Recenzja The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered na Nintendo Switch 2
Gra roku 2006 zaliczyła swój remaster 22 kwietnia 2025 w formie shadowdropa. Wzięła z zaskoczenia wszystkich, ucieszyła wielu i finalnie została całkiem ciepło przyjęta, pomimo bycia dość skostniałą produkcją pod tą odkurzoną grafiką. Ostatnie podboje Bethesdy na Switch 2 sprawiły, że przeniesienie tej przygody na hybrydową konsole były zbyt kuszące, a od przedwczoraj (11/08) jest ona dostępna dla graczy w wersji cyfrowej, jak i fizycznej z pełną grą na cartridge’u - tu niezmienne chapeau bas.
Jednocześnie muszę nadmienić, że Obliviona skończyłem, ale nie w wersji na Nintendo Switch 2. Nie czuję wielkiej potrzeby tego ponawiać, a jak przebrnę w tym tekście pokrótce przez samą grę, to odniosę się do kluczowego aspektu optymalizacji - pograłem do połowy kampanii, więc nie sądzę, żeby coś mogło mnie zaskoczyć, czy ten pogląd zmienić.Mało która gra oddaje element przygody w klimatach fantasy jak seria The Elder Scrolls. Z biegiem lat zaczęły się pojawiać bardziej przyziemne i jeszcze mocniej immersyjne gry pokroju Kingdom Come Deliverance, ale w tamtych czasach trudno było o coś lepszego - Gothic świetny, owszem, ale korzystający mocno ze znacznie mniejszej skali. Jeśli ktoś akurat skończył oglądanie trzeciego seansu Rodu Smoka, to poczuje się spełniony już od pierwszych kroków w tym świecie, które kierują nas w stronę ukrywanego przez lata spadkobiercy tronu. Wmieszajmy w to wszystko potężny amulet, czyhające w tytułowych portalach zło, a znajdziemy tu dobrą motywację do prześledzenia (wciąż dość sztampowej) fabuły, do której motywy muzyczne pozostaną klasykami na długo po tym Remasterze - tak jak były nimi przez cały czas od oryginalnego wydania.
Tradycyjnie dla gier tej serii nasza postać poprawia swoje statystyki przez używanie danej akcji - do dziś pamiętam to ciągłe skakanie, żeby atletyka postaci wzrosła. W teorii szybko dostaniesz w swe ręce łuk, czary, jak i wielki miecz, a Twoją powinnością jest dobrać odpowiadający Ci system walki… który na dobrą sprawę nie ma dobrej odpowiedzi. Oblivion się zestarzał. Nie chcę wyrokować, że ten system się w dzisiejszym gamingu totalnie nie sprawdza, bo wciąż może wiele osób bawić, ale nie da się ukryć, że poprawne określenie odległości w perspektywie FPP, jak i pokraczność idąca z TPP, to dość gorzka do przełknięcia kombinacja. Poszedłem w miecz (bo pomimo że zawsze sobie obiecuję inaczej, to i tak kończę jako oklepany rycerz z tarczą) okazjonalnie wspierany magią, ale przy żadnej z technik nie nazwałbym tej walki super przyjemną. Ona po prostu jest. Ty machasz, oni padają. Jest przygoda? Jest. Czy fajna? Jest przygoda. Oblivion oferuje sporo wątków pobocznych, jak i masę jaskiń wypełnionych krabami, szczurami i innymi goblinami. Tu wypada im oddać, że eksploracja ma sens i pomimo dostępności do teleportu od samego startu rozgrywki, warto wypuścić się w teren i rozglądać za ciekawymi rzeczami - to w końcu clou tej gry. Zawsze daje to satysfakcję, nawet jak liczne skrzynki nie obsypują nas złotem, czy fajnymi przedmiotami (szrotu tam sporo).
Czy w 2026 Oblivion dalej ma sens? Tak. Pomimo archaizmów czy dość siermiężnej walki, to czuć w tym wszystkim piniondz jakość. Trzeba jednak mieć w sobie ten gen podróżnika, który napędzany jest chęcią zwiedzania i odkrywania na własną rękę. Rozmach tego świata pod kątem ilość atrakcji wokół, wrażenia raczej nie zrobi, ale już sam ogrom powinien. To nie jest gra wysypana znacznikami, gdzie co minutę musisz coś spotkać w obawie twórców przed nudą gracza. Czuć tu nieco spokojniejszy ton/charakter, co dla mnie niesie sporo uroku. Oczywiście nie wszystkie elementy starzeją się godnie, a system przekonywania do siebie ludzi chyba nigdy takim nie był, ale jak na odpicowaną grę z 2006 roku jest przyzwoicie/dobrze. Czy przejście na Nintendo Switch 2 jest udane? Tak… i nie. Oblivion Remastered na wielu sprzętach miał problemy wieku dziecięcego, które z czasem były łatane, więc można mieć nadzieję, że i tu niektóre kwestie zostaną wygładzone. Zacznijmy od tego, że gra działa w 900p (HD+ powiedzmy) i 30 fpsach w handheldzie oraz 1080p (Full HD) i 30 fpsach w docku przy wsparciu DLSS w obu trybach. A przynajmniej chciałaby działać, bo spadki klatek bywają odczuwalne. Nie ma tu opcji na stabilność tak przy otwartym świecie (to pewnie jestem w stanie sobie jakoś wytłumaczyć), jak i w pomieszczeniach (to mniej). Co zabawniejsze, wydaje mi się, że znacznie dotkliwsze problemy notowałem w tych drugich, gdy w stolicy zwiedzałem jakieś przybytki - bodajże piętro księgarni na głównej osi fabuły stanowiło tu najsmutniejszy przypadek, gdzie o 30 nawet przez chwilę nie było mowy!Czy bardzo wpływa to na rozgrywkę? Nie powiem, żeby nie dało się w to grać, a mniej wrażliwi mogą na niektóre niedoskonałości nie zwrócić uwagi, ale one tam są. Zastosowano tu podobne podejście, jak w przypadku niedawnego Indiana Jones and the Great Circle, którego port chwaliłem. Draw distance jest tu ewidentnie okrojone na potrzeby przenośnego sprzętu. Obiekty oddalone od nas generują się na naszych oczach lub działają w bardzo dużym spowolnieniu (po prostu klatkują). Jak to jest, że raz to chwalę, a innym razem już niekoniecznie? W Indiana Jones rzutowało to minimalnie. W zasadzie ze wszystkich lokacji tylko piaszczysta Giza negatywnie to unaoczniła. Watykan miał pełno korytarzy, budynków, rzeczy wokół, więc nawet jak coś klatkowało w oddali, to niekoniecznie zwracałeś na to uwagę podczas naturalnej gry. Himalaje, Chiny - filmowe rzeczy. Sukhothai głównie łódka, więc też nic nie uprzykrzało życia, a końcowy Irak był pogrążony w mroku. W Oblivion masz w dużej mierze rozległy świat przed sobą, więc drzewa będą rosły na Twoich oczach, a wilki będą skakać w stylu poklatkowym. Takie rzeczy bolą tu zdecydowanie bardziej.
Oczywiście, jak już się zatrzymasz na moment, rozejrzysz wokół, to przy wspomnianym DLSS jesteś w stanie się nawet zachwycić. Oświetlenie nada też fajnego klimatu jaskiniom, a jedyny negatywny wydźwięk przyjdzie z poświatą/cieniem, która potrafi zostać na ekranie dłużej, niż bym sobie tego życzył (nie wpływa na rozgrywkę, to czepialstwo), czy we włosach, które przy zbliżeniu mają charakterystyczny dla DLSS wygląd. To jest jednak głównie widoczne przy tworzeniu postaci, bo później wszyscy są opancerzeni lub zakapturzeni, więc to mini zwycięstwo nad DLSS idące ze stylem tej gry ;) 20 lat na karku robi swoje. Poprawki są zauważalne, gra wygląda lepiej, a jak już zaakceptujemy jej stare kości, to czeka nas bardzo przyjemna przygoda. Nie jakaś wyraźnie lepsza od topki gatunku dzisiaj, nie przesadnie dowolna pod kątem charakteru naszej postaci, ale z feelingiem grande przygody, a to dla wielu ważne. Jestem tylko ciekaw, czy stać ich będzie na to wygładzenie niedoskonałości Switch 2, czy jednak tutaj to jest już maksimum, którego sprzęt Nintendo nie przeskoczy. Pozostanie to grywalne, ale nie idealne.
Dziękujemy za klucz do recenzji wydawcy
Plusy:
Klimat przygody - wciąż wyjątkowy i z niezmiennie genialną muzyką
Poprawiona oprawa - DLSS i oświetlenie potrafią zachwycić
Eksploracja świata - nawet jeśli moja ciekawość nie była wynagrodzona jakimś przedmiotem, to żadnej jaskini nie żałowałem
Fabuła - bo choć sztampowa, to daje dobrą wymówkę do kontynuowania przygody
Minusy:
Archaiczny system walki
Częsta konieczność przekonania postaci do siebie to niezmiennie denna minigierka
Ograniczony draw distance daje się we znaki przy otwartym świecie