Recenzja Helix: Descent N Ascent na Nintendo Switch
Zaintrygowała stylem, by później odrobinę zdradzić jakością. Helix: Descent N Ascent to podróż do zapomnianej krainy, gdzie w przy dość tajemniczym wątku fabularnym przyjdzie nam rozwiązać serię zagadek, których znalezienie będzie wynikiem naszej eksploracji. To dość małych rozmiarów gra logiczna, która nie nadużywa naszej gościnności (kilka godzin - zależnie od adaptacji do wyzwań logicznych) i zakłada zdobywania kolejnych run/umiejętności. Te, co oczywiste, stopniowo będą zwiększać poziom trudności. Zaczniemy od zagadek uczących nas mechaniki danego skilla i kręcących się wokół jednego z nich, a wylądujemy w miejscu, gdzie będziemy zmuszeni je łączyć. A będzie to stawianie wielkich bloków, po których możemy przejść, wypuszczenie w świat drona, który przy określonym “paliwie” musi dotrzeć do potrzebnego miejsca, czy łańcuch przyciągający przedmioty.
Czy to wyjątkowo satysfakcjonujący zestaw zagadek? Raczej przeciętność. Nic przesadnie wyszukanego. To środowiskowa klasyka gatunku, która oczekuje od nas orientacji w terenie, ale na dość ciasnej przestrzeni, co w moim odczuciu zawsze ułatwiało znalezienie rozwiązania. Większość z nich przejdziecie przy pierwszym kontakcie, stawiając dość naturalne kroki. Nie ma co ukrywać, że gra głównie intryguje swoim stylem artystycznym. Rysowaną czernią i bielą, która potrafi oczarować, ale bywa mieczem obosiecznym. Jak na grę skłaniającą się ku eksploracji, to ten gęsto porośnięty "atramentem" teren potrafi skołować. Łatwo jest pominąć ścieżkę i uznać, że tam nie ma przejścia. A umówmy się, że testowanie tego wszystkiego postacią, która bazowo nie jest najszybsza - a nie wiesz, czy tam faktycznie się przejdzie, czy może to domyślnie widoczna “ściana” - to nie jest żadne rozwiązanie problemu. Jeśli ta eksploracja tam jest, ale nie jest żadnym kluczowym aspektem, to powinno się dopieścić ten element i sprawić, że gracz zatraci się w samym sposobie przedstawienia (bo to ładne jest!), bez ciążącej mu nad głową wizji, że w miejscu X może znajdować się ścieżka konieczna do odwiedzenia - to wybija z rytmu. Całość jest dodatkowo napędzana zdobywaniem znajdziek obrazkowych, ale nie jest to element, który niósłby jakąś wyraźną wartość dodaną. Już bardziej optymistycznie patrzyłem na proste (wręcz Game Boy’owe) sekcje platformowe widoczne na powyższym screenie. Przede wszystkim jednak wolałbym, żeby cały wątek fabularny nie rzucał nas w smutną konieczność oglądania suchych obrazków, bo przy tak małej (i urodziwej) grze, to można było na tym polu podtrzymać wizualną jakość, a nie iść po linii najmniejszego oporu.
Było ok - zapomnę.
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie Pirate PR
Plusy:
Dość organicznie rosnący poziom trudności zagadek
Styl artystyczny…
Minusy:
…który w kwestii eksploracji potrafi uprzykrzyć życie i nie jest idealnie rozwiązany
Nigdy nie opuściło mnie wrażenie sporych ograniczeń - tak w konstrukcjach samych zagadki, jak i sposobie opowiadania historii w formie obrazkowej