Zamiłowanie do gatunku bywa przekleństwem, bo czasami pcha Cię w kierunku, w którym nie powinieneś iść. Tak trafiasz na gry, które już u swych podstaw są złe i nawet swym ciekawym pomysłem nie będą w stanie się uratować. Reptilian Rising przenosi nas do czasów retro, gdzie gry planszowe miały się dobrze, a krzyżówki różnych uniwersów były celebrowane przez dzieciaków. W grze przyjdzie nam zebrać ekipę bohaterów/pionków, która będzie reprezentować postaci znane z popkultury, mitologii czy historii świata. Robin Hood i Albert Einstein. Spartakus i Winston Churchill. Normalnie znać się nie mogli, a w Reptilian Rising spróbują odeprzeć atak wszelkich gadów, które tę czasoprzestrzeń chcą zaburzyć.
Każda era to zestaw kilku misji zakończonych walką z bossem, które opierają się na przejmowaniu portali. Portali, które w dłuższej perspektywie pozwolą przenieść się w czasie naszym jednostkom i pomóc w trakcie bitwy. Każda misja to także okazja na wyciągnięcie ręki w kierunku otwartego portalu i uratowanie z niego nowego bohatera, który dołączy do naszej ekipy na przyszłe wyprawy - wybieramy go spośród trzech przewidzianych na dany etap. Tym sposobem zaczynamy tworzyć barwną armię, gdzie przy ilości dostępnych bohaterów próżno liczyć na przesadną różnorodność. Funkcjonuje tu kilka typów jednostek - klasycznych: wojownik, dystansowy/łucznik, tank - a każdy z nich ma swoje mocne i słabsze strony oraz… … nie zmienia zbyt wiele wewnątrz samej misji.
Wszystko dlatego, że ta gra jest taktycznie uboga. Plansze są małe, a jej gameplay jest przeraźliwie nudny i momentami uciążliwy w sterowaniu - to sztuka dla turówki na gridzie/kafelkach! Przeciętnie zostało to przeniesione na układ kontrolera i zdecydowanie za dużo trzeba wyklikać, będąc pozbawionym wygodnych skrótów. Praktycznie każdą akcję musimy potwierdzić - nawet jeśli jest ona jedyną dostępną opcją i można było ją zautomatyzować bez żadnej szkody. Jednostki zazwyczaj są “ociężałe”, “powolne”, sztucznie wydłużają zabawę. Podobnie ma się sprawa z mechanikami wewnątrz gry, gdyż zawsze musimy się mierzyć z najazdem dodatkowych sił nieprzyjaciół - co taktycznie mnie irytuje - misje są do siebie łudząco podobne, a przejęcie takiego portalu (kilka jest w każdej misji i to główny cel) to kwestia kliknięcia go dwukrotnie - najlepiej dwoma różnymi postaciami, bo każda ma ruch i akcję w swojej turze. I tak, nawet jeśli wybierasz tę akcję przejęcia, to i tak będziesz musiał wybrać potem dany portal, choć stoisz przy jednym i jeszcze potwierdzić grze tę akcję, bo wiecznie jesteś podejrzewany o pomyłkę. A że kursor jest słabo widoczny, to tylko dokłada do pieca frustracji…
Słabo widoczny, bo ta gra jest brzydka. Nie wiem, jak poradzi sobie na innych sprzętach, ale dedykowana NSW1 jest totalnie rozmazana i oczy od niej potrafią rozboleć. Wszystko jest umowne, pozbawione detalu, a czasem i jednostki trudno od siebie odróżnić! To wszystko wydaje się rozlewać na naszych oczach, a screeny to i tak są ładne w porównaniu do tego, jak to wygląda w “akcji”. Doceniam pomysł, bo taki zbiór postaci, to jak mokry sen bawiącego się zabawkami z różnych serii dzieciaka. Każda do siebie zaczyna pasować. To w ten motyw poszli mocno i to hołd takiej formie zabawy chcieli tu złożyć - wszyscy bohaterowie wychodzą nawet z pudełek, gdy dołączają do ekipy. Ta retro stylistyka lat 80’ się sprawdza. Julisz Cezara walczy z jaszczurkami. Absurd, ale tak właśnie działała wyobraźnia, która dziś jest nieco zapomniana przy rozwoju technologii. To naprawdę ciekawy punkt wyjściowy, który wykorzystany został na poczet bardzo prymitywnej (!) gry taktycznej, która nawet nie siliła się na coś ekstra. Ta gra robi wszystko, żebyś od niej odszedł i może faktycznie poszedł, lepił zamki z piasku - wydaje się bardziej produktywne.
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie JF Games
Plusy:
Retro stylistyka i pomysł wyjściowy, który miesza ze sobą różne ery i bohaterów
Minusy:
Przerażająco nudna - tak pod kątem budowy misji, jak i tempa wewnątrz każdej
Fatalnie przeniesione sterowanie na kontroler - wszystko trzeba potwierdzać, nawet jeśli to jedyna opcja w obrębie kilkunastu pól (może z komputerową myszką będzie to mniej trapiące, ale tu…)
Paskudna wizualnie - rzadko idę w te tony, ale na te rozlane tekstury nie da się patrzeć, a detali próżno szukać