O trzech mniejszych słów kilka to skierowanie waszych radarów na kilka gier lżejszej kategorii wagowej. Lżejszej nie oznacza oczywiście bezwartościowej, więc jest szansa, że ktoś się nimi zainteresuje. A przynajmniej ja wam nakreślę, czy jest w ogóle czym się interesować! Czy to recenzje? Niekoniecznie. Gier nie skończyłem, jest szansa, że w ogóle ich nie skończę, ale nie zawsze będzie to podyktowane brakiem czasu. Dla tych bardziej leniwych postaram się nawet przydzielić każdemu z zainteresowanych jakąś ocenę pasującą do mojego systemu.
Skate Bums
Zaczynamy od deskorolki. Czegoś na miarę OlliOlli, co przeniesie nas do perspektywy 2D i świata pełnego ramp, tricków oraz nieprzyjemnego towarzystwa. Na skate parki tego świata dziewczynom wstęp wzbroniony, więc jako raczkująca w tym sporcie Lux próbujemy wyrobić sobie imię. Z naszej perspektywy oznacza to serię poziomów z określonymi zadaniami. Nic wyszukanego - kilka progów punktowych, zebranie wszystkich gwiazdek na planszy, czy nienaruszenie niektórych przeszkód.
Czynnikiem wyróżniającym mogą być bossowie, którzy kończą dany etap i niejako uznają nas na swoich włościach po ich pokonaniu. Walka z nimi zakłada przejazd przy zdecydowanie większej ilości przeszkód, ale nie zmienia gameplayu w stopniu znaczącym. To dalej prosta arcade'ówka, która zaskakująco uzbrojona została w voice-acting ubarwiający opowieść.
Ocena: 5/10 - i wypada nisko zawiesić poprzeczkę
Seafrog
A jak już jedną deskorolkę odhaczyliśmy, to przejdźmy do drugiego... klucza. Podstawowego narzędzia każdego hydraulika, które tu pełni równie skaterską funkcję. Jako tytułowa żaba musimy przebrnąć przez będące statkami levele, którym trzeba załatać dziury. Zakręcić zawory i usprawnić na tyle, by móc się wystrzelić do następnego.
Tu, choć historia tej gry jest jeszcze prostsza, byłem pod zdecydowanie większym wrażeniem. Indyk, który potrafi przyciągnać na dłużej przez dobry pomysł i zasadne wyzwanie. Niewykluczone, że tak określilibyśmy kiedyś esencję indie gamingu. A przez to kiedyś jestem pewny, że dziś ta gra wielkiej furory nie zrobi, nie przebije się, a szkoda, bo to przyzwoity tytuł. Dla mnie największy minus szedł od strony graficznej. Szata pikselowa, ale z tej gorszej kategorii. Za dużo elementów się zlewa i za często szli na skrót z kopiowaniem assetów.
Ocena: 7,5/10 - jest zdrowe wyzwanie, jest pomysł, jest innowacja
WiZmans World Re;Try
HD remaster gry, która oryginalnie wydana była na Nintendo DS. Jako czarodziej dostajemy wsparcie w postaci homunkulusów, którzy mogą przybierać różne formy. Te ostatnie zdobywamy, pokonując przeciwników i odbierając im niejako duszę. Pomiędzy wyprawami do lochów, bo gra zakłada miasto i wypuszczenie się na coraz trudniejsze tereny, zmieniamy twarz naszych żywiołowych kompanek i ruszamy dalej.
W grze funkcjonuje system turowy, klasyczny dla jRPGów. O dziwo dla starszej gry wrogowie są widoczni na ekranie (nie ma walk z przypadku), co jednak nie sprawia, że walka staje się lepsza. To trochę jakby ktoś uznał, że słabości i odporności są kluczowym/jedynym aspektem każdego jRPGa.
Ocena: 5/10 - homunkulusy i nic poza tym. Fajny system, ale finalnie nic nam po nim
