Po dłuższym czasie spędzonym w fazie wczesnego dostępu, od 30 kwietnia w pełnej krasie zadebiutował Dungeon Clawler. Gra, która próbuje innowacji w świecie roguelike i rzuca nas za starami łapacza przedmiotów. Tego, którym zazwyczaj NIE wyciągamy pluszaki z maszyn. Tu będzie on nam potrzebny do wyciągania rzeczy, które zbierzemy w trakcie runa. Od mieczy do ataku, przez tarcze do obrony, aż po bardziej wymyślne artefakty.Gra studia Stray Fawn jest bardzo prostą konstrukcją. Dla niektórych może i zbyt banalną, bo poza lekkim zabarwieniem fabularnym, który nakazuje odzyskanie łapek naszych bohaterów, to dostaniemy tu wyłącznie kilkadziesiąt pięter pełnych walki i wydarzeń losowych. Brakuje tu momentami fundamentalnych przejść między scenami, czy po prostu bogatszej warstwy wizualnej. Ekran się urywa, ścieżka wyboru wydarzeń jest biedna, a przecież w samej walce też nie będzie się przelewać - jakkolwiek nie byłoby to urodziwe, to szybko się nudzi.Z esencją gry jest też w kratkę, bo itemizacja potrafi pozostawiać sporo do życzenia. Choć zakres przedmiotów może cieszyć, tak jakość wielu z nich pozostawia mieszane odczucia. Mamy tu pozycje kluczowe do sukcesu, jak śnieżki, które kumulują się między turami i obniżają atak wroga (okrutnie OP technika), czy trucizna, jak i szybko tracące na wartości tarcze oraz miecze, którymi zostaniemy zmieceni z planszy przy entym bossie. Entym, bo balans poziomu trudności tu nie istnieje. Większość runa, wszystkie walki są absurdalnie łatwe. Te moby, które spotykamy, to zgraja, przy której ciężko ucierpieć, a o śmierci nawet nie ma co mówić. I tak tracisz czas na te płytkie walki, by finalnie dostać mokrą ścierą od jakiegoś mocarnego bossa, który sprawia wrażenie, jakby w ogóle nie miał tam racji bytu. Dostaniesz, jeśli nie zadbasz o wspomniany elementarz dobrego builda.Content zakłada odblokowywanie kilkudziesięciu postaci, które są przyjemne wizualnie, przyzwoicie przetłumaczone na język polski i mają różne startowe przedmioty. I tu, z racji kulejącej itemizacji, też bywa w kratkę z przydatnością na pierwszych metrach. Są postacie mocarne i takie, przy których trzeba odprawiać modły o przyzwoite przedmioty.
Nie odmówię na pewno tej grze pomysłu na siebie i takiego pozytywnego, kreskówkowego vibe’u. Niektóre wydarzenia, choć wtórne, mają sporo uroku, bo niby się leczysz i zbierasz monety od jakiejś króliczej babci, ale miewa ona tam ukryte pułapki, które zaskoczą dopiero po wyciągnięciu. Na pierwszych metrach wielu to będzie w stanie oczarować, by dopiero z czasem złapać zadyszkę przy kolejnym nurkowaniu łapką po pożądany przedmiot. Ta gameplayowa warstwa jest idealnym odzwierciedleniem całej produkcji. Banalne, ale z urokiem. Zauroczy, ale się znudzi.Cena premierowa (60 zł) jest w miarę atrakcyjna, ale ja bym sugerował mniejszą. To jest tytuł odskocznia. Nie coś, czemu się poświęcamy, a coś, co mamy pod ręką na szybkiego runa od czasu do czasu. Nie chcę nadużywać słowa, że gra jest sympatyczna, ale Dungeon Clawler pasuje idealnie. Wycisnęli ile mogli z ciekawego pomysłu, choć nad buildami i balansem to można było posiedzieć nieco dłużej.
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie Mark Allen PR
Plusy:
Innowacyjny pomysł na roguelike
Gameplay prosty do przyswojenia niezależnie od wieku grającego
Polski język - zawsze cieszy
Kreskówkowy vibe i urok
Sporo postaci do odblokowania…
Minusy:
…choć z nimi bywa tak samo w kratkę, jak i z tutejszą itemizacją - od OP przedmiotów, po te totalnie bezwartościowe
Balans kuleje, a skoki trudności frustrują - większość to walki tak banalne, że to czysta strata czasu
Kłuje w oczy brak niektórych przejść, czy lepszych animacji - bez nich jest nieustanne poczucie biedy