Recenzja inKONBINI: One Store. Many Stories na Nintendo Switch 2
Konbiniensu sutoa, czyli Konbini, to japońskie sklepy spożywcze działające 24/7. W najnowszej grze studia Nagai Industries trafiamy do jednego z nich, gdzie spędzimy lato, wcielając się w Makato Hayakawe, studentkę pomagającej ciotce w prowadzeniu takiego miejsca podczas nocnej zmiany. Przynajmniej tak wskazują opisy, bo po prawdzie to “lato” trwa tu wyłącznie 7 dni, a prowadzenie sklepu ma bardzo sztywne ramy, które zaburzają oczekiwania wielu graczy.Jeśli ktoś oczekiwał gry pokroju niedawnego Discounty, gdzie będziemy modelować sklep wedle własnego uznania i próbować dostosować się do potrzeb wielu kupujących, to mocno się zdziwi. inKONBINI leży bardzo blisko visual novelki, której nadrzędnym celem jest opowiedzenie historii, a układanie towaru na półkach czy zamawianie brakującego, to jedynie tło dla opowieści.Gra podzielona jest na kilka dni, podczas których odwiedzają nas mieszkańcy i przyjezdni szukający ucieczki od wielkich miast. Stałe persony, które będą bardzo rozmowne i chętnie podzielą się swoimi życiowymi przemyśleniami. Gra składa się ze wspomnianych kilku dni, podczas których naszym zadaniem jest niesienie pomocy każdemu klientowi oraz wysłuchiwanie jego… bredni, bo tak określam warstwę tekstową tego tytułu. Tytułu, który zatracił się w swoim cozy nastawieniu i przestał pisać teksty dla rzekomo ludzkich postaci, a wypluwać na ekran ciągłe podzięki w kierunku celebrowanej na każdym kroku Makato. Pomożesz zdjąć towar z półki, to zostaniesz ozłocony, jakbyś właśnie uratował komuś życie. Masz usterkę w sklepie? Klient pozostanie niewzruszony potencjalnie uszkodzonym towarem. Ktoś wali do drzwi i gra nakazuje otwierać sklep? Spokojnie, nie ma żadnej kary, a czas stoi w miejscu. Układaj na półkach dalej, bo on i tak nie zrezygnuje ani słowem nie wspomni o Twojej opieszałości.Tu nic nie ma sensu, bo ten sklep to tylko makieta. Wymówka dla atmosfery. I oddajmy im tyle - cozy atmosferę ugryźć się udało! Tak muzycznie, jak i samym stylem artystycznym, czy tempem prowadzenia produkcji - tu wszystko jest synonimem tego gatunku. Samo układanie towarów, czy poprawianie po pierwszej, mało rozgarniętej zmianie, też może dla wielu być postrzegane jako tona uroku. Jeśli to komuś wystarczy. Zapraszamy - mamy otwarte od 30 kwietnia.
Dla mnie to tytuł, gdzie faktycznie jest jeden sklep i wiele historii, ale szkoda, że nie ma tu ani jednej dobrej gry. Zasypanie nas dialogami, to jeszcze nie gwarancja zainteresowania widza, a powroty znanych twarzy, to nie pewnik na naszą więź z nimi. Na tę ostatnią jest tu stanowczo za mało czasu. Łatwo mi sobie wyobrazić sytuację, że większą "znajomość" pobudzi stara babcia z Discounty, która zawsze stoi na otwarcie sklepu i udaje jej się wyróżnić z tłumu bez tony tekstu, niż ta ględząca swoje banały grupa. Jak czytasz hasła pokroju, że fajnie, gdyby mleko stało w lodówce, bo inaczej się zepsuje, to możesz się zastanowić, po co Ty w ogóle w to grasz.InKONBINI ma jeszcze jedną, bardzo mroczną stronę. Gra działa słabiutko na Nintendo Switch 2 - i to pomimo dedykowanej wersji (jest też na NSW1, ale tu mówimy o tej stricte pod NSW2). To jest chyba w tym wszystkim najgorsze. Ja rozumiem, że teksty to kwestia gustu, wpisanie całej sklepowej warstwy w sztywne ramy też wielu zaakceptuje, ale nie sposób się pogodzić z tym, że to potrafi dropić klatki na Switch 2 - tak w handheldzie, jak i docku. Mówimy tu o grze, które ma bardzo małe pole manewru. Odbywa się w całości w jednym sklepie, który nie jest wielkim marketem, a przyboczną budką. Grze, w której wygląd postaci nie tryska detalami, a ich ilość na ekranie to najczęściej dwie (!!) To nie ma prawa działać źle, nawet na pierwszym Switchu.Pobyt w Honki Ponki należy traktować jak czytankę. Ma ona kilka prostych czynności, które powiela, ale w 80% opiera się na rozmowach. Rozmowach bez większego wkładu emocjonalnego. Takich, w których każda dostępna dla Ciebie odpowiedź wydaje się dobra, byś po drugiej stronie usłyszał “ooo, to świetny pomysł, dlaczego ja o tym nie pomyślałam/em”... No nie wiem, może dlatego, że wszystko tu tryska tęczą i z automatu pozbawia się huśtawki emocji/intrygi? Jest tu jeden potencjalnie smutny motyw fabularny, ale po tym, co zobaczyłem w tym przybytku, to nawet wydawał się on zasadny. Pominąć nawet na promocji.
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie Beep Company
Plusy:
Spokojna muzyka i klimat japońskiego sklepu
Minusy:
Prowadzenie sklepu to tło dla historii - liniowej i stosunkowo krótkiej (tytuł na kilka godzin/7 growych dni)
Postacie wycięte z kartonu - przesadnie miłe, nieciekawe, finalnie mdłe
Optymalizacja na Switch 2 kuleje - gra chrupie, co przy jej “świecie” i grafice nie ma racji bytu