Zrzut ekranu 2026-01-08 112403

Właściciel zdjęcia: KOEI Tecmo

Recenzja Dynasty Warriors: Origins na Nintendo Switch 2

Dynasty Warriors to seria wydawana od 1997 roku, która liczy sobie 10 odsłon. Odpowiada ona za popularyzację gatunku musou, czyli japońskich slasherów z taktyczną polewą. Origins stanowi niejako reboot serii. Wprowadza kilka poprawek, usprawnień, ale w dużej mierze pozostaje wierna wytyczonej w 2000 roku ścieżce - 2000, bo pierwsza gra była bijatyką 1v1.

Fabuła skupia się Chińskiej noweli Romance of Three Kingdoms, która na potrzeby tej konkretnej gry została nieco skupiona na pomniejszym wątku. Dalej trwa wojna, są bitwy niezliczonych armii, ale pierwszy raz dostaliśmy bohatera wykreowanego na potrzeby gry. Czystą kartę, którą jest wędrowiec z amnezją, przecinający się co krok ze znanymi postaciami historycznymi. Origins tym samym staje się tytułem, gdzie nie zagramy generałami tamtych lat.
20260118-01KF8XG4RFRDDBSCPJ8XDCKCM1-6C7CCFE3-8EC7-4B31-BCAE-7AC2BE40F9BB
Założenia rozgrywki pozostają niezmienione. Misje główne i poboczne kręcą się wokół tych samych założeń, tj. zabij generała wroga. Pomniejszych po drodze spotkasz wielu, każdy odpowiada za konkretną strefę, a przejmowanie ich wpłynie na morale żołnierzy. Musou niezmiennie sprawia wrażenie klikadła, gdzie spamujesz przyciski i przedzierasz się przez tabuny wrogów, ale ma mały element taktyczny. Nie poznacie go na pierwszych metrach, ale im bardziej rozrosną się bitwy, tym więcej będzie on miał do powiedzenia.

Samo Origins bardzo mocno korzysta z ogólnego rozwoju slasherów. Dzięki nim został okrzyknięty topowym systemem walki w serii. O ile kiedyś to faktycznie było wspomniane klikadło, bo i każdy slasher się takich założeń trzymał, tak Origins wprowadza tutaj mechaniki dziś obowiązujące. Parowanie może mieć kolosalne znaczenie dla przebiegu pojedynku, są ataki wroga, które musimy dodge’ować, a na przestrzeni gry poznajemy nowe kombinacje i umiejętności specjalne. Nie stanowi to żadnego novum gamingu, a podane w zgrabnej formie oczywistości, ale wypadają świetnie.
20260118-01KF8XGD3232M19CE51D1H2CBF-5380CF55-9904-4EE1-8D7F-7CC12762CC5B
Efekciarstwa odmówić Dynasty Warriors nie można było nigdy, ale seria wydaje się korzystać na technologicznym rozwoju. Graficznie wygląda to wszystko okazale, a przebijanie się przez dziesiątki wrogów nigdy nie było tak satysfakcjonujące dla oczu. Tym milej to pisać również w kontekście Switch 2. Oczywiście bliższe przyjrzenie się teksturom i usilne wytykanie błędów jest możliwe, ale to zostawmy czepialskim - Dynasty Warriors Origins wygląda świetnie na sprzęcie Nintendo. W opcjach dostaniecie opcję zatrzymania licznika fps na 30 lub pozwolenia mu na większą swobodę, która powinna być korzystniejsza. Wiązać się z nią będą bardzo okazjonalne spadki klatek, ale warte swej ceny. Nawet w 30 utrzymacie płynność rozgrywki na bardzo satysfakcjonującym poziomie.

Rozgrywki, z którą zawsze będę miał problem. Wtórność tych założeń niejako przytłacza, a całe armie pomniejszych wrogów nie znaczą praktycznie nic. To mięso armatnie czekające (dosłownie, bo często nie robią nic) na przyjęcie efektownego combo. Prawdziwa rozgrywka, to pojedynki z większymi wrogami/generałami, którzy posiadają swój pasek HP nad głową. Wtedy można mówić o jakiejś bardziej angażującej rozgrywce, choć tę mocno może ułatwić postać przewyższająca rekomendowany level.
20260118-01KF8XFWAR18JMVQQ8ZS03WH5M-1AFF9EE9-5575-4488-80A2-2D8DCF1A8F20
Są tu pierwiastki rozwoju postaci, ale nie jestem na tyle odważny, by nazwać je RPGowymi. Takie elementy ma dziś każda gra. Dostajemy drzewko rozwoju, gdzie wydajemy zdobyte za misje punkty, a każda z 9 broni będzie miała swój osobny pasek znajomości - im więcej będziemy nią grać, tym większe korzyści przyniesie. Dopiszcie do tego ekwipunek z rosnącymi obrażeniami, a będziecie mieli cały obraz tej sfery produkcji.

Dostaniecie tu również sporo cutscenek, bowiem O DZIWO jest to tytuł mocno próbujący wkręcić nas w wątek tego, który nie pamięta za wiele, ale posiada umiejętności przewyższające wszystkich. Dla zaznajomionych będzie to największa frajda, bo praktycznie co krok przedstawiony nam będzie inny historyczny generał, ale skłamałbym, pisząc, że to coś przesadnie ciekawego. Nigdy nie będę fanem motywów paranormalnych, a te znajdują tu swoje miejsce. Przekładają się również na gameplay, gdzie dla przykładu armia wroga będzie nietykalna w formie cienia, do momentu aż znajdziemy zaczarowany przedmiot, który za tę magię odpowiada. Jest to bardzo tani chwyt na innowacje.
20260118-01KF8XG97B3PVJM4YFN2WJJ02R-C620B744-D188-4D4C-99B2-3B17EF3825E9
Nie zmienia to jednak faktu, że bawiłem się tu dobrze. Jak na mój brak sympatii do musou, to aż za dobrze. Tempo jest żwawe, mapa świata jest świetnie przedstawiona, ale nigdy nie będę w stanie przeskoczyć tego, że dłuższe sesje są tu dla mnie niemożliwe. Bardzo łatwo się to wszystko zlewa. Liczba różnorodnych generałów jest mocno ograniczona, więc praktycznie co misję znajdziecie starych znajomych z inną nazwą i wyższym levelem. A jak dojdzie do jakiejś faktycznie unikatowej, to skala bitwy za mocno przypomina mi o tej taktycznej polewie, która w formie slasherowej mnie nie przekonuje.

Na duży plus decyzyjność oferowana graczom. W teorii dostajesz ciągle skromne opcje dialogowe, ale te wydają się nie zmieniać nic. Mowa o tych ważnych momentach dla fabuły jak wybranie frakcji, czy uratowanie kogoś. To wpływa na narrację i nadaje wszystkiemu ciekawszego wydźwięku.
20260118-01KF8XG0P5K00F2RM6XRSSBTBP-506C979B-29FF-41C6-A535-5E3F75E1A794
Niedawno napisałem, że nowe Hyrule Warriors może być moim ulubionym musou. Wybacz Zelda, ale długo na tronie nie posiedziałaś. Król wrócił w glorii i dowiózł kawał solidnej gry. Miłości wielkiej może nie ma, a raczej początkowa słabła z każdą godziną, ale uważam, że to wciąż bardzo solidny tytuł. Względem swoich poprzedników ma jednak poważny uszczerbek na życiorysie i nie oferuje gry multiplayer w żadnej formie. Split screen dla wielu poprzednich odsłon był wybawieniem, więc tu wypada pogrozić palcem.

Dziękujemy za klucz do recenzji firmie KOEI Tecmo


Plusy:

Thumb Up

System walki - prosty, ale bazujący na nowszych założeniach gamingowego machania mieczem

Thumb Up

Efektowność doświadczenia

Thumb Up

Decyzyjność wpływająca na dalszą narrację - w stopniu minimalnym, ale zawsze

Thumb Up

Sposób prezentacji - od mapy świata po cutscenki

Thumb Up

Bardzo dobrze wygląda i działa na Switch 2 - oferując również małe opcje dostosowania ustawień


Minusy:

Thumb Down

Dłuższe sesje są niemożliwe, bo gameplay kręci się wokół tego samego, a ilość rodzajów wroga nie powala

Thumb Down

Brak mutliplayera, choćby w formie lokalnej

Thumb Down

Elementy paranormalne nigdy mnie nie bawiły - nawet w tak pobocznej formie

8 / 10

Nasza ocena

Awatar

Niko Włodek

Postaw mi kawę na buycoffee.to


Komentarze (0)

Zaloguj się lub zarejestruj aby dodać komentarz