensowanej formie niż w takim Hollow Knight Silksong, zwyczajnie zaczynają drażnić. Jest ich literalnie za dużo! Metroidvania to gatunek eksploracji, rozwoju postaci, odkrywaniu nieznanego - The Perfect Pencil za mocno poszedł w rozmowy, dialogi, a co za tym idzie ozdobniki.Z drugiej strony nie powinno dziwić takie poświęcenie w kierunku całej otoczki, gdy gameplay zwyczajnie nie domaga. I tu jest przysłowiowy pies pogrzebany. The Perfect Pencil jest wyjątkowo sztywne. Walka nie daje satysfakcji, ołówkiem macha się topornie, co szybko czyni ten system bardzo metodycznym. Żmudnym i nużącym. To tak, jakby każdy cios miał wyczuwalny input lag, który jeszcze mocniej utrudnia przyjemność. Dla przykładu bardzo skillowe odbijanie się od głowy wroga powietrznym atakiem w dół, jest tu ograniczone do jednego uderzenia, po którym trzeba wylądować.
Leczenie również zostało podpięte pod walkę, bo ładując baterie, możemy uruchomić moc, która kolejnym trafionym uderzeniem nas wyleczy. Pomysł ciekawy, ale jeśli już ustaliliśmy, że ta walka jest nędzna, to i rykoszetem obrywa i to.Gdyby nie bogata, enigmatyczna fabuła i ten ręcznie rysowany świat, to byłby tytuł agrywalny. Wykładający się na absolutnych fundamentach gameplayu. Są tu elementy, których mi zwyczajnie szkoda, bo nie zasługują na tak koślawą resztę. Wygląda ładnie, jest enigmatycznie (a co za tym idzie intrygująco), ma fajne pomysły, ale z każdym kolejnym biomem/krokiem przyjemność z gry ulatuje. Nawet na tyle, że miałem nawrót wspomnień z Shadow Labyrinth, które, jak się spodziewałem, pomimo wsparcia mrocznego Pac Mana zostało zapomniane chwilę po premierze.
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie Plan of Attack
Plusy:
Ręcznie rysowany, psychodeliczny świat
Orby odkrywające mapę to wbudowana w grę zachęta do eksploracji
Surrealistyczna, ciekawa opowieść…
Minusy:
…ale jest tu za duże natężenie dialogów i NPCów
Skanowanie to strata czasu
Walka jest toporna, ociężała, a co za tym idzie nużąca, metodyczna i nieciekawa