Recenzja Indiana Jones and the Great Circle na Nintendo Switch 2
Indiana Jones and the Great Circle powinno być wszystkim doskonale znane. Tak za bardzo ciepłe przyjęcie graczy w czasie premiery w 2024 roku, jak i za ukochaną markę filmową odpowiadającą za tutejsze fundamenty. Za Wielki Krąg odpowiedzialni są ludzie, dla których walka z nazistami w gamingu wydaje się chlebem powszednim (Machine Games od serii Wolfenstein), ale dynamiczne strzelanie musieli zamienić w walkę na pięści, cierpliwe skradanie i penetrowanie starożytnych grobowców. Inaczej Indy funkcjonować by nie mógł.Samo przeniesienie tej gry na Nintendo Switch 2 budziło spore wątpliwości. Obok docenienia systemów i prawie idealnego odtworzenia klimatu filmowych hitów sprzed lat, gra potrafiła zachwycić przemierzanymi terenami. Miło więc donieść na starcie, że port Indiana Jones and the Great Circle jest bardzo solidny, a wypowiedzi pierwszych grających w trakcie zamkniętego pokazu okazały się trafne. Rzadko ma się uczucie obcowania z tytułem drugiej kategorii (szczególnie w docku), gra nie zamęczy Cię loadingami pomimo dość obszernych i dających sporo możliwości terenów, a Indiana przypomina Harrisona Forda, a nie ubogiego krewnego po wylewie.
Mówiąc port dobry, musimy jednak trzymać się żelaznej akceptacji ograniczeń samego Switcha 2, który musi przede wszystkim dźwigać wszystkie gry w wersji handheldowej, bez wsparcia stacji zasilającej. Tam też będzie dobrze, ale niektóre tekstury mogą nie dojechać na czas.Jednocześnie gra będzie miała kilka problemów stałych. Downgrade’ów świadomych, ale bardzo sprytnie przez Machine Games przemyconych. Powiem wręcz, że na starcie możecie tego głównego w ogóle nie zauważyć, w Watykanie będącym pierwszą dużą lokację też, ale już kontynuująca przygodę Giza nie pozostawi wątpliwości. Nie polecam przesadnie obserwować przechadzających się postaci w oddali. Tam będą oni się poruszać w zdecydowanie mniejszych klatkach niż reszta świata i wygląda to słabiutko. I teraz można się nad tym motywem pastwić, ale jeśli taki zabieg mógłby być odpowiedzią na niedostatki parametrowe Switch 2, to podpisujmy się pod tym wszyscy - niech dzwonią do Bandai Namco i zasugerują to w Elden Ringu. Pomimo że Indiana swoją strukturą polega na planowaniu dalszych kroków, to taki stan rzeczy absolutnie nie przeszkadza w odbiorze całości. To samo tyczy się tego regularnego przycięcia, gdy przechodzimy z cutscenki do gameplayu. Normalnie gra bardzo mocno się na tym opierała, często była za tę płynność chwalona, a tu będzie ona okupiona krótkim zamrożeniem ekranu - sekundowym albo i nie. Widoczne tak, przeszkadzające wcale.
Tu macie screen z handheldowej wersji. Łatwego nie wybrałem, bo efekt deszczu potęguje uczucie rozmycia.
Trzymając się samej gry, to Wielki Krąg może być śmiało uznawany, jako idealny przykład gry na bazie filmów. Ma on wszystkie części składowe, jakie wymarzylibyśmy sobie w grze o najpopularniejszym archeologu - sorry, Lara. Składa się ona z 6 głównych lokacji, które łatwo podzielić na pół - jedne większe, z zadaniami pobocznymi, znajdźkami i możliwościami, a drugie liniowe, poszerzające przede wszystkim element przygody i ubarwiające historię. Historię, która osadzona została pomiędzy Poszukiwaczami zaginionej Arki i Ostatnią krucjatą. To wtedy dojdzie do włamania w Marshall College, która skonfrontuję głównego bohatera z tajemniczym olbrzymem, który przyszedł odebrać jeden z okazów. Ruszenie za nim zabierze Indianę w podróż po całym świecie, gdzie spotka się on z dawnymi przyjaciółmi i pozna też nowych.Tytuł ten jest immersive simem. Czymś, co ma zadbać o podstawowe zasady gry i upewnić się, że zostawi sporą dowolność w rękach graczy. Stara się minimalizować traktowanie ich jak głupków i wykłada pole do popisu. Potrzebny kod - znajdź sobie. Nie wiesz jak się dostać w miejsce X - rozglądaj się. Za rączkę nikt prowadzić nas nie zamierza, aczkolwiek znacznik umieszczony na mapie jest dość szczodry i pewnie wielu purystów wolałoby go tam nie mieć, pozostając zdanymi totalnie na własną rękę - szczytne, godne podziwu, ale przystępność tytułu by zabili, a ilość graczy ograniczyli.
Nie trudno się domyślić, że będzie to przygoda, w której przede wszystkim skrzyżują się zagadki, walka i znacznie bardziej okazjonalne elementy platformowe - najczęściej związane z huśtaniem się na ikonicznym biczu. Wszystko wyważone i nigdy nienadużywające naszej gościnności. Nie ma tu wielkiego poczucia wtórności. Na głównym szlaku zagadki są przyjemne, choć trochę zbyt często aktywowane przez kupiony w Watykanie aparat, a walki… ok, tu cudów nie będzie. Stworzono bardzo fundamentalny zestaw ciosów sierpowych i uników, który przy dłuższej wymianie ciosów z Niemcem, podpowiada, że lepiej było się zakraść i ciepnąć go łopatą w potylicę. Niestety te wymiany uprzejmości/pięści będą często rozwiązywały spór z bossem danego etapu. Z jednej strony smutno, z drugiej sama obecność tak klasycznych bossów potrafiła cieszyć.Przyjemnym rozwiązaniem jest rozwój postaci za pomocą książek zdobywanych przez nas w trakcie gry. Punkty, które możemy wykorzystać do faktycznego levelowania, to rzecz powszechna i darowana za każde konkretne działanie. Zanim jednak będziemy mogli je wykorzystać, potrzebny będzie odpowiedni podręcznik, co zachęca do eksploracji.
Największy mankament gameplayowy to inteligencja przeciwników. To może być coś, co będzie poważną rysą dla wielu odbiorców. AI najbystrzejsze nie jest. Co będzie tym większym problemem, jeśli potraktujemy Indiane stricte jak skradankę, którą pośrednio też chciałaby być. Znów wyczuwam tutaj umowną walkę Machine Games o przystępność tego tytułu i otwarcie go na nieco szersze grono - potencjalnych miłośników filmów, a niekoniecznie gier.A ci ostatni będą mieli tu święto. Wielki Krąg, za sprawą fantastycznego dubbingu Troya Bakera (jest też polski, ale trochę zbrodnia włączać), to przepustka do bycia Indianą Jonesem. Facet przerzucił swój ton głosu na tryb Harrisona Forda, a całą akcję śledzi się jak filmowe przygody tej postaci (stare, nie te nowe). Sam początek już roztapia serca miłośników Arki (pierwszy screen), a potem mamy opowieść, która idealnie wpisuje się w tamtą atmosferę. Wyczuli klimat, cięty język doktora Jonesa, ironię oraz okazjonalny slapstickowy humor.Nie jest to tytuł idealny, ale produkcja świetnie zbalansowana i niekoniecznie ograniczająca się wyłącznie do tych, którzy zawsze lubili eksplorację starożytnych budowli czy obskurnych jaskiń - wymieniłem, gdzie poszli na ustępstwa, co ma otworzyć grę szerszej publiczności. Sama się nie przejdzie, zagadki mogą kogoś przyhamować, ale definitywnie nie jest to żadna skomplikowana przygodówka, która będzie celebrować naszą niewiedzę. To zwyczajnie idealny przykład, jak powinna wyglądać gra o Indiana Jonesie. Zadbali o wiele detali, gdzie nawet spoglądanie na mapę nie zatrzyma świata i faktycznie trzeba skręcić analogiem głową w jej kierunku. To pierdoła, to oczywiste, ale takie detale tworzą całość, która później zachwyca. W tych małych mankamentach też tkwi sukces Wielkiego Kręgu. Przebierania się, żeby ograniczyć orientację przeciwników (Hitman!), wykorzystywanie bicza, żeby dostać się do pozornie niedostępnej lokacji, czy nawet ta zmiana perspektywy, gdy Indiana się wspina. To dynamizuję akcję i jest przede wszystkim zasadne z perspektywy gracza - chyba że ktoś by sobie życzył oglądać skarpę, po której się wspina, przez x sekund (bo tak to by wyglądało w FPP). A na tym podwórku, te niecałe 2 lata po premierze, najbardziej cieszy, że to działa i wygląda godnie.
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie Bethesda Polska
Plusy:
Idealne wpisanie się w zamysł filmowej serii - wyczuli klimat, bohatera i slapstickowy humor
Gra pozwala na dowolność w rozwiązaniu problemu i sprawdza się jako immersive sim
Dobry balans zagadek, skradania i walki, gdzie nigdy nie czuć znużenia żadną z części składowych
Ciekawy system rozwoju postaci, który ma w naturalny sposób zachęcać do eksploracji
Wszystkie dopieszczone detale - jak mapa, na którą spoglądasz, czy zasadna zmiana perspektywy, gdy się wspinasz
Troy Baker to Harrison Ford - świetny występ/voice acting
Bardzo solidny port na Nintendo Switch 2…
Minusy:
…choć ustępstwa występować muszą, a tym stałym i najbardziej widocznym pozostaną klatkujący w tle wrogowie
Inteligencja przeciwników pozostawia sporo do życzenia
Walka na pięści bywa nudna, kończy spory zbyt często, a samą sobą potrafi zachęcić do skradania nawet tych niecierpliwych
Delikatnie zachłysnęli się aparatem, który jest (p)odpowiedzią na zbyt dużo problemów