Recenzja Heroes of Magic & Cards na Nintendo Switch
Karcianki są z nami od lat, jednak te, które romansują z pokerem w bardziej wymyślny sposób niż Texas Hold’em, mocno spopularyzowało Balatro. Tam walczymy z systemem. Boostujemy mnożniki, aby przeskoczyć kolejną poprzeczkę wyznaczoną przez samą grę. Wielu miało problem zestawiać to z klasycznymi deckbuilderami, gdzie znamy zamiary przeciwnika i możemy dostosować pod nie swój ruch. Heroes of Magic & Cards celuje w tę lukę. Wykorzystuje prawdziwe karty w czymś, co łatwiej byłoby zestawić z hitami pokroju Slay the Spire.Mimo że oglądacie w tytule “Heroesy” i “Magię”, to warto podkreślić, by podejść do tych wyrazów dosłownie i nie mylić ich z popularną serią strategii. Ta gra nie ma nic z nimi wspólnego. Jest to po prostu dość przebiegła/myląca gra słów, której nie da się odmówić, że oferuje wszystko to, co zapowiadała. Dostajecie do wyboru trzech bohaterów (z początku jeden - dwóch do odblokowania) i do przejścia macie kilka drabinek zakończonych walką z bossem.
Do zadawania ciosów używamy zestawu wcześniej przygotowanych akcji, które aktywujemy z pomocą kart. Na turę wpływ ma zarówno to, czy trafimy odpowiednie karty (mogą to być karty “czerwone”, “czarne”, ale i bardziej wymagające 2 karo, czy układy czysto pokerowe), jak i to ile razy możemy użyć danego ataku. Są te, które będą “na raz”, jak i te, których można użyć kilkakrotnie, jeśli karty nam na to pozwolą - tu warto podkreślić, że wraz z postępami w grze będziemy ich dostawać na rękę coraz więcej. W tym tkwi zarządzanie ręką i kluczowa czynność w grze. Maksymalizacja każdego rozdania.
Trasa do bossa prowadzi przez walkę, pola treningowe, odpoczynku, jak i losowanie perków, czy specjalnych właściwości kart. Te ostatnie mają oczywiście bardzo ważne znaczenie dla przebiegu całości. Talia od początku jest szeroka (to duża zmiana względem deckbuilderów, które często wręcz nakłaniają do wąskiej talii), więc wpływ wszelkich modyfikatorów jest tu realnie większy. Może to być szansa na powrót karty do ręki po jej wykorzystaniu, kolorystyczna obojętność narzucona danej karcie (dostosowuje się do układu), czy jakiś atak na losowego przeciwnika przy jej rzuceniu.W takim stylu przedzierać się będziemy przez… bardzo niewielką pulę wrogów. O ile pod kątem pomysłu na siebie Heroes of Magic & Cards jest całkiem intrygujące, tak już w kategorii roguelite’owej różnorodności kuleje. Nie da się przymknąć oka na to, jak Ci sami wrogowie atakują nas w kolejnych aktach, ale są odpowiednio doboostowani z ewentualną zmianą koloru.
A bez różnorodności roguelite ma stały uszczerbek na zdrowiu, który ciężko wyleczyć. Trudno się zmuszać do kolejnych prób. Szczególnie gdy to taki wyścig DPS (zadawane obrażenia), gdzie RNG (losowość) gra tak duże skrzypce. Tu wracamy do talii, której daleko do skromności z innych deckbuilderów, więc i ciężej o narzucenie swojej wizji. To sprawia, że losowość często dyktuje nam warunki - a już na pewno przy pierwszych próbach, które wydawały się niemożliwe do wygrania, co też świadczy o niekoniecznie dobrym balansie rozgrywki.Te braki w zawartości można sobie skutecznie tłumaczyć bardzo przystępną ceną, bo na premierę to gra warta 39 złotych. Nie wygląda dobrze, nie jest należycie zbalansowana i kuleje w kontekście różnorodności, ale pomysł na siebie bez wątpienia miała. Tu gdzieś leży lepsza gra, ale na bazie samej idei plasuje się w połowie skali ocen. Nie jest niegrywalna, bywa ciekawa, ale rozegranie w niej kilku prób z rzędu uważam za trudne - i to mówię jako fan deckbuilderów, który godzinami ślęczy w innych tytułach. Ten kwiat po prostu nie rozkwitł, choć wiele sobą obiecywał.
Dziękujemy za klucz do recenzji wydawcy
Plusy:
Intrygujące połączenie deckbuildera z prawdziwymi kartami i pokerowymi układami (nie, nie jak w Balatro)