Zrzut ekranu 2026-07-22 130421

Właściciel zdjęcia: CobraTekku Games

Recenzja Verho: Curse of Faces na Nintendo Switch

Inspiracji dziełami From Software mamy obecnie pod dostatkiem. Souslike’i rosną jak grzyby po deszczu, a Dark Souls praktycznie stworzyło cały nowy gatunek. Verho nie bierze jednak na tapet tamtej przygody, a coś znacznie bardziej klasycznego. King’s Field. Serię RPGowych dungeon crawlerów, które są przodkiem wspomnianej wcześniej serii.
20260720-01KY04WRCB10WKDNSE7CVMAKR8-CA6A2335-78D1-4D27-B946-F4E5811FCBB3
King’s Field to gry obserwowane z pierwszej osoby, które, choć trzymają się podobnych założeń pod kątem ogólnej atmosfery, to same w sobie nie są soulsami. Verho: Curse of Faces to też tego idealny przykład. Fani soulslike’ów znajdą tu znajomą atmosferę, rzucą się w wir wyzwania, nakręcać się będą unoszącą nad ziemią tajemnicą, ale już nie walką celebrującą dynamikę czy i-framesy

W grze przemierzymy Yariv. Miasto opętane plagą i blokujące możliwość powrotu. Panuje tam tytułowa klątwa twarzy, która wymusza na wszystkich noszenie maski - tu robiących za klasę postaci. Pod tą skrzętnie skrywaną tożsamością znajdziecie tylko wyczuwalny ból, samotność i zagubienie. W tym aspekcie to bardzo znajome tony. Nikt nie będzie trzymał nas za rękę, a eksploracja i orientacja w terenie będą kluczem do sukcesu. Brak znaczników, a tylko enigmatyczna informacja od NPCa, że na południu jest jaskinia.
20260720-01KY04WA8CG7JQVR3KFJ8YTYHV-9DC40354-45D9-4DE5-AAED-203B2BDC0F94
A po jaskiniach, ruinach i innych starożytnych budowlach będziemy się tu poruszać. Wszystkie lokacje sprawiają wrażenie skondensowanych i przy minimalnym skupieniu łatwych do ogarnięcia, co… cieszy. Nie byłoby dla takiej gry nic gorszego, niż rozwleczone, często podobne do siebie tereny, który zaczynają człowieka męczyć. Męczyć mogą was tu przeciwnicy (zbyt często ze zmiennym kolorem, sugerującym mocniejszą wersję tego samego) i… walka. 

Rozumiem robienie gry na modłę PSXa oraz graczy, którzy takiego powrotu do przeszłości oczekują. Dziś jednak będzie się to wiązać z dość dużymi ograniczeniami i delikatną pokracznością. Walka bronią białą (której jest najwięcej, ale znajdziecie też kuszę lub zbudujecie build pod magię) jest quasi-turowa. Atak - odejście - atak - odejście. To nudzi. Szczególnie jak ktoś jest świeżo po remake’u Gothica, to tu doświadczy podobnie ograniczonych tropów. Przeciwnicy niegrzeszący wachlarzem ataków, a i bardzo rzadko wykazujący się agresją. Zdecydowanie za dużo pojedynków w tej grze wyglądało tak samo. Czułem się uwiązany. Nie sądzę też, żeby był lepszy sposób na ich rozwiązanie. Ten był bezpieczny, ale i zachowawczy, czasochłonny, nudny. Sytuacji nie naprawiała satysfakcjonująca ilość dostępnego oręża, czy wpływ naszego paska siły na jakość ciosu i oczekiwanie od gracza odpowiedniego timingu (nie ma tu staminy, a pasek mocy, który puszczony równo z pełnym napełnieniem zapewni lepsze uderzenie).
20260720-01KY04WDCTBW0ZZ242BFCM4X12-25C30268-564C-4720-B75E-89787B2339B5
Innym mankamentem trapiącym tę walkę (a i czymś bardzo frapującym dla soulsa lub soulso-podobnych) jest trudna do oszacowania odległość. Hit-boxy wariują i choć oberwać nie powinieneś według swojego oka, to oberwiesz, bo tak ta gra została skonstruowana. Jest to szczególnie widoczne przy szybszych i latających przeciwnikach (nietoperze), jak i kolcach, które potrafić nas uszkodzić będąc wyraźnie oddalonymi od postaci. To największa frustracja, przy której nie ma nawet co wspominać o takich, gdzie przy każdym włączeniu gry musisz ponownie ustawić język polski (gra uparcie wraca do angielskiego), czy często łopatologiczne konieczności przeklikiwania tych samych dialogów, żeby dotrzeć do funkcji zakupów w sklepie - toporność ekwipunku to tu biorę wraz z przyjętym stylem gry.

To, co będzie was nakręcać do kontynuowania tej przygody, to muzyka. Stworzona przez Valentino Cerviniego jest tą idealną melancholią. Pasującą idealnie do klimatu i potęgującą wrażenia z gry. Gdyby dubbing stał tu na lepszym poziomie, to dźwiękowo byłby to największy wyraz uznania - choć, umówmy się, samo istnienie dubbingu w takiej produkcji jest godne pochwały.
20260720-01KY04WGPWZXMMGF4Z101PBSAW-422260F8-3C72-427B-A266-FFDF0652CFB9
Verho to gra specyficzna. Skrojona pod konkretnego odbiorcę i skutecznie odpychająca każdego ochotnika z zewnątrz. Trochę smutno, że cała stylistyka i próba odtworzenia przeszłości, to też konieczność przywołania archaicznych motywów. Nie wiem, czy nie pokusiłbym się o usprawnienie takich elementów jak ekwipunek, czy dopieszczenie hit-boxów, bo to nie są rzeczy, które zaburzyłyby tamtą old-schoolową immersję, a na pewno poprawiłyby produkt. Produkt, który jest niezły, ale tylko niezły. Niestety słabnący z każdą godziną. 

Dziękujemy za klucz do recenzji firmie PR Hound 


Plusy:

Thumb Up

Atmosfera - poczucie zaszczucia, bezradności, cierpienia

Thumb Up

Muzyka buduje świetny klimat - prawdopodobnie najlepsza część całości

Thumb Up

Lokacje są skondensowane - bardzo pozytywnie wpływa to na tempo rozgrywki

Thumb Up

Dla wielu udanie ugryzione “dawne czasy”


Minusy:

Thumb Down

Walka bronią białą jest stosunkowo nudna - wtórna i wręcz wymuszająca od nas podobnego podejścia

Thumb Down

Bardzo duży problem z określeniem odległości od zagrożenia - co bezpośrednio przekłada się na hit-boxy i frustrację gracza

Thumb Down

Drobne mankamenty jak uciążliwy interfejs, czy konieczność zmiany języka przy każdym włączeniu gry

6.5 / 10

Nasza ocena

Awatar

Niko Włodek

Postaw mi kawę na buycoffee.to


Komentarze (0)

Zaloguj się lub zarejestruj aby dodać komentarz