Lubię gry taktyczne. Widzę kafelki, czuję tury, to wchodzę bez zastanowienia. Taki entuzjazm do gatunku bywa jednak bardzo zwodniczy. Soulkin od Tambu Games to tego dobry przykład. Adaptuje podstawowe założenia, rzuca sympatyczną oprawę i… wykłada się niemiłosiernie w moim odczuciu.9 graczy w peaku, to jednak nie jest dzieło przypadku, a ja nie odkryłem jakiegoś (BARDZO) cichego hidden gema. Żaden diament nie został odkopany, choć gdzieś tu leży bez wątpienia lepsza gra. Soulkin to klasyczny roguelite, w którym przemierzyć musimy drzewko z rozwidlającymi się ścieżkami, oferującymi konkretne pola - od walk zwykłych i elitarnych, aż po sklepy i inne pomoce. Każdy run zakłada wyruszenie w drogę naszą bohaterką (podstawowym awatarem, którego śmierć kończy run) i zgrają predefiniowanych grup leśnych podopiecznych, którzy mają swoje moce. Założenia gry są banalnie proste. Pole gry dość wąskie, więc i tempo walk konkretne i pełne wydarzeń - wciąż bezbarwne i nijakie, ale przynajmniej szybkie! Postacie atakują z bliska (sąsiadujące pole) lub z dystansu (oddalonych o dwa pola). Wszyscy mają też skille aktywne (pokroju leczenia, spowolnienia lub zamiany miejsc) oraz pasywne. I w zasadzie to by było na tyle. Fundamentalną mechaniką, która może odmienić bitwę, jest Soulkin, czyli przejęcie duszy pokonanego wroga. Wchodząc na takie pole mamy boosta dla tej konkretnej postaci.
Jedna sprawa to, jak nijakie są te pojedynki, a druga to, jak bardzo gra jest nastawiona na grind. I to ten obleśny, żmudny, a co gorsza nastawiony od samego początku produkcji. To jej największy grzech. Zanim Cię zajawi, to już oczekuje od Ciebie walki z samym sobą. Początkowa ekipa nie ma absolutnie żadnych szans. Run, niezależnie jak udany, też niekoniecznie obrodzi nam w ulepszenia. Możesz kupić nową ekipę lub nową wersję bohaterki, ale ta często będzie gorsza od pierwotnej, więc trudno mówić tu o wielkiej pomocy - raczej urozmaicenie dla wytrwałych, chcących przejść to każdą kombinacją.Waluty za wygrane walki jest zwyczajnie za mało, a roguelite’owość doświadczenia nie wybrzmiewa. Nie czujesz się lepszy - czujesz się taki sam. I walczysz z tym samym, w tym samym otoczeniu, z tymi samymi, nijakimi umiejętnościami. To jest zwyczajnie nudna gra. Taka, która może robić wiele rzeczy poprawnie, ale to jej nie obroni ani nie pozwoli zaistnieć.
Jedyne światełko w tunelu dla tego tytułu jest takie, że wygląda całkiem schludnie. Nie chcę powiedzieć, że jest bardzo czytelna, bo UI uznałbym raczej za dość uciążliwe na kontrolerze (widać, że stworzone pod myszkę i średnio sprawdzające się w przeklikiwaniu w konkretne miejsca padem), ale same stworki i nasza przewodniczka stada wyglądają ok. Komórkowo/Mobilnie, ale ok.Chwała jednak tym, którzy zacisną zęby i pasa na tyle, żeby znaleźć w sobie pokłady chęci do grania w to bezpłciowe dzieło. I to mówię z poziomu tego, który takie gry lubi, a w bardzo pokracznym i przeciętnym Eldrador Creatures: Shadowfall znalazł trochę frajdy dla siebie. Soulkin nie skończyłem i po ludzku skończyć nie chcę. Wybaczcie.
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie Tambu Games
Plusy:
Wygląda schludnie
Pola są małe, więc walki dość szybkie
Ma sporo różnorodnych ekip do odblokowania…
Minusy:
…ale konieczność grindu jest tu szalenie przytłaczająca - co sprawia, że na pierwszych metrach gra wymaga od Ciebie kręcenia się w kółko przez kilka godzin