Recenzja Muminek: Ciepło Zimy na Nintendo Switch 2
Po sukcesie gry z Włóczykijem (Snufkin: Melody of Moominvalley), Hyper Games kontynuuje pracę w obrębie popularnej marki Muminków. Kolejny raz dostaniemy przygodówkę z zagadkami środowiskowymi skierowaną do młodszych odbiorców. Tym razem naszym protagonistą będzie tytułowy Muminek, który budzi się ze snu zimowego, z którego żaden z jego gatunku budzić się nie powinien. Pierwszy raz zobaczy śnieg, z czym to się wiąże i co dzieje się na świecie, gdy wszyscy w jego domu chrapią. Trudno jest realnie ocenić grę skierowaną dla dzieci oczami około 40-letniego faceta. Dodatkowo takiego, który za młodu niekoniecznie siadał przed telewizorem, gdy zaczynały się Muminki - szczerze, to ja tego zwyczajnie nie lubię! Poprzedni tytuł był jednak na tyle lekki i przyjemny, że postanowiłem dać poważniejszą szansę temu muminowi. Gra działa na podobnym schemacie do poprzednika. Jest to celebracja urokliwego stylu artystycznego - wyciągniętego z tych starych książek dla dzieci - oraz hołd złożony światu wykreowanego przez Tove Janssona.Przede wszystkim czarowanie obrazem, a gdzieś tam z boku pichcenie jakiegoś fundamentalnego gameplayu z zapętlonymi mechanikami. Muminek za sprawą przedmiotów zdobywa kolejne możliwości, dzięki którym odkrywa kolejne części mapy w skondensowanej metroidvaniowej formie. Zima jednak mocno ogranicza oczekiwaną od gatunku różnorodność świata - jest też dość łatwą wymówką do tworzenia tego samego - ale nie zgubicie się przy wsparciu czytelnej mapy z oznaczonymi zadaniami. Ciepło Zimy to też gra narracyjna, która jest pełna dialogów ze znanymi postaciami. Wszystko w kinowej polskiej wersji językowej (napisy) oraz z ciepłym, typowym dla marki charakterem. Spotkacie tu sporo rozpoznawalnych twarzy (nawet ja je kojarzę!), które mają tendencje do sypania z rękawów bardzo prostymi zadaniami, pokroju “Idź do…”, “Przynieś”, “Kliknij przycisk akcji”, “Pozamiataj”.
Nie jest to gra, którą bym uznał za coś, co szanuje mój czas. Natłok tych drobnych zadań jest ogromny. Występują one kolejne po sobie i bardzo lubią odsyłać nas we wcześniej odwiedzane miejsca, żeby tam się przekonać o jakimś wydarzeniu, które napędzi następny segment gry. Dość rzadko pozwalają na dłuższe przechadzki i faktyczne chłonięcie tego świata, a na swobodę to praktycznie nigdy. Rozumiem, że to sprofilowane pod szybko nudzące się dzieci, ale jednocześnie podryfowało to w kierunku zanudzenia tego jednego, piszącego to dorosłego. Idź w miejsce X, pogadaj, odeślą Cię do miejsca Y, gdzie nagle, choć już tam byłeś, stało się Z, na co odpowiedzią jest nowy przedmiot. I tak te nowe przedmioty dostają swoje przysłowiowe 5 min, zanim dostaniemy kolejny, by zapomnieć o poprzedniej świeżynce na jakiś czas. Tak wygląda konstrukcja gry, która będzie czarować obrazem, hipnotyzować muzyką, ale wciąż pozostanie dość banalna w swej formie. Nie chcę wychodzić z założenia, że gry dla najmłodszych muszą być spłycone do takiej formy, bo czują, że wszystko ugrały sobie wyglądem. Wolę wierzyć, że jest tu szansa na angażowanie w inny sposób, jak chociażby kreatywna forma przedstawienia świata - jak to robi Nintendo ze swoim Yoshi. Tu jest ok. Dla fanów Muminków i dzieci bardziej ok, a dla innych “w ogóle nie zagram, ok”.
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie popagenda
Plusy:
Świetny styl artystyczny - cozy, idealnie skrojony pod dzieci i wpisujący się w markę
Kojąca muzyka
Polska wersja językowa (napisy) - co dla gry skrojonej pod dzieci jest ważnym elementem
Gameplayowa prostota…
Minusy:
…która niekoniecznie rozkocha starszych swoją wtórnością przy krótkim czasie trwania
Zima to jednocześnie bardzo wygodna wymówka do stworzenia powtarzalnego świata
Dość długie, jak na jakość i wielkość, czasy ładowania (wersja NSW1)