Recenzja The Lord of the Ring: War in the North na Nintendo Switch 2
War in the North to tytuł oryginalnie wydany w 2011 roku (w okolicach Skyrim, więc średni termin), który został zdjęty z cyfrowych sklepów zaledwie 8 lat później. Ukierunkowany był on na rozgrywkę kooperacyjną, gdzie poznawaliśmy losy trzech wojowników wspierających przygody Frodo i jego drużyny, ale w innych, toczących się w podobnym okresie bitwach. Po 7-letniej ciszy ta Wojna na Północy o sobie przypomniała. Dzięki firmie Aspyr Media dostaliśmy port, który doczekał się kilku usprawnień i który ma nie być ostatnim powrotem do Śródziemia w najbliższych latach.
Gra zadebiutowała na większości rynków 11 sierpnia, ale Europa musiała czekać tydzień dłużej na certyfikację i debiut na Nintendo eShop. Teraz i My możemy sprawdzić, czy ta przygoda ma jeszcze sens po latach, bo i tego typu slashery miewają dość krótką datę ważności.
Polski język jest (napisy), ale spacja w tekstach to już część osobnej historii, o której nie wspominałem w tekście.
W grze dostępne są trzy postacie: Eradan, który jest łucznikiem z Duradan, Farin będący krasnoludem o barbarzyńskim przystosowaniu oraz elfka Andriel, trudniąca się magią. Nie ukrywajmy, sztampowy zestaw klas, ale cała trójka potrafi krzyżować swoje przystosowanie na tyle, by radzić sobie zarówno w zwarciu, jak i w dystansie, a wszystko kręci się wokół bardzo minimalistycznego rozwoju postaci (siła, wytrzymałość, zwinność - ogólnie 4-5 statystyk na krzyż) podpartego skromnym drzewkiem umiejętności. RPGowe zacięcie jest, ale nie nastawiałbym się na cuda w tej materii. Nabijanie poziomów to po prostu obowiązek, by radzić sobie w kolejnych misjach, a już na pewno pomaga utrzymywać się dłużej przy życiu postaciom, za które odpowiedzialne jest AI - nie są najbystrzejsi, giną często, a najlepiej sobie radzą z tym, żeby podnieść postać gracza, gdy jest taka potrzeba (wtedy działają instant). Na przygodę ruszymy z polecenia Aragorna, a naszym głównym przeciwnikiem będzie Agandaur. Służący Sauronowi mroczny rycerz, którego orkowe wojska sieją spustoszenie. Sam wątek fabularny jest całkiem rozbudowany (jak na takie kooperacyjne lootowanie), w dialogach mocno czuć sowity wiek produkcji, a samo przygotowanie poziomów dźwięku zawiodło w tym odświeżeniu - raz jest głośno, często bardzo cicho.
Zresztą te kilkanaście lat na karku to coś, co musicie wziąć pod uwagę, serwując sobie taki powrót do przeszłości. W zasadzie “gra jest stara” będzie najczęściej przewijającym się argumentem obronnym dla tych, którzy w tej grze dobrze się bawią. Prawda jest taka, że ma ona spory problem z indykatorami obrażeń/hit boxami, które działają… jak im się spodoba. Samo machanie mieczem, czy strzelanie z broni dystansowej działa poprawnie i może nieść satysfakcję, ale nazwanie tego systemu walki czymś, co godnie się starzeje, to byłoby kłamstwo.Ofensywne klikadło jestem w stanie polubić (szczególnie że to nostalgia do gier pokroju Powrót Króla), ale nieznane mi obrażenia już niekoniecznie. Tu odbywa się to nagminnie. Pochyliłbym się również nad wylatującym z przeciwników lootem, który jest kiepsko widoczny - niech to posłuży na dowód tego, że astronomicznej gimnastyki developmentu nikt tu się nie dopuścił. Sam gameplay nie przechodzi praktycznie żadnej ewolucji na przestrzeni swojej ~8h kampanii (oni wybiegają grupkami, Ty bijesz), a powtórki niektórych poziomów mogą być konieczne, jeśli level Twoich towarzyszy okaże się za krótki lub sam nie zadbasz o rozdysponowanie im punktów. Akurat ten element dobrze by było zautomatyzować. Nie dlatego, żeby było łatwiej, a dlatego, że samo odszukanie tej opcji w tym porcie jest szalenie pokraczne. W zasadzie on bywa pokraczny na każdym kroku, a interfejsowi należała się poprawa znacznie większa niż elementom graficznym (momentami wyglądają całkiem schludnie - szczególnie w handheldzie). Próby stworzenia sesji lokalnej kooperacji nie doczekały się swojego miejsca w menu, a próba przedwczesnego podłączenia drugiego pada (która w domyśle miałaby to automatycznie aktywować) sprawiała, że konsola wariowała i pytała, który ma być tym pierwszym - podpowiem od razu, że należy wybrać bohatera na pierwszym kontrolerze i będąc o krok od rozpoczęcia przygody dopiero podłączyć drugi.A taka lokalna kooperacja to docelowy sposób na ogrywanie tego tytułu i w tym aspekcie go pochwalę. Podzielony ekran to coś, co jest coraz rzadsze w dzisiejszym gamingu, a przy odpowiedniej optymalizacji gwarantuje sporo radości. Gra nie odnotowała spadków klatek w żadnym momencie, działała w 60 FPSach, ale warto pamiętać, że zarówno prędkość działania, jak i podzielony ekran, to rzeczy stricte związane ze Switch 2, a nie NSW1, gdzie gra też jest dostępna - tam moc konsoli by nie wyrobiła.
Aspyr upewniło się również o dodanie lock-ona na przeciwnikach - działa tak, jakby był właśnie wrzucony na siłę, a nie bazowo przemyślany pod grę i zdecydowanie lepiej grać bez niego - wsparcie dla żyroskopu, dodatkowe miejsce do trzymania zapisów, czy nowe sekrety do odkrycia. Oszczędze im odnotowywanie poprawionego UI, bo to już określiłem, jako niewystarczające. Czy ta przygoda ma sens po latach? Tylko dla tych najbardziej stęsknionych za światem Tolkiena. Akurat pod kątem poszerzenia lore i całej jakości świata przedstawionego (abstrahując od sztywnych dialogów), to War in the North sprawdza się bardzo dobrze. Trzeba tylko upewnić się, że kolega jest obok lub w sieci po drugiej stronie, bo samemu taka młócka może mieć jeszcze krótszy termin przydatności dla świata, niż ten przewidziany po pierwszym wydaniu gry. War in the North to przede wszystkim powrót do starych czasów gamingu, gdzie cieszą takie rzeczy jak widoczna na ekranie zmiana uzbrojenia postaci. Niby fajnie, że odkurzyli, ale czekam na inne przygody ze Śródziemia.
Dziękujemy za klucz do recenzji wydawcy
Plusy:
Klimat Śródziemia - wciąż broni się jako poszerzenie lore
Lokalna kooperacja - podzielony ekran, 60FPS, więc i frajda z grania w duecie
Nostalgiczny charakter - nie ukrywajmy, że takie klikadła już nie mają racji bytu w dzisiejszym gamingu, a czasami miło posiekać to wszelakie mięso armatnie…
Minusy:
…ale druga strona medalu mówi, że system walki jest archaiczny i ma przedziwnie (nie)działające hitboxy
AI towarzyszy pozostawia sporo do życzenia
Interfejs przeszedł przebudową, ale dalej jest nędzny
Słaba jakość dialogów i audio - raz głośno, często bardzo cicho