Zrzut ekranu 2026-09-02 124100

Właściciel zdjęcia: Bandai Namco

Recenzja Captain Tsubasa 2: World Fighters na Nintendo Switch

Przytaczanie, kim był Tsubasa i jak dzięki niemu pustoszały wszystkie betonowe boiska piłkarskie w okolicach obiadowych, uznaje za zbędne. Kultowa postać z anime w latach 90’ w Polsce, która jako jedyna potrafiła robić rajd do bramki na przestrzeni kilku odcinków i utrzymywać dzieciaki przed ekranem. W 2020 roku dostaliśmy grę Captain Tsubasa: Rise of New Champions, która wielkim hitem nie została, ale zrobiła ukłon w kierunku fanów anime/mangi, pozwalając im pokierować swoimi ulubieńcami z młodości.
20260828-01M14RNXC08PXMTZMYM9N86RVX-D0DC7DF8-6273-4F94-914B-49874FAFCEC4
World Fighters to druga odsłona wydana 28 sierpnia 2026 roku, która trafiła na wszystkie wiodące sprzęty… z wyłączeniem Nintendo Switch 2 - mówimy tu o grze dostosowanej do pierwszego Switcha i tylko w takiej formie funkcjonującej. To, że niesie to ze sobą konsekwencje graficzne, a i loadingi trwają wyraźnie więcej (nawet na Switch 2), to oczywiste. Nie wiem, czemu zdecydowano się na tak niskich lotów ruch, nie wykorzystując w pełni prawdopodobnie najważniejszej konsoli w tym zestawie - patrząc na kultowość gry w Japonii, to nawet nie podlega dyskusji. Pogłębia to uciążliwość doświadczenia, ale technikalia to nie jedyny zastanawiający ruch twórców.
20260828-01M14RP7E6J41VD5JY87XWHXW2-A0465E55-9C9F-486F-9D88-2011551A32C6
Podobnie do poprzedniej części, zabawa z tą grą kręci się wokół jednego - obcowania z postaciami, które znasz, lubisz lub po prostu pamiętasz z dzieciństwa. Tsubasa rusza eksplorować profesjonalny futbol, udając się do domniemanej kolebki w oczach mangaki - Brazylii. Tam powalczy o profesjonalny kontrakt i nawiąże nowe przyjaźnie z tymi, z którymi spotkał się wcześniej na boiskach międzynarodowych. Jednak nie tylko on ruszy po te marzenia. Towarzyszyć całej historii będzie stworzona przez nas postać, która będzie tu robiła za nasze oczy w tym visual novelkowym podglądaniu fabuły. Naturalnie będzie to postać dość anonimowa, z tym nieuniknionym dysonansem, gdzie gość z drugiego planu musi stać w pierwszym, żeby gracz miał jakieś poczucie bytu w tym świecie. Czy to zabieg potrzebny? Nie, ale zrozumiały w kontekście budowy i rozwoju postaci - który notabene został spłycony względem oryginału. Wpływu na historię mieć nie będziemy, ale na pocieszenie przyjdzie okno dialogowe i możliwość wybrania odpowiedzi na dany temat. Suche? Bardzo, ale przynajmniej z polską wersją językową, która akurat mnie miło zaskoczyła.
20260828-01M14RP0QEKCM9ATF1WPRCX3T7-CB970A76-053E-41EB-8ADE-2A410D0EA3C2
Poza bardzo długim, kilkunasto godzinnym (!) wątkiem fabularnym, to ta gra… nie ma za wiele do zaoferowania. Tryby wymiotło z planszy, zostawiając nas praktycznie z rozgrywką meczu Online i Offline, co umówmy się, nawet trudno uznać za minimum przyzwoitości. Wątpię, żeby po tym Story Mode, ktoś miał po co trzymać się tego tytułu - …a inna sprawa, że nie wiem, czy w ogóle by chciał. Problem z growym Tsubasą jest taki, że on jest dla fanów Tsubasy, wykluczając absolutnie każdy inny zaciąg potencjalnie grających. Ty masz obowiązek spijać z fabuły i cieszyć się na widok “Kapitana Jastrzębia” oraz jego rozpoznawalnych kolegów. Wiele więcej Cię tu nie czeka, a już na pewno nie fajna, arcade’owa gra piłkarska. 

Czasami z przerażeniem patrzę na to, jakim torem idą arcade’owe piłki nożne. Okazjonalnie znajdzie się totalna nisza, która paradoksalnie ma więcej serducha do tego sportu, niż pozycje bogatsze, które mogłyby na tym sporo ugrać. Nie sądzę, że temat piłkarski jest dostatecznie wyczerpany. Rozumiem, że z produktem EA się nie wygra, ale nie każda gra tego typu musi być symulacją (...w sumie ex-Fifa też nie jest), a w “Goal 3”, to pewnie pograłoby wielu boomerów wspominających Pegasusa nawet dzisiaj.
20260828-01M14RP418A7MEHQVFZ2JN3YYQ-0F58C5E5-6AAA-4C8A-92B5-E8372CA382E3
Captain Tsubasa 2 to przerost formy nad treścią. Doświadczenie bardziej wizualne niż piłkarskie. Mecze tutaj, to potwarz dla futbolu. Rzecz opierająca się na kilku przyciskach, pozbawiona warstwy taktycznej, czy… sensu. To nie gra 11 na 11, to ciąg pojedynków łączonych ze sobą rywali. Gra celebruje swoją “Tsubasowość”, oferując wślizgi przez pół boiska, szybko powtarzające się animacje dryblingów i magiczne strzały. I nie, nie ma w tym nic złego, ale to powinien być element większej całości, a nie jedyna rzecz gameplayowa. Przez łączenie dwóch rywali mówię o gustownej kresce podpowiadającej, kto na kogo obecnie zwraca uwagę. Na wślizgi rywala trzeba reagować odpowiednim timingiem wciśnięcia przycisku, a cały szkopuł gry polega na tym, żeby… zbić pasek życia bramkarza. Serio. Każda interwencja bramkarza niesie konsekwencje dla jego HP. Komputerowy chłop ma w domyśle łapać wszystko, niezależnie jak koronkową akcję zrobisz i z jak bliska uderzysz z “całej epy”. Oczywiście jest tu system bronienia, w którym musisz wybrać stronę, w którą się rzucisz przy strzale, a błędna oznacza straconą bramkę, ale to dotyczy ciebie i innych ludzi - a że tych Online nie znalazłem, to tkwiłem w starciach z bezbłędnym w tej materii komputerowym przeciwnikiem w tutejszej kampanii. To szybko się nudzi, bo i każdy mecz zaczyna wyglądać tak samo. Niezależnie od ustawienia, czy czegokolwiek, czego dopuścisz się w przygotowaniach do meczu i tamtejszej rzekomej taktyce. Tu nic nie ma znaczenia. Obrońcy będą wybiegać do przodu, a środkowi pomocnicy wisieć na skrzydle. Kluczem jest tylko to, żebyś przełączył zawodnika, połączył się z rywalem i wjechał mu wślizgiem jak najbliżej ich bramki. Potem strzał, cudowna interwencja, a po jakimś czasie pierwsze gole - najczęściej w drugiej połowie, gdy już wszelkie paski specjali się zapełnią.
20260828-01M14RPY1WBZM1GMEQXNZ93A1A-5710886E-C36D-4A9D-A24A-A2B98284D3F0
Czy jest to gra piłkarska? Szczerze… nie. Jest to gra około-piłkarska dla fanów Tsubasy i tylko ich udobrucha pokazaniem na ekranie kilku postaci. Produkt bez znamion fajnej arcade’ówki, czy czegoś, gdzie możesz zagrać mecz ze znajomym i się dobrze bawić - choć pewnie będzie to X razy lepsze niż granie z komputerem, to oczywiste. Niby podobały mi się niektóre wstawki w trakcie meczu. Cieszy przyjęcie magicznego strzału na twarz jako obrońca - to oczywiście okraszone wstawką, a nie elementem przypadku, jak to byłoby choćby we wspomnianym hicie z Pegasusa - cieszą jakieś magiczne tygrysy, które towarzyszą piłce po naszym strzale. To wszystko jest w domyśle ładne (w domyśle, bo na NSW1 niekoniecznie) i może dawać pierwiastki radości, ale to dokładnie to, pierwiastki. Gra sprawia wrażenie wybrakowanej, stworzonej na siłę i w myśl zasady, że jest Tsubasa, to będzie radość. Nie było. 

Dziękujemy za klucz do recenzji wydawcy 


Plusy:

Thumb Up

Fan service - w tej materii się sprawdza, bo wykorzystuje całą plejadę znanych z anime/mangi postaci

Thumb Up

Polska wersja językowa - sama jej obecność zaskoczyła

Thumb Up

Długi tryb kampanii, który sam w sobie zaoferuje kilkanaście godzin gry…


Minusy:

Thumb Down

…ale wiele poza tym tu nie znajdziecie, bo tryby wymiotło z planszy

Thumb Down

To gra około-piłkarska, a nie piłkarska, co ma swoje limity i niesie bardzo szybkie poczucie nudy. Bez taktyki, bez sensu, z wyczerpującą się frajdą wizualną

Thumb Down

Niezrozumiały brak wersji na Nintendo Switch 2 - okraszony dłuższymi loadingami i słabą grafiką na NSW1

4 / 10

Nasza ocena

Awatar

Niko Włodek

Postaw mi kawę na buycoffee.to


Komentarze (0)

Zaloguj się lub zarejestruj aby dodać komentarz