Zdarzają się gry, które nie popełniają rażących błędów, ale już u swych podstaw są skazane na przeciętne noty. Ich fundamenty zostały słabo przemyślane i trafią wyłącznie do najbardziej oczarowanych. Cała reszta obróci się na pięcie, bo nie znajdzie tu nic dla siebie. Nitro Gen Omega to jedna z nich. Studio DESTINYbit zauroczyło anime oprawą i niejako obietnicą dostarczenia RPGa, który będzie mocno osadzony w tej japońskiej odmianie animacji. Bić się będą wielkie mechy sterowane przez najemników. Ostatniej grupy walczących o ludzkość, która została spacyfikowana przez mechanicznych oprawców. Gra nie rozpisuje przesadnie bogatego zaplecza fabularnego, rzucając nas w sam środek akcji bardzo szybko.
Akcja podzielona jest na czterech operatorów konkretnych części naszego mecha. Jeden odpowiada za ruch, drugi siedzi za karabinem, trzecia skanuje otoczenie, a czwarty dba o parametry naszego podopiecznego - tak w skrócie. Naszym zadaniem w każdym pojedynku jest rozstawienie działań każdego z operatorów na osi czasu, która skrzyżuje się z decyzjami oponenta i wprowadzi to wszystko w ruch po zakończeniu tury. W prostych słowach - musisz przechytrzyć wroga. Teren podzielony jest na cztery części i jest tu kilka zależności z nimi związanych, ale w dużej mierze to sprawa tak marginalna, jak sposób jej przedstawienia - ot, mały avatar na minimapie w rogu ekranu. Uderzyć melee możesz tylko będąc w tym samym, ale już w kontekście obranego strzału nie będzie miało znaczenia, gdzie przeciwnik stoi i czy się przemieszcza.
Dostajemy więc grę taktyczną, która niekoniecznie roztacza wielkie taktyczne łamigłówki przed nami. Jest prostolinijna. Daje nam czterech operatorów, gdzie dwóch ma wyraźnie większe znaczenie od pozostałych. Główny pilot, który się porusza i ten, który siedzi za karabinem, to nasz wiodący duet, podczas gdy pozostałą dwójkę (przy podstawowym mechu, bo jest ich więcej) jesteś w stanie skipować przez połowę gry, bez większej szkody dla wyniku walki. Nie tak bym sobie wyobrażał taką grę…
Skoro niedogotowano warstwę taktyczną, to pozostaje mieć nadzieję, że ta efektowna wizualna dojedzie na czas? Też nie. Tu jest jeszcze gorzej. Animacji konkretnych ruchów, czy wsiadania do mecha przed walką jest garść. Ta druga to jest jedna (!) i będziesz ją oglądał nieustannie. Do znudzenia. Nitro Gen Omega jest więc grą wtórną nie tylko w kwestii taktycznej. Tu wszystko kręci się w kółko, jakby podstawowym założeniem było zarabianie pieniędzy i rozwijanie naszego robota - obok dodatku związanego z relacjami naszych podopiecznych, które wpływ mają niewielki. Takie założenia działały, chociażby w Monster Hunter, ale to też efekt szerokiego wachlarza możliwości, jakie gra oferowała. W swojej powtarzalnej formie jest ona różnorodna, a to coś, czego Nitro Gen Omega brakuje. To wręcz nieprzyzwoite, jak to uparcie trwa w tym samym.
Łatwo to wszystko podzielić na trzy segmenty. Wspomniana walka z rozstawianiem operatorów na osi czasu (mało pasjonująca), podróżowanie po bardzo bezbarwnej i równie powtarzalnej mapie, która złożona jest z kilku wysp oraz wprowadzanie modyfikacji, tankowanie mecha, czy dbanie o pilotów w wielkich wieżach, które stanowią tu nasze huby wypadowe. A tam też nie jest idealnie, bo kolorystyka poszczególnych menu może wydawała się fajna na etapie tworzenia, ale jej efektowi bliżej do bycia nieczytelną. Less is more powinno być mottem przewodnim tego studia przy kolejnych grach. Dzieje się tu stanowczo za dużo, a biała, bardzo podstawowa czcionka najważniejszych rzeczy, potrafi pozostać niezauważona w tym mały wyrzygu. To jest po prostu bardzo nieintuicyjne menu, gdzie nawet tak fundamentalną rzecz, jak zakładanie nowych przedmiotów potrafili skomplikować. Nitro Gen Omega to niespełniona obietnica. Projekt, który przerósł studio, a w swej podstawowej formie będzie satysfakcjonujący tylko dla najwierniejszych fanów mechów, którzy bezkrytycznie przyjmują wszystko. Doceniam odważną próbę innowacji, bo w grę tak obrazującą walkę nigdy nie grałem, ale ten eksperyment jeszcze nie nadawał się dla ludzi. Potrzeba tu było poważnego rozwoju w absolutnie każdej z części składowych, żeby można było mówić o czymś specjalnym.
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie PLAION Polska
Plusy:
Anime styl
Innowacyjne podejście - coraz rzadziej widziane w dzisiejszym gamingu
Minusy:
Walka jest nudna - wtórna, żmudna i słabo zbalansowana, bo nie wszyscy nasi operatorzy niosą taki sam wkład