Recenzja Marsupilami 2: Salsa Palomba na Nintendo Switch
Marsupilami to fikcyjny rodzaj zwierzaka, stworzony przez Belgijskiego rysownika Andre Franquina. Pierwszy raz pojawił się w roku 1952, ale dopiero pod koniec lat 80’ zaczął wypływać na szersze wody. Powstała nigdy nieemitowana w Polsce animacja, a rok temu dostaliśmy pełnometrażowy film, z aktorami pokroju Jeana Reno. Nie mówimy tu o jakiejś bardzo popularnej marce u nas, ale na zachodzie musi się mieć nieźle, skoro stworzono już drugą grę temu dedykowaną. Pierwsza część to rok 2021 i mówimy tu o sprofilowanej pod dzieciaki platformówce z dość wyraźnymi ograniczeniami, ale z linią defensywy w postaci kolorowych światów, grafiki i sympatycznego protagonisty. Salsa Palomba to więcej tego samego, czyli 3 nowe światy podzielone na kilka poziomów, w których głównym zadaniem jest zbieractwo nutek i monet, które finalnie odblokują nam starcie z bossem danej mapy.
Nie będę udawał specjalisty od poprzedniej części, bo nie zagrzałem przy niej miejsca dość długo, ale dwójka na pewno rozwija całość pod kątem tutejszych postaci, jak i dodaje możliwość zabawy w kooperacji. Teraz Twister, Hope i Punch to wyraźnie odmienne od siebie Marsupilami, które niosą ze sobą różne skille. O ile sam model i mechanika to to samo, tak teraz jeden ma powietrznego dasha, druga podwójny skok, a trzeci zamieni się w kulę, która potrafi odbijać się od powierzchni i jest nietykalna dla wszelkich kolców. Ten wachlarz możliwości w postaci przełączania się pomiędzy dwiema z trzech postaci (w trybie solowym) sprawia, że zawsze masz kilka opcji rozwiązania jakiegoś problematycznego skoku, czy dojścia do znajdźki. I byłoby to na całej szerokości świetne, gdyby nie bardzo bezpieczny level design. Innymi słowy - motyw byłby ciekawszy, gdyby nie to, że to gra dla dzieci, więc nie możesz wywindować jej poziomu trudności. Kolce, które fajnie unikało się fioletowym Punchem, zaczęły schodzić na dalszy plan. Zamiast rozwoju kolejnych światów, ja czułem bieganie po tym samym, ale w innej nakładce - dżungli, miastowej czy śnieżnej. A żeby potwierdzić prawdziwość moich słów, twórcy nie zaprzątają sobie przesadnie głowy różnorodnością przeciwników, którzy są stali dla każdego ze światów. Ba, tu bossowie są praktycznie tacy sami, z rosnącym poziomem trudności względem unikania sypanych przez nich przeszkód. Bieda. Oczywiście to nie oznacza, że Marsupilami 2: Salsa Palomba należy przekreślać, bo to wciąż pozostanie sympatyczna gra dla młodszych, która ma naprawdę sporo znajdziek i opcjonalnych wyzwań. Praktycznie każdy etap ma jakieś ukryte przejście, a po ukończonym poziomie odblokowujesz mu tryb Salsa, który zakłada ciągłe zbieranie owoców, czym mocno wpływasz na tempo rozgrywki. Dopiszcie do tego opcję do lokalnej rywalizacji, które potrafią nawiązywać nawet do popularnego Splatoona, czy znacznie częściej oglądanej gry piłkarskiej, a dostaniesz duży produkt w małym ciele.
W małym, bo sama kampania ma dość ekspresowe tempo, ale blokada nałożona na bossa sprawi, że żadne dziecko nie będzie mogło przebiec obojętnie obok poziomu. Nuty będą kluczowe, a ich ukrywanie coraz sprytniejsze. Żaden hit, ale przyjazny platformer środka.
Dziękujemy za klucz do recenzji wydawcy
Plusy:
Krok w lepszą stronę względem oryginału - za sprawą różnorodności postaci czy dodania kooperacji
Sporo znajdziek i sekretów do odkrycia
Tryb lokalnej rywalizacji w mini-gierkach to trafiony dodatek
Minusy:
Kampania nie jest zbyt długa, a level design uważam za powtarzalny i zbyt wygodnie układający się z dowolnością w przejściu przez różnych Marsupilami - co wygładza poziom trudności jeszcze mocniej
Przy bossach i przeciwnikach oczekiwałbym znacznie więcej pomysłowości