Recenzja Magin: The Rat Project Stories na Nintendo Switch 2
W Polsce zadbano o nietypowy związek visual novelki i deckbuildera. Magin: The Rat Project Stories zabierze nas do świata fantasy, gdzie wejdziemy w szeregi podziemnej mafii. Tam, jako Elester, wmieszamy się w świat na skraju przemysłowej rewolucji i chaosu z tym związanego.Choć materiały promocyjne mogą tym kusić, to najgorzej byłoby potraktować Magin jako karciankę. Raz, że jest to część drugoplanowa całości i czytania tu zdecydowanie więcej, a dwa… że to nie jest dobra karcianka. Może to przykład tego, że taki mariaż gatunków rzadko się udaje i finalnie trudno mu zadowolić którąkolwiek ze stron. A może ktoś po prostu przeszarżował z karcianymi oczekiwaniami od fanów czytanek, gdzie klikasz tylko A.Magin ma bardzo zaburzone tempo za sprawą swojej karcianej walki. W zasadzie od pierwszego pojedynku da się odczuć, że będą to walki na wyniszczenie. Takie, które wręcz wymuszają od Ciebie stackowanie (nieustanne ładowanie) wartości pędu (zwiększa atak) i bloku (jest zachowany między turami), bo inaczej jesteś bez szans, a z tym Cię zamęczą. Chyba jeden z początkowych chłystków, który powinien w dany system wprowadzić i do niego zachęcić, potrafił się leczyć o 100 punktów HP, przedłużając walkę do kilkunastu lub kilkudziesięciu rund. Nawet fani deckbuilderów mogą mieć problem, żeby walczyć X tur i czerpać z tego radość. Nie ma nic fajnego z przetasowywania swojej znikomej talii do znudzenia. Oczywiście wszystko jest do przejścia, a każda walka do wielokrotnego powtórzenia (nie jest to typowy dla karcianek roguelite, więc kary za śmierć nie ma), ale ilość tych wrednych zabiegów może tu przytłoczyć.System opiera się równie mocno na kartach specjalnych, które wykorzystują zasoby nastawienia. Te możemy generować w trakcie walki za pomocą kart lub pozyskiwać je po swoich odpowiedziach w warstwie fabularnej. Idea ciekawa, rozwiązanie… fundamentalne, by nie powiedzieć byle jakie. Nadrzędne było dla mnie, by wybierać odpowiedzi pod swoje potrzeby karciane, a nie pod faktyczne chęci zepchnięcia historii na pożądany tor, tudzież przedstawienia Elestera w oczekiwanym świetle. Ten konflikt dwóch gatunków wynikał głównie przez chęć uniknięcia wspomnianej walki na wyniszczenie. A najlepsze (...najgorsze) w tym wszystkim jest to, że ten deckbuilder pod kątem budowy buildów jest mocno ograniczony. To nie jest tak, że te problemy wynikają z tego, że coś źle zbudowałeś, a z tego, że balans poziomu trudności jest mocno zachwiany.Całość może komuś uratować styl artystyczny, bo tak pod kątem rysunków, jak i muzyki, to Magin jest solidny. Sam voice acting może być tu miłym zaskoczeniem, a i sprawdza się on przyzwoicie. Nie idą z tym w parze animacje, bo po każdej planszy biegamy z lewa na prawo dość sztywno biegającą postacią, ale to marginalny problem przy wszystkich pozostałych.
Sama warstwa tekstowa ma sporo ironii i języka kąśliwego, które raczej puszcza oko do nastolatków, niżeli generuje nam to poczucie szczurzego brudu, który próbuje rysować obraz.Finalnie się zawiodłem. Wyglądało to na ciekawą karciankę, choć zawdzięczało to głównie screenom i ładnym rysunkom. W ruchu, w akcji, to wszystko się szybko rozmywa i pozostawi wszystkim najpewniej sfrustrowanymi. A frustracja połączona ze znikomym zainteresowaniem wątkiem głównym nie jest najlepszą rekomendacją dla kogokolwiek poza growymi masochistami. Fajne okno na debiut, bo ludzie powoli zaczęli kończyć wczesny dostęp kontynuacji Slay the Spire, ale raczej nie zaleca się przeskoku na Magin. Może być to zbyt brutalny upadek.
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie Daedalic
Plusy:
Styl artystyczny - ładne rysunki
Muzyka i voice acting
Minusy:
Walki na wyniszczenie, które wymuszają od Ciebie nudnego stackowania wartości
Ironiczna do znudzenia warstwa tekstowa - nigdy nie wkręca w świat
Kiepskie animacje - chodzenia po mapach mogłoby na dobrą sprawę nie być
Nie robią nic, żeby wkręcić gracza i sobą zainteresować, a robią wszystko, żeby zniechęcić