Dosa Divas próbuje, aby jedzenie coś znaczyło. Ta nietypowa "jRPGowa Cooking Mama" potrafi być sprzeczna sama ze sobą w tym, co oferuje i kogo obiera na swój target. Oddam im jednak tyle, że owa sprzeczność wywodzi się bardziej z mechanicznego braku precyzji deweloperów, a niekoniecznie z błędów na etapie planowania - ...niewiele to zmienia w odbiorze.W grze trafimy do świata, gdzie zła korporacja zaczyna wprowadzać nową “jakość” żywieniową. Zamiast dobrych restauracji i kucharzy z pomysłem oraz miłością do gotowania, dostajemy przetworzone jedzenie. Tradycja zaczyna być w odwrocie, co łączy się z historią trzech sióstr, które niegdyś prowadziły prawdziwą restaurację, ale ich decyzje mocno je poróżniły.
W licznych dialogach przeczytamy przede wszystkim o próbie naprawienia relacji dwóch z nich, które starają się udźwignąć rodzinną tragedię. W moim odczuciu podeszli do ciężaru takich wątków ze zbyt dużą ostrożnością, torpedując całość sporą ilością żartów i stawiając wszystko obok gigantycznych mechów, którym dwie bohaterki podróżują, a których istnienie jest błędnie traktowane, jako oczywistość. Wszelkie skupienie wątku na nich przychodzi za późno.Gameplay krzyżuje aktywne założenia turowych walk jRPG z losowymi minigrami. Po trzech biomach podróżujemy za sterami wspomnianego robota, który zyskuje nowe umiejętności wraz z rozwojem fabuły i zbiera zasoby. Zasoby, które należy następnie wykorzystać na niesienie uśmiechu poprzez gotowanie wygłodzonym mieszkańcom. Karmienie innych to spora porcja gry, a za to odpowiada wspomniana Cooking Mamowa naleciałość. Jeśli posiadamy wszystkie składniki potrawy, to weźmiemy udział w krótkich gierkach zakładających różne wariacje wciskania A lub kręcenia analogiem. I ani to ciekawe, ani tym bardziej dobrze zaimplementowane. W zasadzie żadna gra nie tłumaczy Ci swoich założeń i dopiero uczysz się jej w trakcie gotowania. Jest niby lakoniczne określenie - wciśnij A, gdy wskaźnik będzie na polu, ale nie wiesz, czy faktycznie kliknięcie wystarczy, czy masz może trzymać na całej szerokości paska. Małe głupoty, które potem rażą w oczy, że poszło Ci OK i tylko OK… co i tak nie ma znaczenia, bo chyba nie da się NIE ugotować czegoś i NIE uszczęśliwić odbiorcy. To taka poboczna sprawa, która ma odpowiadać za tematykę historii, ale jest jej na tyle dużo, by szybko zaczęła prześladować, a nie nieść rozrywkę.Lepiej niestety nie wygląda to w kwestii pojedynków, które adaptują klasyczne założenia, jak wpływ niektórych żywiołów (tu smaków jak pikantny, gorzki, słodki), które użyte na odpowiednim wrogu go osłabiają, napędzając całość koniecznością aktywnej reakcji na wydarzenia. To coś najlepiej znanego z Paper Mario, czy akurat w tym przypadku z Sea of Stars. Przy ataku lepiej jest wcisnąć A w odpowiednim momencie, żeby poprawić siłę, a ataki specjalne zakładają trzymanie przycisku lub timingowe odbijanie przedmiotu na głowie wroga - dosłownie to samo, co miała nasza dwójka bohaterów we wspomnianym hicie Sea of Stars.
Czy tu lepiej sobie radzą z indykacją oczekiwań? Znów nie. I szczególnie odczuwalne to będzie w kwestiach obronnych, gdy będzie to od nas mocno wymagane przez przeciwników, którzy zadają spore obrażenia. Tu upatruje pewnej skazy na produkcie, który według swoich założeń zamierzał być cozy. A tu zamiast relaksu, jeśli nie opanujesz do perfekcji ataków poszególnych wrogów - a uczyć się będziesz też z autopsji i nauczyć się musisz na pamięć - to szybko mogą się urodzić problemy w trakcie przemierzania tego świata. Nie chcę jednocześnie robić z tego gry trudnej, bo tak nie jest, ale pewien dysonans mnie tu raził.Prawda jest taka, że trudno mi znaleźć powód, dla którego wypadałoby zagrać w Dosa Divas. W wielu elementach to gra poprawna, a jej styl artystyczny jest specyficzny i niekoniecznie współgrający z moimi upodobaniami. Jest masa świetnych jRPGów, które pewnie pominąłeś, więc lepiej nadrobić niż zerkać na produkt pokroju tego.
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie popagenda
Plusy:
Responsywność robota przy przemierzaniu tego świata
Historia, która stara się poruszać cięższe chwile wewnątrz rodziny…
Minusy:
…i która jest torpedowana dużą ilością humoru oraz sporą obojętnością względem istnienia wielkich robotów w tym świecie
Kulinarne minigry szybko stają się wtórne, a i nigdy nie były ciekawe
Oczekiwania od gracza w trakcie gotowania, jak i walki są kiepsko tłumaczone