Recenzja Elden Ring: Tarnished Edition na Nintendo Switch 2
Nie lubię takich premier. Gier powracających po latach na Switch 2, w których każdy zastanawia się nad tym, jak ona działa i wygląda na hybrydowej konsoli. Mam wrażenie, że zawsze lądujemy w tym samym miejscu, więc dla dobra tekstu, przewrotnie zahaczmy o temat na starcie. Tak - gry będą wyglądać gorzej na Switch 2, bo to hybrydowa konsola, która musi dźwigać wszystkie tytuły przenośnie. Tak - to oznacza też, że na PC i PlayStation wygląda ona lepiej. Porównywanie tych dwóch światów mija się z celem i zawsze mijało się z celem. Nie oznacza to oczywiście, że posiadacze Switch 2 zaakceptują byle co i byle jak, ale mają oni nieco twardsze siedzisko niż Ci, którzy świeżo odwrócili wzrok od mocniejszej konsoli i spojrzeli na ofertę Nintendo. Mamy to z głowy? Wiemy już, na czym stoimy? To teraz powtórzę, że nie lubię takich premier, bo... utrudniają one granie w cokolwiek innego. Swojej miłości do soulsów i twórczości From Software nigdy nie ukrywałem, ale taki powrót nakazuje (podobnie jak to było w przypadku Obliviona czy Lies of P) pokrótce zrecenzować dany tytuł - przypomnieć plusy i minusy czegoś, co wszyscy znać powinni, a później przejść do tego, co w sierpniu 2026 roku interesować ich będzie najmocniej - jak to faktycznie działa na Switchu, bo Bandai było takie milczące (zaznaczam, że wszystkie screeny pochodzą z mojego gameplayu).
Elden Ring dla wielu uchodzi za soulsa ultymatywnego. Króla gatunku, który poszerzył go o możliwości wcześniej nieznane. Zaoferował graczom wieczną alternatywę. Zamiast bić głową w mur, próbując pokonać bossa, możesz szukać szczęścia w ogromnym świecie. Zwiedzać lochy, inne biomy, czyli grać i rozwijać postać oraz swoje umiejętności za kontrolerem.
Elden to też niezliczona ilość kombinacji tworzenia postaci. Żaden inny soulslike wcześniej nie miał tylu opcji. Tylu broni, mocy specjalnych, a co za tym idzie alternatyw, jak podejść do następnego wyzwania. To ogromny plus gry i też solidny argument za jej replayability, na który zresztą sam się złapałem, przysiadając do swojego drugiego przejścia na NSW2 - ono wciąż trwa, ale spokojnie, skończyłem podstawkę i dodatek, jak tylko wyszły na PC. To wszystko w połączeniu z ciągle szlifowanym przez From Software kunsztem systemu walki dało nam grę wielką. Gdy tylko opuściliśmy pierwszy loch i wyszliśmy na Pogrobno, to pewnie w swoich głowach wielu by zaakceptowało tak ogromny rejon jako całą mapę Eldena. Tu tego jest znacznie więcej. I co ważniejsze - biomy są różnorodne. Trudno się nudzić tym światem, choć ma on jedną poważną plamę na życiorysie, którym zawsze były wspomniane wcześniej lochy. Powtarzalność ich designu jest duża. Tłumaczyć to sobie można ogromem produkcji i wręcz koniecznością takich ustępstw, ale ta plaga przeniosła się na coś, czego dotykać nie powinna - bossów. Tak jak dla wielu Elden Ring jest najlepszym soulsem, tak inni spokojnie umieszczą go na dnie listy (spokojnie, ta lista zawiera samych kozaków, więc na jej dnie i tak 8,5-9/10), a powodem są właśnie generałowie każdego lochu, których tworzenie zakładało tajemną kombinację ctrl + c - ctrl + v. Nawet jeśli nie wspominać tych mniejszych parobków, którzy poukrywali się za drzwiami na dnie jakiegoś klifu, to pewien pierwiastek powtarzalności da się odczuć też u tych głównych. Niby spójnie trzymają się oni świata przedstawionego, ale nie oszukujmy się, że nagle po historię przychodzimy w grach From Software. Nie chcę tego przedstawiać jako minus ostateczny i coś, co ogranicza tę grę - bo świat jest na tyle duży, że możesz zapomnieć walki z X, kiedy dojdziesz do jego wersji Y - ale nie da się ukryć, że nie jest to gra idealna i swoje uproszczenia twórcze posiada. Oczywiście w zamian dostajesz wspomniany świat, swobodę, ogrom broni i system walki, w którym winnym wpadki jesteś Ty, a nie złośliwy kod gry. Ta sprawiedliwość jest zawsze podkreślana przez najbardziej zawziętych, biegających w gaciach na pierwszym poziomie, którzy opanowali tytuł na tyle, by pokazać nam, że nie taki diabeł straszny - spokojnie, nie ma czegoś takiego jak dobry gracz soulsów, a po prostu zawziętość i liczne powtórki tego samego doprowadziły ich do tego poziomu.
Osobiście wolę tę bardziej skondensowaną formę soulsów. Tą, na której raczkowałem, gdy na samej klawiaturze trzeba było grać w pierwszą (popsutą zresztą) edycję Dark Souls na PC. Przygoda ta zajęła mi ponad 70h, a Ornsteina i Smougha oglądałem z ręką na sercu z 2 tygodnie na swoim ekranie. 2 tygodnie pełne frustracji, którą tutaj bardzo chciał odtworzyć finalny boss dodatku w Eldenie - Radahn, postać znana. A ten dodatek to rzecz, którą dostaniecie w pakiecie zwanym Tarnished Edition. I nie będę ukrywał, to gwóźdź tego programu, bo wszystkie inne dodatki (czyli te, które wraz z premierą na Switch 2 wjadą na inne platformy), to kosmetyka nie warta większej uwagi - nowe startowe klasy, gdzie przy wspomnianej dowolności i tak Twoja postać może skręcić w każdą stronę, nowe zbroje, czy... skórka dla konia.Shadow of the Edtree to nie jest też coś, z czym się bardzo polubiłem. DLC do gier soulsowych zawsze cierpią w departamencie kluczowego balansu, bo jak go formować, gdy jedni kończyli grę na poziomie 70, a inni 120? Tu wykorzystano motyw zbieractwa. Z jednej strony motywacji do eksploracji, a z drugiej konieczności odszukania fragmentów Scadutree, które działały jak levelowanie wewnątrz krainy z dodatku. Bez nich byłeś słaby, z nimi wszystko wracało do normy - dopóki jeden końcowy jegomość nie wytarł Tobą podłogi ;)
Switch 2
Najważniejsza informacja jest taka, że tę przygodę da się z pełnym uśmiechem przeżyć na Nintendo Switch 2! Pomimo promocyjnej ciszy, przesunięć i tych trefnych materiałów z wczesnej wersji produkcji - dowieźli to. Mówimy tu o ~45fps w docku i 30fps w handheldzie, czyli najpewniej stałej kombinacji przy takich grach na tym sprzęcie - stałej i dla mnie w pełni satysfakcjonującej. Wygląda i działa to bardzo przyzwoicie, rzadko niosąc ze sobą jakieś nieprzyjemności - przypominam, że mniej fpsów nie boli, gdy bazowo masz z nimi kontakt i przyzwyczajasz się do danej gry w takim środowisku. Momentami doskwierać może draw distance, który pozwala sobie leniwie generować postaci w dalekim tle. Znać to możecie z ostatnich portów Bethesdy. Nie jest to nagminne w przypadku Eldena, ale występuje. Podobnie będzie ze spadkami klatek, choć te są jeszcze bardziej okazjonalne. Oczywiście, jak postanowisz z premedytacją coś popsuć i nagromadzisz wrogów bez chęci ich zabijania, to jest szansa, że ilość efektów Switcha przytłoczy. A to głównie przy tym efekciarstwie zaliczamy te dropy, więc mowa tu głównie o walkach z ogromnymi smokami na otwartym terenie. To będą chwilowe spadki, najpewniej w ogóle niewpływające na przebieg pojedynku, ale wypada o nich wspomnieć. Tu mam do siebie mały żal, że nie doszedłem do walki z Baylem w DLC. Jeśli mam stawiać w ciemno, gdzie port ze Switch będzie krwawił najmocniej, to on do spółki z ostatnim bossem mogą namieszać w tej materii. O Elden Ring każdy swoją opinię ma, ale niezależnie od soulsowych preferencji, czy niechęci do tutejszych bossów, to rozmachu tej grze odebrać nie można. To jest wielkie dzieło, na niezliczone godziny i coś, co sprawiło, że From Software teraz trudno wrócić na poprzednią ścieżkę. W moim odczuciu to właśnie ten ogrom Eldena jest odpowiedzialny za to, że do tej pory unikają oni kolejnego soulsa dla pojedynczego gracza. Stworzenie czegoś takiego sprawia, że ludzie oczekują tego za każdym razem. To tak jak Zelda w 3D, która teraz miałaby nie oferować czegoś na wzór Breath of the Wild. Komentarze zawiedzionych fanów piszą się same. Czasami tworząc dzieło (!) zawieszasz poprzeczkę tak mocno, że samemu trudno ją przeskoczyć.
Dziękujemy za klucz do recenzji wydawcy
Plusy:
Niezmiennie świetny system walki - precyzyjny, sprawiedliwy, klasyczny dla From Software
Ogromny świat - różnorodne biomy, chęć zwiedzania, czasem nawet element przytłoczenia tym, co nas otacza
Rozbudowane możliwości budowy swojej postaci - broni jest mnóstwo, umiejętności też nikomu nie zabraknie, a szukanie swojego stylu w tym wszystkim to już niezliczona ilość godzin (świetne replayability)
Port na Nintendo Switch 2 wychodzi z tarczą…
Minusy:
…choć miewa swoje gorsze momenty, ale w moim przypadku nigdy nie rzutowały na żadnej walce