Brigandine-Abyss-Keyart

Właściciel zdjęcia: NIS

Recenzja Brigandine Abyss na Nintendo Switch 2

Brigandine Abyss to trzecia gra serii zapoczątkowanej jeszcze w czasach pierwszego Playstation. To na tę platformę w 1998 roku trafiła niepozorna strategia turowa, w której dowodziłeś jednym z sześciu państw. Koncept wojny narodów na jednym kontynencie pozostał z nią na dłużej, doczekując się sequela The Legend of Runesaria (2020) i wydanego kilka dni temu Abyss.
20260822-01M0JVRHZVG1BAPE3JX8W944A8-D32093CE-7566-4792-9A9A-E565DA172C8D
Gra to przede wszystkim strategia. Choć na ekranie możecie podpatrzeć coś na wzór serii Fire Emblem, to nie dajcie się zwieść. Większość czasu w grze spędzicie na mapie świata, gdzie będziecie maksymalizować swój czas w kilku fazach jak operacja, czy inwazja. Jedna pozwoli wam rozdysponować swoje jednostki - pod batutą konkretnego generała - czyli przydzielić im zadanie zbierające zasoby lub szkolenie wojsk pod punkty doświadczenia (wszystko w formie tekstowej), a druga pozwoli wam atakować okoliczne państwa z zastrzeżeniem, że nigdy nie możesz zapomnieć o obronie swojego - przejęcie Twojej głównej bazy kończy grę. 

Fabularnie przejmiesz jedno państwo, by odeprzeć atak rozpychającego się łokciami czarnego charakteru, którego wizją są jedne rządy nad całym kontynentem. Choć doświadczysz różnic w kampaniach poszczególnych ugrupowań, to trudno tu mówić o jakiejś wielowątkowej historii pełnej zwrotów. Dość powiedzieć, że w wątku głównym tylko Twoja grupa będzie się liczyć, spychając całą resztę do pozycji drugoplanowej gromadki ze swoim herbem. Rzeczy dziejące się poza naszymi działaniami są przedstawione w jednym suchym obrazku, z okazjonalnym dialogiem i nijak nie angażują gracza.
20260822-01M0JVRDZWE72JJ25V5WTAW55Z-546B0DE3-9403-4C90-8119-A885696037CC
I nie, nie będzie to prezentowane w ten sposób, bo to by było ok - jest to wszystko przekazane znacznie gorzej.
Zresztą te niedostatki w formie przedstawienia całości dają się mocno we znaki na całej szerokości. Choć filmiki jesteś w stanie jakoś zaakceptować, tak cała reszta ma bardzo ubogą kreskę. Wygląda to jak coś stworzonego po godzinach lub na siłę. Jakby nikomu się nie chciało przyłożyć i stworzyć z Abyss czegoś ambitnego. 

I to czuć w każdym aspekcie. Jest mniej klas niż w poprzednikach, mapy są mniejsze, balans rozwijanych postaci ucierpiał, a całość jest wypruta z tego, w czym większość fanów się kochała. To jeden z rzadkich przypadków, który wykorzystał nową generację gamingu, by spłycić wszystko to, co powinien rozwijać.
20260822-01M0JVRA7RT6ZG896C5854E02T-33405649-F5B5-4262-8143-2183385AB90B
Sam przebieg rozgrywki to też dość smutna konieczność. Jak wspomniałem, większość czasu spędzisz w fazie planowania na mapie świata, która… nie ma zbyt wielu opcji. Nie ma tu kombinowania, polityki, a po prostu próba utrzymania dystansu do innych. I tu mały szkopuł całości, który mnie niezwykle drażnił. Na mapie świata, w trakcie fazy operacji, masz możliwość szkolenia jednostek - przydatne, by nie poległy za szybko w trakcie turowej walki, bo i zabicie generała wycofuje całe jego wojsko podwładnych potworów. Najlepiej robić to wyznaczając im trening, co oczywiście sprawia, że nie mogą bronić miasta. Musisz więc decydować - kto trenuje, kto zostaje na warcie i de facto nie leveluje. Jakże się zdziwiłem, widząc, że w trakcie mojego zarządzania, okoliczne państwa co sezon (tak określone jest przejście przez wszystkie fazy) leveluje wszystkich swoich podwładnych. Wysłałem więc wszystkich swoich na trening, by w fazie inwazji zostać zaatakowany i dostać Game Over. Myślisz, że jak przeprowadzisz ofensywę na wroga, w nadziei, że ten trenuje wszystkimi (na co wskazuje wzrost levela postaci), to przejmiesz jego państwo? Oczywiście, że nie. To elementarny brak sprawiedliwości, który mocno mi obrzydził całą strategiczną polewę. Jasne stało się, że nie wszyscy działamy na tych samych zasadach. 

Sama walka turowa jest poprawna. Dość nudna, ale uznajmy, że i tak najlepsza. Ma swoje zależności, kto lepiej zaatakuje kogo i oferuje podobny system do wspomnianego FE, gdzie atakując, przyjmiesz też kontrę od atakowanego. Nie ma tu permadeatha, więc pokonana jednostka nie odpadnie nam na dobre (bo i jest związana często z fabułą), a po prostu zostanie odesłana do bazy, gotowa do rywalizacji w następnej potyczce. Sęk w tym, że te Eventowe potyczki, czyli te, które faktycznie pchają wątek do przodu, odbywają się raz na kilka/kilkanaście sezonów. Mówiąc, że spędzisz większość czasu na mapie świata, przeklikując się przez tę samą garść okienek, nie kłamałem.
20260822-01M0JVR6MMBMVFWEGCN8N6H2MJ-6D8E9085-412C-4098-A444-0D1CD55013C5
Brigandine Abyss to tytuł, który może kusić swoim rozmachem, ale wewnątrz zostawia zmieszanym. Bardzo zmieszanym. Już abstrahując od tego, że nie będzie wiele osób, którym taki styl rozgrywki przypasuje, to wiele wskazuje na to, że ograniczenia na polu planowania, jak i w walce, sprawią, że i fani zaczną się odwracać od lubianej serii. Powrót nieudany i lepiej wywiesić białą flagę. 

Dziękujemy za klucz do recenzji wydawcy 


Plusy:

Thumb Up

Ciekawy miks jednostek, który stawia w jednym szeregu waleczne jednorożce i ośmiornice

Thumb Up

Poprawny system walki ze swoimi zależnościami (nawet jeśli są bardzo słabo zobrazowane)


Minusy:

Thumb Down

Mapa świata nie daje wielu możliwości, a spędzamy tam większość gry, działając na innych (niesprawiedliwych) zasadach niż komputerowi rywale

Thumb Down

Bardzo biedny sposób prezentacji całości - od samej fabuły, która poza cutscenkami jest jakimś smutnym dialogiem, że państwo X przejęło teren państwa Y, przez arty postaci, a na polu walki kończąc

Thumb Down

Krok wstecz względem poprzednich części - tak pod kątem klasowości jednostek, czy samej możliwości rozwoju postaci

5 / 10

Nasza ocena

Awatar

Niko Włodek

Postaw mi kawę na buycoffee.to


Komentarze (0)

Zaloguj się lub zarejestruj aby dodać komentarz