Darwin’s Paradox to nowy cinematic platformer wydawany przez Konami. Jego kampania marketingowa mocno nawiązywała do Snake’a i Metal Gear Solid, stanowiąc niejako jego parodię, a prawda jest taka, że skradanie jest tylko jedną z części składowych. Jedną z wielu, bo ta ośmiornica sztuczek w swoich rękawach ma mnóstwo.Fabuła opowiada historię korporacji żywnościowej, której nowym specjałem mają być wspomniane ośmiornice. Określane tu jako istoty szalenie mądre i dorównujące w wielu aspektach człowiekowi, są porywane przez tych, którzy, jak sami twierdzą, wcale nie są kosmitami. Dla nas to oczywiście walka o przetrwanie i nieustanna ucieczka, gdzie wykorzystujemy wszystkie umiejętności naszego oślizgłego protagonisty. Spisuje się one świetnie w kamuflażu i przykleja do wszystkich przestrzeni.Gatunek ten to zawsze była klimatyczna i filmowa krzyżówka elementów platformowych z zagadkami środowiskowymi, gdzie nacisk był inaczej rozłożony zależnie od tytułu. Jeśli ktoś lubił zagadki, to kierował wzrok w kierunku Planet of Lana, a jak nadrzędna była atmosfera, to raczej Little Nightmares czy ReAnimal. Darwin’s Paradox akcent kładzie na szeroko pojęty platforming wsparty wspomnianym we wstępie skradaniem (a raczej unikaniem wzroku, by nie mylić ze zmuszeniem do anielskiej cierpliwości). Zagadki stanowią tło, częściej same nawiązując do skoków. Łamigłówka to jak doskoczyć w miejsce X, a niekoniecznie klasyczne puzzle. Te ostatnie też się znajdą, ale stanowią margines całej przygody.
Elementy platformowe zmuszają nas do bacznej obserwacji terenu. Zmiany swoich przyzwyczajeń i spojrzenia na level w całej jego okazałości. Łatwo jest na pierwszych metrach zapomnieć, że ośmiornica ma umiejętność przyklejania się do ścian i sufitu, co oczywiście bywa kluczowe w naszej wędrówce - nie zawsze będziesz szedł w prawo!Wędrówce trwającej kilkanaście rozdziałów i zakładającej podróż przez wysypiska, fabryki, zniszczone osiedle, jak i częste nurkowanie w wodzie. To tam czujemy się najpłynniej pod kątem ruchu. Dynamika gry znacznie przyspiesza i stanowi nomen omen paradoks tego, jak zazwyczaj odbieramy sekcje pływane - najczęściej znienawidzone, tu witane z uśmiechem. Będziecie tam przesuwać beczki, korzystać z nich w formie osłony, czy unikać innych elementów szkodliwego otoczenia.
Każdy rozdział to szereg wyzwań, gdzie stopniowo przypominamy sobie swoje wszystkie sztuczki. W typowej dla gamingu krasie, jeśli z jakąś się zapoznamy w danym etapie, to będzie ona stanowić główny patent na najbliższe kilkanaście minut. Finalnie połączymy je wszystkie, ale w Darwin’s Paradox nigdy nie będziemy się czuć znużeni. To wielka siła, z którą tylko najlepsze cinematic platformery sobie radzą. Utrzymanie tempa. Nie dawanie graczowi poczucia wtórności i monotonii. Niby sztuczek nie jest nieskończenie wiele, ale sposób ich wykorzystania nadaje świeżości. W grze będziemy uciekać przed kamerami, wzrokiem mechanicznych oponentów, szczurami czy mewami atakującymi z powietrza. Niewiele, ale taki zestaw wrogów rozciągnięty na te ~3h nie nadużywa naszej gościnności.Sam czas trwania to żadna zbrodnia, bo jestem zdania, że niektóre gatunki należy trzymać w takiej skondensowanej formie. Rozdmuchanie ich nigdy nie wyjdzie im na dobre. Nie wychodzi beat’em upom, nie wyjdzie i cinematic platformerom. To jednorazówki, które zazwyczaj są dość ograniczone mechanicznie. Jeśli Darwin’s Paradox byłby dłuższy, to argument o braku wtórności wyrzucilibyśmy najpewniej do kosza. To nie będzie miejsce, gdzie pojawią się narzekania na krótszą formę. Ja wolę ją celebrować, ale miejcie na uwadze, że tu powody do powrotu będą minimalne - mamy do znalezienia 20 artykułów z gazet, które pełnią funkcję znajdźki.
Sama wersja na Nintendo Switch 2 trzyma stabilne 30 klatek na sekundę, gdzie jedyne spadki towarzyszą przejściu na nowy teren i doczytywaniu się w tle, które połączone jest z automatycznym zapisem. To te chwile, gdzie dropy animacji nie wpłyną na odbiór całości. Ogólna jakość może pozostawiać trochę więcej do życzenia, bo w porównaniu do innych wersji, tekstury są bardziej rozmazane - nie powinno być nowością, że Switch 2 jest w tyle w tej materii. Są etapy, gdzie doskwierać to będzie mocniej… i jeszcze mocniej w przypadku zabawy w handheldzie przy miniaturowej ośmiornicy. Trochę szkoda, bo akurat pod kątem grafiki i stylu artystycznego, to Darwin’s Paradox bryluje i wygląda jak animacja Disneya. Ma też jej urok i slapstickowy humor.Dla mnie ta przygoda była prawie bezbłędna. Pojawiły się sekwencje delikatnej frustracji, ale częściej był to efekt mało hojnych i zmuszających do za długich powtórek checkpointów, niżeli samych błędów konstrukcyjnych. Jeśli ktoś lubi cinematic platformery, a do tego jest fanem platformówek, to Darwina pominąć po prostu nie sposób. Trzymam za niego kciuki i liczę na pozytywną sprzedaż, która pozwoli na kontynuację. Nie ma nudy, a lepsze 3h pełne fajnej akcji i uśmiechu niż sama świadomość, że coś będzie trwać tych godzin X i więcej.
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie KONAMI
Plusy:
Urok i slapstickowy humor
Styl rodem z animacji Disneya
Nacisk na elementy platformowe - co mnie cieszy bardziej od zagadek
Patentów ośmiornicy nie ma wiele, ale sposób ich użycia zachowuje świeżość na całej szerokości
Bardzo dobre tempo i częste zmiany eksplorowanego terenu - nie ma poczucia znużenia
Odczarowanie nurkowania, które tu jest wyjątkowo przyjemne - adekwatnie do postaci
Nie dość, że nie minus, to ja wręcz doceniam dobre wyważenie czasu trwania…
Minusy:
…aczkolwiek to jednorazówka, gdzie powodu do powtórki raczej nie będzie - to już cecha gatunku
Checkpointy czasami cofają za mocno
Na Nintendo Switch 2 tekstury nie są tak ostre, jak u innych