Recenzja BlazBlue Entropy Effect X na Nintendo Switch 2
BlazBlue to seria znana z bijatyk 1v1. Pierwsza gra była wydana w 2008 roku, a uniwersum jej rosło z każdą kolejną częścią. I to do tego stopnia, że można było sobie pozwolić na spin-offy, które w kwestiach fabuły wymagają nieco więcej. Jednym z nich jest wydane w 2024 roku Entropy Effect, które zyskało X w tytule i 12 lutego trafiło na Nintendo Switch.To dość klasyczny roguelite, który zachowuje wiele cech stałych gatunku - podkręcony poziom trudności, losowo generowane tereny, bossowie, metaprogress między runami - a inne próbuje ugryźć na swój sposób. Jako naukowiec trafiamy na grupę innych łebskich tego świata, którzy próbują zażegnać kryzys za sprawą walczących awatarów. Za nimi kryje się kilkanaście postaci znanych z BlazBlue, które oferują odmienne style walki oraz umiejętności.
Zasada jest więc prosta - kilka zamkniętych przestrzeni wypchanych wrogami, walka z bossem, a potem kolejny rozdział i powtórka z rozrywki. Przejście gry poszerza nam następną przygodę o dodatkowe plansze, więc zobaczenie faktycznego ostatniego bossa, czy też dalszych etapów, będzie wiązało się z kilkukrotnym ukończeniem Entropy Effect X.Najpoważniejsza zmienna dla tej pozycji, to różnorodność gameplayowa. Podczas gdy w klasycznym reprezentancie masz pewną losowość i budowę swojego builda podczas runa, który siłą rzeczy zdefiniuje Twój styl (jak chociażby przez posiadaną broń), tak tu ten styl wybierasz na starcie. Awatary czekają na odblokowanie, a każdy to inna broń, styl i odmienne ataki. Różnice są odczuwalne, a kwestię budowy builda “ograniczamy” do ataków specjalnych i perków ekwipowanych podczas rozgrywki. Te są dziedziczone przez kolejnych śmiałków, którzy wchłaniają moc wcześniej poległego.Brzmi to nietypowo, pewnie nawet dziwnie, a ja nie mam zamiaru ukrywać, że ta gra taka właśnie jest. I to nie w sensie mangoentuzjazmu, czy też jego braku, a w sposobie przekazywania nam informacji i przejrzystości całego systemu. Moim zdaniem studio 91Act nie podołało temu wyzwaniu. Gra na pierwszych metrach pozostanie dość niejasna i niewiele robi, żeby to zmienić. Zasypuje nas ekspozycją świata, dialogami, ale my wciąż niekoniecznie poczujemy się zaznajomieni z samymi mechanikami. Przychodzi to z czasem, samemu wychwycisz, o co chodzi, ale nie uda się już odratować ilości przetwarzanej informacji. Jeśli chcesz wejść w Entropy Effect X, jako gracz, który niekoniecznie sympatyzuje/zna BlazBlue, to może być problematyczne. Ja nigdy nie poczułem się chętny wiedzy o tym świecie. Nieustannie traktowałem to, jako zło konieczne, które doklejone jest do…
…całkiem solidnego rogala. Entropy Effect X udaje się dźwignąć tempo rozgrywki. Jest dynamicznie, responsywnie, a rdzeń walki przybliżyłbym do Dead Cells - nawet nie dziwi, że tamtejszy protagonista jest bonusową postacią do odblokowania.Wysoki poziom trzymają też bossowie (tu głównie wizualnie, bo z movesetem bywa różnie), ale już mniejszych przeciwników mógłbym się czepić i posądzić o wtórność. Kilka runów i byłem nimi mocno znudzony. Podobnie jak i “wystrojem wnętrz”. Level design jest bardzo bezpieczny, a co gorsza bezbarwny. Nie jestem na tyle biegły, żeby stwierdzić, czy to tak mocno trzyma się stylistyki BlazBlue i stąd taka decyzja, ale tak czy inaczej - wyszła bieda. W teorii rogale zawsze są narażone na takie odczucia, ale tu przyszły one stanowczo zbyt szybko.
Mam też delikatny problem z telegrafią obrażeń. Bardzo często zdarzały się sytuację, że absolutnie nie miałem pojęcia, co mnie trafiło, a to zawsze muszę wytykać poszczególnym rogalom, więc i ten nie pozostanie bezkarny. Jest to jednak drobna przeszkoda, przy solidnym systemie walki tu oferowanym. Moce są bardzo często oparte na żywiołach, mają generować jakiegoś boosta, a poukrywane są pod osobnymi przyciskami - klasycznie, jak chcesz moc x, która wywodzi się z grupy, którą masz już obsadzoną, to musisz dokonać wymiany.Ta gra to mały paradoks, bo ona dobrze zrobiła to, na czym inni potrafią się wyłożyć (walka/gameplay), a wyłożyli się tam, gdzie usilnie szli w stronę innowacji (a wypadało zrobić wg znanego schematu). Zostanie to zapamiętane jako solidny roguelite… ale drugiej kategorii. Żaden must play, który wypłynie na szerokie wody, ale coś, w co można grać bez większego żalu. Szczególnie że można to robić w co-opie! Tryb ten odblokujemy po kilku podejściach i z racji mimo wszystko dość ciasnych przestrzeni, to trudno o kradzież kamery, czy utrudnienie rozgrywki drugiemu graczowi.
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie Astrolabe Games
Plusy:
Dynamiczny system walki Wiele postaci do odblokowania z różnym movesetem i stylem Możliwość zabawy w kooperacji Bossowie robią wizualne wrażenie…
Minusy:
…które nie idzie w parze ze zbyt bezpieczną resztą Ilość ekspozycji i systemowych niejasności może być odpychająca