Stellar Blade to jedna z ciekawszych gier akcji ostatnich lat. Romansowanie z soulsami przyniosło jej konieczność parowania, podczas gdy samą ofensywę oparto na systemach zdecydowanie bliższym slasherom. Jako Eve, żółnierka VII oddziału powietrznego, zostajesz zesłana na Ziemię z misją oczyszczenia planety z Naytibów - tajemniczych, potwornych istot, które zaatakowały naszą planetę. W trakcie przygody poszerzysz swoją wiedzę o świecie i znajdziesz prawdziwe sedno trapiącego ludzkość problemu. Ze Stellarem wyszło na to, że każdego roku dobiera on kolejną platformę, gdzie twórcy mają nadzieję na świetną sprzedaż. Sprawdziło się to w 2024 i debiucie na PS5, sprawdziło w 2025 przy porcie na PC, a w 2026 na pewno pomoże umieszczenie gry w całości na cartridge’u w wydaniu fizycznym - już tym ruchem zasłużyli na uwagę.
I o ile wątpię, by Stellar Blade był wam nieznany, bo jego kontrowersje dotyczące wyglądu bohaterki były za głośne te 2 lata temu, to pokrótce wypada się odnieść do samej gry. Gry, która traci tempo wyłącznie na własne życzenie, gdy zapragnie sprzedać nam kolejne szukanie kodu dostępu do blokujących nas drzwi (ostrzegam, że to ich główny patent na zaciąganie nam hamulca ręcznego przy podróży). Są tu momenty spokoju, eksploracji i podziwiania uroków (...krajobrazu!), ale największy nacisk zawsze leży na walkę bronią białą w ciągłym zwarciu - dystansowa też znajdzie tu swoje miejsce, ale poza jednym nastawionym na to bossem, to dodatek.
Rozcinanie kolejnych obcych daje ogrom satysfakcji. Gra cały czas pozostaje dynamiczna w tej sferze i efektowna ponad miarę. To duży atut Stellar Blade'a - styl w jakim wykonuje pozornie proste rzeczy. Walka niby bazuje na znanych fundamentach, podstawowych atakach, blokach, unikach i zbieranej energii beta, którą wykorzystujemy na mocniejsze uderzenia, ale całość jest dopieszczona w tej materii i nigdy, aż do ostatniego bossa, nie pozwala na nudę.Do siekania użyjemy miecza Blood Edge, który towarzyszył nam będzie podczas całej przygody. Nie ma tu więc odmiennych mechanik związanych z inną bronią i jej combosami, a jedyna zmienna przychodzi z dość późno uzyskiwanym trybem “wściekłości”, który boostuje nasze bojowe możliwości. I można by było narzekać na taki stan rzeczy, ale wspomniany fundament walki jest na tyle dobry, że nieliczni dostrzegą te ograniczenia. Ograniczenia, które też mogą doskwierać w dość bezpiecznym drzewku rozwoju, jednak to wspierane jest przez mikrochipy i egzoszkielety, które pozwalają w mniejszym stopniu wpłynąć na nasz build.
I tak jak w wielu grach akcji mógłby być to problem, tak Stellar radzi sobie bez tego, opierając pojedynki na parowaniu i idealnych unikach. To wokół tych dwóch mechanik będziemy się tu kręcić i to one staną się coraz bardziej wymagające wraz z progresowaniem w grze. Po drugiej stronie barykady stać będą przede wszystkim wspomniane Naytiba. W wersji mniejszej, mobkowej, jak i w wydaniu Alfa, robiące tutaj za bossów. Tych ostatnich jest kilkunastu, a najwięcej znajdziecie w późniejszej fazie produkcji. Tu mam mały żal do całości. Dobrze by było lepiej to rozłożyć przy już zapowiedzianej dwójce, bo w takim wydaniu pierwsza połowa może wydać się za spokojna dla rdzennych fanów dzisiejszych gier akcji, przy czym końcówka przypominać może jakiś Boss Rush - a nie ukrywajmy, że tu głównie o walki z bossami chodzi. Ilekroć bym jednak nie pisał o samej grze, o której każdy ma już swoje zdanie (ogólnie bardzo dobra produkcja!), to najważniejszą kwestią pozostaje warstwa techniczna na Switch 2. I tu zdania będą pewnie podzielone. Z jednej strony rozumiem tych, którzy docenią port. Dla NSW2 to bardzo wymagająca gra wizualnie, którą hybrydowy sprzęt jest w stanie dźwignąć. Ma to oczywiście wyraźne rozmycia przy dynamicznym ruchu postaci, ale w dużej mierze pozostaje grywalną (!) bazą wyjściową. Będzie trzeba zaakceptować kiepskiej jakości włosy postaci (chyba w tej grze ważne, nie wiem), czy ten tradycyjny draw distance, który ogranicza nam animacje przeciwników w tle - stały punkt programu takich portów. Są to rzeczy do przełknięcia… Trudniej będzie jednak przełknąć zastosowanie Frame Generation w sposób dość kontrowersyjny. Normalnie to coś, co najlepiej działa, podbijając nam bazowe 60 fps do powiedzmy 120 - specem nie jestem, więc mam nadzieję, że nie przeinaczam aż tak (jadę po cienkim lodzie). W Stellar Blade bazą wyjściową jest 30, które ma dzięki tej technologii sięgać 60. I sięga, to warte podkreślenia, ale pod spodem dalej mamy 30 i tu zaczynają się schody. Schody z wyrytym input lagiem na każdym ze stopni. Stellar Blade to gra niezwykle dynamiczna, więc i taka, u której ciężko to będzie zatuszować w ten sposób. Ty parujesz w 30, ale świat działa w 60. Problematycznym będzie więc wstrzelenie się w timing kolejnych uderzeń. Owszem, im dłużej się gra, tym bardziej się będziesz dostrajać do zbijania uderzeń wroga, ale to wciąż dalekie od intuicyjnego grania, jakim gry oparte na parowaniu być powinny. I oddam twórcom z Shift Up tyle, że zostało to wygładzone zdecydowanie lepiej, niż miało to miejsce w wersji demonstracyjnej, ale wciąż tam jest, więc potrzeba jeszcze więcej pracy popremierowej.
Na życzenie fanów doszła możliwość wyłączenia frame generation, narażając nas na cierpienia związane z odblokowanym klatkarzem.Ten, z racji bardzo odmiennych wielkościowo terenów, jakie gra ogeruje (od zamkniętych, do znacznie bardziej rozległych), ma tendencję nadmiernie skakać nam po fpsowej skali. Kręci się wokół docelowych 30, ale raz będzie więcej, raz mniej. Tu akurat dobrze by było ogarnąć konkretną wartość, choć oddajmy im to, że handheld wypada w tym wszystkim zdecydowanie najlepiej, a mniejszy ekran jest jak zimny okład na tę ranę. Stellar Blade pozostaje więc świetną grą akcji/slasherem, który na Switch 2 pozostaje grywalny… ale przez lekko zaciśnięte zęby. Podejrzewam, że wiele waszych zgonów będzie podyktowanych sprzętem, a niekoniecznie “skill issue”. Sam przechodziłem grę na PC nie tak dawno i złapałem się na nieporadnych śmierciach w miejscach, które na lepszym sprzęcie przechodziłem bez szwanku. Wierzę, że Shift Up jeszcze chwile popracuje nad całością i wyciśnie z tego portu więcej. Więcej to oczywiście lepsze działanie, a nie kolejne stroje dla protagonistki, choć pewnie wielu się ucieszy, że będą mogli przebrać Eve za popularną Bayonettę. Mała nagroda pocieszenia za brak kolejnej odsłony, choć dla mnie Stellar i tak jest lepszy - i cyk, naraziłem się na odchodne.
PS: I tak, to trochę ocena podwyższona przez ogromną sympatię do samej gry, która jest jednym z lepszych soulslite'ów na rynku - pewnie 7,5 byłoby trafniejsze. Nie jest niemożliwe ją ukończyć na Switch 2, ale mając inne sprzęty, to na ten moment one zaoferują zdecydowanie przystępniejsze doświadczenie - i to mówię z pozycji tego, który i tak mnóstwo niedostatków sprzętowych Nintendo wybacza.
Dziękujemy za klucz do recenzji wydawcy
Plusy:
Świetny fundament walki - dynamiczny slasher z mechaniką parowania i uników
Ciekawy świat przedstawiony
Choć samo drzewko rozwoju nie powala, to dodanie egzoszkieletów i chipów pozwala na mikro udogodnienia
Complete Edition na Switch 2, to pełny pakiet ze wszystkimi dodatkami
…Eve!
Minusy:
Trochę nierównomierne rozłożenie bossów - początek jest za spokojny pod tym kątem
Input lag idący w parze z Frame Generation i chwiejny klatkarz bez niego - to duży problem dla tak dynamicznej gry