Recenzja The Posthumous Investigation na Nintendo Switch
The Posthumous Investigation to Brazylijska gra logiczna w klimatach noir, gdzie jako detektyw musimy rozwiązać sprawę morderstwa jednego z najważniejszych ludzi w mieście. Przez wgląd na status społeczny, powodów na jego zabójstwo jest mnóstwo, a naszym zadaniem jest znalezienie sprawcy w jeden dzień. Za tym “jednym dniem” nie stoi jednak poczucie uciekającego czasu, a już na pewno nie w sensie, jaki mieliście w głowie. Gra Mother Gaia Studio implementuje mechanikę pętli. Każdego dnia obudzimy się w domu i każdego dnia przerobimy ten “Dzień Świstaka”, chcąc ubiec jedną z 14 unikalnych postaci, które w jakiś sposób są powiązane z całą intrygą. Oni mają swoje ścieżki, a tylko znając ich harmonogram, zdołamy podsłuchać ważne rozmowy, czy też złapać ich na szybką wymianę werbalnego ognia.
Gra działa na zasadzie nitki zwijanej do kłębka. O ile informacje dotyczące postaci i poszlaki odszukane wcześniej będziesz pamiętał w następnej pętli, tak kluczowe przedmioty trzeba podnieść na nowo. Oczywiście, zdarzają się więc sytuacje, które będą powielane na tyle często, że każdemu się opatrzą, ale to już defekt takiej konstrukcyjnej specyfiki. Czasem będziesz musiał przerobić ścieżkę, którą robiłeś wielokrotnie, żeby tylko poznać ten jeden dialog na końcu, który otworzy nowe możliwości. Praktycznie każdy “dzień” daje nam jakąś dodatkową informację, czy też trop, który poszerzy możliwości w trakcie następnych rozmów - a przynajmniej w domyśle ma dać, bo nie zawsze gracz trafi w oczekiwania. Dla ułatwienia pole do konwersacji z daną postacią będzie zawsze ograniczone, zamykając nam je tylko do tego, co faktycznie jest potrzebne i ma wpływ na opowieść. Przy tej zawiłości fabuły i takim zapętlonym podejściu, to trudno taką decyzję negować. Nie rozpędzałbym się więc z wielkim poczuciem bycia detektywem. Nasze śledcze zapędy są tu marginalizowane.Gatekeepowane wręcz, na poczet lepszego opowiadania opowieści. Ma to oczywiście tę drugą stronę medalu, która zabroni nam ewidentnych kroków, które nasuwają się same, dopóki nie zrobimy wszystkich założonych przez grę czynności. Dowiedziałeś się o potencjalnie ważnej postaci, która może wiedzieć dużo o sprawie? To wcale nie oznacza, że gra pozwoli Ci od razu do niej jechać. To point & clickowe ograniczenie doskonale wszystkim znane, ale nieco bardziej ciążące na całości, gdy mówimy o tykającym zegarze i jakiejś pętli, którą oczekują od nas rozwiązać.
Samo to może niestety sprawić, że… przestaniecie się przejmować całą intrygą, gdy ta będzie obnażać kolejne tajemnice. Pętle czasowe to drażliwy temat, który nie zawsze może utrzymać zainteresowanie odbiorcy. I tu, choć rdzeń fabuły wydaje się w porządku, to tak właśnie się stało w moim przypadku. Początkowe, całkiem żwawe tempo, zaczęło wyraźnie zwalniać, a znacznie wolniejsze przebijanie tej logicznej ściany ulatniało zainteresowanie. Na pochwałę na pewno zasługuje styl artystyczny. Oprócz typowej dla kina noir kolorystyki, każda postać wydaje się na swój sposób wyrazista. Jakby samym designem świetnie oddawała to, kim jest w tym świecie. To poprawia odbiór, ale nie sprawia, że mówimy tu o jakimś detektywistycznym hicie na miarę Return of the Obra Dinn. To dobra gra. Tylko i aż. Na pewno w odbiorze całości pomógłby voice-acting, ale to już wymaga znacznie większych środków na produkcję, których zakładam nie było.
Dziękujemy za klucz do recenzji wydawcy
Plusy:
Styl artystyczny
Struktura posiadanych informacji i ograniczenie rozmów tylko do tego, co ważne
Mechanika pętli i potrzeba wyprzedzania faktów, czy śledzenia harmonogramu podejrzanych…
Minusy:
…co musi wiązać się z pewną dozą powtarzalności, której tu nie zdołali całkowicie uniknąć, a ta może niwelować napięcie i burzyć zainteresowanie
Ograniczania gracza i logicznych następnych kroków - klasyka point & clicków, ale przy takiej konstrukcji razi mocniej