Kolejny miesiąc, kolejny klon wampirów. Jestem przekonany, że było ich więcej, ale akurat ten zaczął podstępnie kusić swoim luźniejszym podejściem do tematu, który obrazował komediowym zacięciem na miarę Ricka i Morty’ego. Schemat tej konkretnej rozgrywki powinien być wszystkim doskonale znany - postać zbiera kryształy, dzięki którym zdobywa kolejne levele, które przynoszą mu nowe możliwości eksterminacji hord przeciwników. I tak jak zwykle kluczem zabawy pozostawało przetrwanie określonego czasu na mapie, tak coraz częściej te gry próbują czegoś innego. Jotunnslayer dodał misje, a Ground Zero Hero licznik wrogów, których musisz zabić, żeby przejść dany poziom. I podchodząc do tego dość powierzchownie, to Ground Zero Hero potrafi się obronić tymi aspektami. Zawsze miło nastawić się na coś innego, szczególnie że każdy poziom ma cele dodatkowe, którymi wynagradza nas walutą do meta progresji - zwiększenie HP na przyszłe próby itp. W grze funkcjonuje również system dnia i nocy, który podpowiada, że po zmroku najlepiej szukać schronienia i nie walczyć ze znacznie potężniejszym zagrożeniem - z czasem przestaje to nieść jakikolwiek strach, ale zawsze to jakiś dodatkowy element do utrzymania zainteresowania gracza.
Po zejściu z licznika i wybiciu odpowiedniej ilości kreskówkowych wrogów przyjdzie Ci walczyć z bossem, co dopełnia obraz bardzo przyzwoitego designu przeciwników. Wszystko jest w lekkim tonie, na wesoło.
Pasek HP tak widoczny
Jeśli jednak zaczniemy dłubać w tej sprawie głębiej, to już tak pięknie nie będzie. W kontekście zawartości Ground Zero Hero nie rozpieści fanów wampirów, którzy przyzwyczajeni są do dobrobytu - jeśli nie chcecie porównywać do króla, to przy gorszych pozycjach GZH też nie napina klaty. Najgorzej jednak prezentują się oczywistości. Rzeczy trywialne, przy których trudno uwierzyć, że ktoś się mógł wywalić. Wyobraźcie sobie, że macie przyzwoity pomysł, realizujecie go w zgodzie z komediowym tonem, a nie potraficie dopieścić całej reszty. Jaki zbrodniarz developmentu pozwolił sobie na tak kiepską prezentację UI? Tu widoczne jest wszystko, poza tym, co dla nas istotne! Pół ekranu zabiera fiolka, która obrazuje zbliżający się level, a pasek HP to jakiś mało istotny piksel pod postacią. Często zlewający się z tłem, trudny do odczytania, bo i towarzyszy mu drugi pasek odpowiadający za cukrowy głód, który musimy zasilać regularnie rozrzuconymi na ekranie cukierkami. To akurat dodatek do gatunku, który nie wnosi sobą nic szczególnego, a po prostu dorzuca element, żeby jeszcze bardziej zasyfić nam ekran. Zasyfić, bo aspekt czytelności kuleje na całej planszy. Wszystko się zlewa, choć mogło przecież tłumaczyć wiele swoim komediowym parasolem bezpieczeństwa. Tu elementy blokujące Ci drogę, jak i wszystko inne, to często dla oka rzeczy bardzo do siebie zbliżone. Jest powód, dla którego wampiry miały te nieco odrealnione od całej reszty kryształy. Zachowywały w ten sposób pełną przejrzystość i czytelność dla gracza. Tu jej po prostu nie ma. Dobór kolorów w tej grze jest do wymiany, a już na pewno do poszerzenia swojej palety.
Poszerzyć wypadałoby również ilość mutacji, bo szczególnie początkowe (dla wielu graczy kluczowe) momenty w tej grze będą przerażająco wtórne. W zasadzie dopiero przejście danego poziomu (zwykle nie za pierwszym razem, bo przecież nawet nie widzisz po tym mikroskopijnym pasku HP, kiedy dostajesz obrażenia!) niesie jakieś odświeżenie, ale nigdy nie na tyle, żeby człowiek czuł pełen jego powiew. To kluczowy element gatunku, który został tu zaniedbany. To przecież zawsze w swej duszy były roguelite’y, które poprzez budowę builda, synergie i ilość postaci zachowywały niezbędną świeżość. To tlen, żeby grać w to dłużej. Tu się udusisz.Tak jak doceniam komediowe podejście i luźny ton, tak Ground Zero Hero świata tych survivorów nie podbije. Jest tego za mało i finalnie dość niemrawo. Kolejne próby Cię nie napędzają do dalszej gry. Wiesz, że nie spotkasz tam nic nowego, bo ten cały tęczowy sajgon na ekranie zacznie być zbyt wtórny. Poprawić UI, a zacznie być znośnie. Wciąż nie będzie to dobra gra, ale obcowanie z nią byłoby przystępniejsze. Inna sprawa, że Switch 2 ma regularne spadki klatek przy tych tytułach, gdy zwiększa się ilość przeciwników na ekranie.
Dziękujemy za klucz do recenzji wydawcy
Plusy:
Komediowy ton
Zmienne w gatunku, które mogą wnieść nieco świeżości
Minusy:
Katastrofalne UI i słaba czytelność kluczowych elementów
Słabe mutacje i odpychająca ich startowa ilość
Powtarzalność na zbyt dużym poziomie
Przy natężeniu wrogów są odczuwalne spadki klatek (co zaczyna być tożsame z gatunkiem)