Nie jestem specjalistą od cozy gier. To wypada ustalić na starcie. Miewam z nimi okazjonalny kontakt, ale zwykle nie zatrzymują mnie przy sobie na długo. Nie moje tempo, nie moje emocje, nie moja stylistyka. Nie sprawia to jednak, że nie jestem w stanie docenić genialnego Stardew Valley, czy czerpać sporo satysfakcji z niedawnego Discounty.Pokemon Pokopia budziło spore obawy od momentu pierwszego zwiastuna. Zamiast skupić się na doszlifowaniu technicznego aspektu flagowej serii jRPGów, Pokemon Company do spółki z Game Freak skręcili w stronę symulatora życia. Na pokład zabrali jednak wsparcie studia Omega Force, która na swoim koncie ma już jedno udane przejście znanej marki w taki styl - tworzyli oni Dragon Quest Builders 2.
Gracze pokierują imitującym człowieka Ditto, który trafia do postapokaliptycznej wersji regionu Kanto. Świata, gdzie nie ma ludzi i szans na komfortowe życie dla Pokemonów. Ta mało cozy miejscówka wydaje się jednak idealnym płótnem dla gry tego gatunku - z nami za kontrolerem szybko stanie się bardziej kolorowa. Oczywiście na fabularnym torze produkcji pozostanie odkrycie tajemnicy tego startowego pustkowia, ale klasycznie dla takich gier główna linia fabularna jest jedynie wierzchołkiem góry lodowej.Dla graczy głównym motorem napędowym pozostanie zapełnianie Pokedexu i odkrywanie kolejnych Pokemonów. Jest ich tu 300 i pozyskujemy je poprzez zapewnienie im odpowiednich warunków do zamieszkania. Tworzymy je, pozyskując umiejętności od wcześniej spotkanych i zaprzyjaźnionych poków oraz projektując odpowiednie kombinacje przestrzeni - tu mowa o takich zestawach jak drzewo i trzy odpowiednio ułożone krzaki. Taki wystrój wnętrz zagwarantuje nam kilka rodzajów nowych stworków, co będzie jednak kosztowało… czas.
Czas jest tu zsynchronizowany z naszą aurą za oknem, a kolejne budowle wymagają naszych realnych godzin, a nie tylko tych komputerowych. To oczywiście wydłuża nam całe doświadczenie i rozciąga obcowanie z grą, jeśli skupieni pozostaniemy wyłącznie na głównym wątku - co oczywiście nie jest wskazane, bo gra oferuje więcej, ale nie osądzam. Motyw, który dla jednych pozostanie niezauważony, a nawet doda nutkę ekscytacji, gdy jutro zobaczą w danym miejscu coś nowego, a dla drugich będzie ślamazarną koniecznością, która nawet może ich wykoleić - wiecie lepiej, jakimi graczami jesteście.W dużym skrócie tak wygląda tutejszy gameplay loop. Kręcić się będziemy wokół podobnych wyzwań i za sprawą odkrytych Pokemonów poszerzać wachlarz swoich możliwości. Odwiedzimy kolejne porcje mapy i w domyśle postawimy na wcześniejszych zgliszczach coś przypominającego faktyczne miasto - najbardziej zajawieni gracze już stworzyli tu cuda! Nad wszystkim pieczę trzyma profesor Tangrowth, a główna linia zadań zakłada kolejne budowle, kolejne odkrycia i nieustanne oraz niezliczone prośby od naszych towarzyszy. Zapewnienie im odpowiednich warunków do życia, czy choćby do zabicia nudy, to nasz obowiązek, za co oni zamierzają się odwdzięczyć przy naszych problemach.
Tworzy to esencję gier cozy, która przy zminimalizowaniu udziału Game Freak, nie wygląda, jakby wybudziła się z dziesięcioletniej hibernacji. Pokopia jest artystycznie schludna, prowadzona w spokojnym tempie, ale, co dla niej najważniejsze, zawsze daję poczucie, że masz tu coś do zrobienia. Są sekrety do odkrycia, przedmioty do scraftowania i Pokemony do odszukania.Oczywiście nie jest tak, że gra nie ustrzegła się błędów. Jest to produkt wysokiej jakości, ale dla tych mniej zamiłowanych do gatunku cozy, może jawić się jako produkt dość powtarzalny. Jest tu też sterowanie, do którego trzeba się przestawić - nasza akcja pozostaje aktywna cały czas, a wskaźnik działania jest duży i paradoksalnie nieczytelny, więc wielokrotnie zdarzy się wam podnieść coś, czego ruszać nie chcieliście. Niezliczoną ilość razy wyrwałem te krawężniki, tylko po to, żeby zaraz chcieć je położyć ponownie, bo kto by chciał szpecić chodnik. Mało zrozumiała jest też decyzja o rozstrzale naszych zasobów. Ilość naszych materiałów rośnie w zastraszającym tempie, a skrzynki mają swoją pojemność. Chciałbym mieć komfort posiadania skrzyni, która, oczywiście w magiczny gamingowy sposób, łączyłaby wszystkie zasoby w studni bez dna i pozwalała je podnieść z każdej kolejnej skrzyni - coś jak, żeby dać idealne porównanie w takich klimatach, Resident Evil! Niestety tu każda skrzynia to tylko do tej konkretnej wrzucone rzeczy, co utrudnia zarządzanie materiałami.Jeśli jesteś fanem cozy gier, to Omega Force przyszło z Twoim kolejnym uzależnieniem. Jeśli dodatkowo jesteś fanem Pokemon - do zobaczenia kiedyś tam, jak odłożysz konsole. To bez wątpienia bardzo dobry tytuł, który bazując na doświadczeniu twórców, doskonale wiedział, jak ma wyglądać ta spirala wciągająca nas coraz mocniej. Minusy są, ale w ostatecznym rozrachunku to większe bądź mniejsze detale. Małe rysy na solidnie wypolerowanym produkcie.
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie Conquest Entertainment
Plusy:
Pokemony dawno (nigdy?) nie wyglądały tak dobrze
Możliwość rozmowy z nimi, opieki, jak i ciągłego obcowania - spełnienie marzeń poke-świrów
Zawsze masz tu coś do zrobienia - a to koronny atut każdej szanującej się gry cozy
Postapokaliptyczne umiejscowienie akcji to zarówno świetna wymówka do oddania nam czystego terenu do zagospodarowania, jak i ciekawy zabieg fabularny - tajemnica i postawienie nas w roli ostatniej nadziei
Minusy:
Sterowanie bywa zwodnicze
Łatwo się pogubić z ciągle rosnącą ilością zasobów