Resident-Evil-4-frame-rate-resolution

Właściciel zdjęcia: CAPCOM Polska

Recenzja Resident Evil 4 Remake na Nintendo Switch 2

Część pierwsza - Resident Evil 2 Remake

Część druga - Resident Evil 3 Remake

I tak dochodzimy do gry, która dla wielu jest najlepszym Residentem w historii. Oryginalnie wydany w 2005 roku na konsole Nintendo Gamecube (taka gra ekskluzywnie dla Nintendo - piękne czasy!) i przemodelowany na nowoczesną strzelankę w 2023. Mówię strzelankę, bo to dobry przykład tego, o czym pisałem - Resident lubił mieszać horror z akcją i tam czuł rozwój gatunku. Już wtedy, w 2005, mocno się zagalopowali, ale to totalnie inne czasy, gdy QTE nie wzbudzały jeszcze odruchów wymiotnych u grającego. Dało się wyczuć ukłon w kierunku częstszego strzelania i zrobienia z Leona Rambo, który z półobrotu powalał pokraki - wyglądało to zabawnie, ale zawsze pomagało kontrolować tłum i było przydatnym narzędziem. Nie było to tak przyjemne strzelanie, jak w unowocześnionej wersji (ręka w górę, kto pamięta CELOWANIE za pomocą przycisków na klawiaturze w pierwszym porcie na PC), ale wtedy jeszcze świat nie wiedział, że Capcom się tak w tej akcji zatraci.
20261019-01M5AB5PEHM931BQNE82D5XWCX-96805712-8A24-4E7B-9042-82773C35D983
RE4 to najbardziej dobitny przykład z tej trójki, gdzie akcja przejmie kontrolę nad grozą. Tu horror jest odczytany inaczej. Mowa raczej o posępnych wioskach, zamkach i paskudnych pasożytach Las Plagas. Próżno tu szukać spokoju, czy czasu na budowanie klimatu. Ten musi próbować nadążyć za ciągłym pędem akcji i walką z kolejną hordą niemilców. Czy to oznacza, że to zła gra? Wręcz przeciwnie. To dla mnie horror, który nacisk stawia na rzeczy, które dla mnie nie są utożsamiane z horrorem… ale wciąż pozostaje kapitalną grą.

Doceniam w Remake’u to, że stara się być nieco poważniejszy od pierwowzoru. Tam było momentami kiczowato. To był kamp (przesadna teatralność, sztuczność), któremu wtórowały teksty Leona. Jakby samoświadome żartowanie z samego siebie. To jeszcze mocniej gryzło się z moimi oczekiwaniami względem RE/survival horrorów. Przeszedłem go i pamiętałem przede wszystkim startową wioskę, która z poczuciem zaszczucia miała najwięcej wspólnego. Te kilkanaście lat później również jest to dla mnie najbardziej pamiętny etap i choć reszta całkowicie nie zerwała tych opresyjnych łańcuchów luźniejszego klimatu opowieści, tak za sprawą narzuconego mroku zdecydowanie je poluzowała - a to już dla mnie dużo!
20261019-01M5AB5STWQ88X5HHHQ2XATG0V-FAD36CB6-0EB9-437A-827D-CE49E7E8898D
Nie liczcie tu jednak na survival horrorową strukturę otwierania kolejnych, wcześniej niedostępnych przestrzeni. Tutaj będą tego śladowe ilości. Podobnym rykoszetem oberwie zarządzanie ekwipunkiem, na które nacisk jest odczuwalnie mniejszy (nawet względem dwóch poprzednich Remake’ów, a znacznie względem klasycznych odsłon). Będą klucze, zamknięte bramy i inne elementy eksploracji, ale trudno nie odnieść wrażenia, że w większości są to rzeczy opcjonalne, a nie obligatoryjne i odgradzające nas od dalszego progresu. 

Walka też nie zakłada tu jakiegoś desperackiego boju z trzema zombie. Tu będzie ich mnóstwo, ale na szczęście sam Leon też sporo ruchów zyskał. Nie zapomniał uników Jill, kopie nokautująco, a różnorodność przydatnej broni palnej urosła za sprawą wszędobylskiego handlarza. Od samego początku będziesz rzucał granatami, ich fleszowymi odpowiednikami, a snajperkę tu kupuje każdy podczas swojej rozgrywki - im szybciej, tym lepiej. Leon będzie się skradał, eliminował po cichu, a bossowie to już totalnie odpięte wrotki pod kątem designu i efektownych walk. Ma to urok? Ma. Nie dla rdzennych sympatyków gatunku, którym trudno przełknąć taką nowomowę, ale ma. Jeśli jednak mieliście mdłości po wiosce czy zamku, to wyspa może was wykoleić na dobre - tam walki jest nadmiar.
20261019-01M5AB5F1729GWS76R2XCR0T7M-3359C9CC-5B95-4EDB-B4EB-941A3DF1BD12
Remake poprawia też samą Ashley, czyli córkę prezydenta, za której tropem podąża Leon. To punkt wyjściowy fabuły, który sprowadza naszego ulubieńca do tej hiszpańskiej wsi. Tam pozna kult Los Illuminados, który pragnie przejąć kontrolę nad światem. Warto nadmienić, że tu nie będziemy poznawać wpływu wirusa T z poprzednich części, a pasożyta, który przejmuje układ nerwowy zarażonego, pozostawiając jednak jego świadomość. 

Wracając do dziewczyny - to była szalenie frustrująca osoba w oryginale. Błąkała się bez celu, wpadała w ręce opozycji, a niańczenie jej było bardzo frustrującym elementem całości. Niosła więcej szkody niż pożytku, co było cechą szczególną survival horrorów tamtego okresu - pozdrawiamy Eileen z Silent Hill 4: The Room (rok 2004). Remake sprawia, że jest z nią zdecydowanie lżej. Znacznie lepiej podąża za nami i lepiej reaguje na otoczenie. Nie trzeba też jej leczyć, co w 2005 zużywało nam zioła, a po zbyt dużych obrażeniach po prostu padnie, oczekując pomocy. Drobne modyfikacje, które znacznie usprawniły całość. Mowa tu więc o grze, która została rozbudowana (zdecydowanie najdłuższa gra z tych trzech, na którą potrzebujecie kilkunastu godzin), ale potrafi utrzymać dobre tempo - za to też brawa.
20261019-01M5AB5K40RFXJ158SMC43B9WE-0EF30425-03BA-49B8-8A02-91DD04865AC1
Zdecydowanie najciężej będzie samemu Switchowi, bo z tych trzech portów jest to zdecydowanie ten, w którym kompromisy były największe. 60 fps to mrzonka, a otoczenie dostaje mocno po kościach. Nie wygląda to tak dobrze, nawet w bezpośrednim porównaniu ze wspomnianymi poprzednikami. Tu widać największe ustępstwa, które Capcom musiał podjąć. Nie chcę wybrzydzać, bo wciąż mam bardzo dużą tolerancję do portów na sprzęt Nintendo i nie jest to coś, czego skończyć się nie da, ale przepaść między tym a innymi konsolami będzie największa. Moim zdaniem większa niż w przypadku takiego RE9. Gdzieś musiało to iść w parze ze zdecydowanie bardziej rozległą konstrukcją świata. W trójce niby było miasto, ale to była rzecz korytarzowa. Tu też nie ma jakiejś wielkiej swobody, ale wokół dzieje się znacznie, znacznie więcej.
20261019-01M5AB5BGMDF09YHKYWG5H8F54-E71A3A69-0093-462E-9B7A-3500113758A6
Resident Evil 4 to gra, w której masz największą różnorodność przeciwników. Walka jest najciekawsza, a rozwój broni pozwala się nieco zatracić w środkach eksterminacji wroga. Nie będzie tu takiej atmosfery, jak w RE2, a horror został tu przedstawiony w inny sposób. Nie można mu jednak całkowicie odmówić “klimatu” - to po prostu inny rodzaj opowieści, a wręcz gatunek. Z jednej strony to lepszy “horror” od oryginału (zdecydowanie poważniejszy ton), a z drugiej wręcz przeciwnie, bo tutaj, to bardziej oni są zamknięci na tej wsi z Tobą, a nie Ty z nimi. 

Tytułem zakończenia tego trio artykułów warto wspomnieć, że każde wydanie zakłada pełne doświadczenie, czyli pojawiło się na Switch 2 w wersji ze wszystkimi dodatkami – tak konkretnymi, grywalnymi, jak i totalnie kosmetycznymi. Brawa dla tych, którzy dotrwali do samego końca. That’s all folks!

Dziękujemy za klucz do recenzji wydawcy 


Plusy:

Thumb Up

Świetna walka - przez rozbudowane poruszanie postaci, szeroki arsenał i różnorodność wrogów

Thumb Up

Mroczniejszy, poważniejszy ton względem oryginału

Thumb Up

Usprawnienie eskortowania Ashley, która bardzo ciążyła w 2005

Thumb Up

Bardzo dobre tempo akcji mimo znacznie bardziej rozbudowanej/dłuższej kampanii

Thumb Up

Wioska - tak lata temu, jak i dziś, macie moją sympatię!


Minusy:

Thumb Down

Stosunek między akcją a horrorem może nie spodobać się zwolennikom tego drugiego - to w znacznie mniejszym stopniu survival horror, a im dalej, tym mocniej jest to odczuwalne

Thumb Down

Ograniczenie zagadek i zarządzania zasobami

Thumb Down

Największe kompromisy w porcie na Switch 2 - brak 60fps nie razi tak, jak oszczędność w teksturach

8.5 / 10

Nasza ocena

Awatar

Niko Włodek

Postaw mi kawę na buycoffee.to


Komentarze (0)

Zaloguj się lub zarejestruj aby dodać komentarz