Pokemon Lets go Eevee

Właściciel zdjęcia: Game Freak

Recenzja Pokemon: Let's Go. Eveee!

Kto z nas nie zna przenośnych stworków, niech pierwszy rzuci pokeballem! Pocket Monster, bo od tego wzięła się nazwa “Pokemon”, od 1996 roku bawią nas nieprzerwanie. Około 20 filmów pełnometrażowych, anime, manga, gry karciane, gry na wszelakie konsole, ciuchy, torby, gadżety  elektroniczne. Pokemony znalazły drogę do praktycznie każdego aspektu naszego życia. Sam mam gumki na gałki od Joy-Conów w kształcie pokeballi. Kolejne produkty związane z tym światem, tylko udowadniają, że ta marka, która była, jest i będzie z nami jeszcze bardzo długo.

Sam pamiętam, jak jako dzieciak, zagrywałem się w spolszczoną wersję Pokemon RED na emulatorze GameBoya. To był wtedy hit i każdy na podwórku w to grał. A w szkole porównywało się poziomy swoich stworków albo rozmawiało, gdzie je złapać. Znajomość choćby podstawowych pokemonów była wymagana wszędzie.

Gry Pokemon: Let's Go. Eveee! oraz Pokemon: Let's Go. Pikachu! zostały wydane w 2018 roku. Czyli już jakiś czas temu. Jednak czy bawią one ciągle tak samo?
SCREEN - 01

Fabuła


Jako młody trener pokemonów chcemy wyruszyć w świat z naszego rodzinnego miasta Pallet Town i stać się najlepszym trenerem. Naszym marzeniem jest złapać wszystkie Pokemony oraz zostać mistrzem ligi pokemon. Przed wyruszeniem w świat spotykamy profesora Oaka, aby porozmawiać i otrzymać od niego naszego pierwszego pokemona. Nagle koło nas pojawia się Eveee na spidzie. Dlaczego na spidzie? Jak inaczej nazwać fakt, że nawet w pokeballu udało mu się poruszać i uciec do laboratorium. Najważniejsze jest jednak to, że w ten sposób zdobywamy naszego pierwszego pokemona.

Mechanika gry


Jeśli ktoś grał w pierwotną wersję (czyli Pokemon RED), to będzie wiedział, o co chodzi w tej grze. Opisywana produkcja to po prostu jej całkowicie odświeżona wersja. Mamy te same ścieżki, miasta, tych samych przeciwników. Zmieniło się kilka mechanik, ale o tym w dalszej części tekstu.

Na początku rozgrywki dostajemy kontroler do wyboru. Jeden z Joy-conów, pokeball (który kosztuje ponad 300 zł!) lub tryb handheldowy. Na padzie grać niestety nie można. Ma to związek z mechaniką łapania pokemonów. W pierwszym przypadku, mamy nieruchomy ekran i skaczącego po nim pokemona. Ruchem nadgarstka z joy-conem rzucamy pokeballem. Od tego, jak mocno machniemy i pod jakim kątem zależy gdzie poleci nasza kulka do łapania pokemonów. W tym ostatnim trybie, ruszając konsolą, ruszamy kamerą i w ten sposób celujemy, aby w końcu poprzez naciśnięcie przycisku, rzucić w niego pokeballem.
SCREEN - 02
Zmieniła się również mechanika spotykania dzikich pokemonów. Już nie musimy ich szukać w krzakach, a następnie z nimi walczyć, aby łatwiej było je schwytać. Są one normalnie widoczne na mapie i sobie spacerują. To zdecydowanie ułatwia grę. Jeśli chodzi o łapanie, to jak wspomniałem, dosłownie machamy kontrolerem. Na pokemonie pojawia się zwężający się okrąg. Im później i im celniej rzucimy pokeballem, tym większa szansa na złapanie stworka. Fajna zabawa zręcznościowa wymagająca skupienia. W tej wersji wszystkie pokemony, jakie mamy przy sobie, dostają doświadczenie za złapanie dzikusa. Czyli już nie musimy robić jak ja za czasów GameBoya, gdy silnym pokemonem prawie zerowałem HP przeciwnika, a potem najsłabszym stworkiem dobijałem go (aby ten słaby mi się rozwijał). Pokemony doczekały się też płci oraz rozmiaru. Nie ma to znaczenia, ale jest to ciekawe. Te zmiany sprawdzają się naprawdę fajnie. Gra dzięki temu jest płynniejsza. Nie biegam bez końca w trawie, aż “coś się złapie”. Sami decydujemy, którego z otaczających nas zwierzaków łapiemy.
SCREEN - 03
A jak jest z rozwojem stworków? Łapiąc jakiegoś nowego pokemona, dostajemy odpowiednią ilość XP. Jego wielkość jest zależna od techniki i momentu rzutu oraz poziomu samego dzikiego pokemona. Po jego złapaniu zdobyte doświadczenie rozdziela się między pokemony noszone przy sobie (maksymalnie 6). Oczywiście walki z innymi trenerami również dodają nam doświadczenia. Wraz z kolejnymi poziomami naszego stworka, zwiększa on statystyki, a dodatkowo może on ewoluować. Każdy pokemon ma określony poziom ewolucji (do znalezienia w sieci). Niektóre potrzebują odpowiedniego artefaktu lub należy je z kimś wymienić.
SCREEN - 04
Walka wygląda standardowo. Dwóch trenerów i ich pokemony. Podczas walki mamy różne cutscenki. Kamera raz robi zbliżenia na nas, raz na wroga, a innym razem na pokemony. Czujemy się jak podczas relacji sportowej. Oczywiście w trakcie walki możemy zmieniać pokemony, a każdy z nich może mieć do 4 umiejętności. Poza zwykłymi atakami mamy też takie odpowiednie dla danego typu pokemona  pokroju: Ember — atak ogniem, Gust — podmuch wiatru. Są też umiejętności wpływające na statystyki nasze lub oponenta. Za walki dostajemy pieniądze, które potem wykorzystujemy do kupienia pokeballi lub innych przedmiotów w sklepie. Należy też pamiętać o doborze pokemonów do oponenta. Pokemon elektryczny za dużo nie zrobi kamiennemu. A pokemon, który się podkopuje pod wroga, raczej nie sięgnie latającego. W związku z tym, nasza taktyka też ma znaczenie.

Gra, w porównaniu do swojego pierwowzoru, posiada bardzo dużo usprawnień. I to dobrych. Szukanie i łapanie pokemonów, łączność z innymi graczami czy grą Pokemon GO, rozdzielanie doświadczenia pomiędzy nasze stworki. Umiejętność cięcia drzewek (blokujących niektóre ścieżki) i przymus posiadania przy sobie pokemona, który ją posiada, odchodzi w niepamięć. Teraz to nasz pupil to potrafi i gdy zdobędziemy tę umiejętność, zawsze możemy z niej skorzystać. Wszystko, co zmuszało mnie do kombinowania w dziwny sposób w wersji na GB, tutaj jest usprawnione.
SCREEN - 05
Dla kogoś może być jeszcze ważne, że ta gra posiada tylko pokemony pierwszej generacji. Czyli około 150 różnych potworków. Nie spotkamy tutaj Chikority czy Wailmera.

Co robimy, jak złapiemy wiele takich samych pokemonów? Możemy je odesłać do profesora. Dostaniemy za to bonusowe rzeczy. W końcu, aby zdobyć doświadczenie, łapiemy te same po kilkanaście, kilkadziesiąt razy. Przeszukiwanie w naszym inwentarzu, zastanawianie się, który z nich ma z nami zostać, było momentami drażniące. 

Na zakończenie dodam tylko, że grę można połączyć ze swoją wersją Pokemon GO, która świętowała oszałamiającą popularność parę lat temu. Dzięki temu możemy transferować swoje Pokemony pomiędzy grami.

Rozgrywka


Przyznam, że przy tej grze bawiłem się świetnie. Pojawił się sentyment i wspomnienia lat młodzieńczych. Mimo upływu czasu dobrze pamiętałem, gdzie mogę spotkać konkretne pokemony albo gdzie są ukryte niektóre sekrety. Jednocześnie, jeśli ktoś nigdy nie miał styczności z pokemonami, nie będzie czuł się zagubiony. Gra prowadzi za rękę i wszystko wyjaśnia. Pokemon Let’s Go. Eveee! ponownie spowodowała u mnie potrzebę “złap je wszystkie!”. Odżyło pragnienie posiadania Charizarda, Pikachu czy Golema.

Grając w tę produkcję, przyszła mi do głowy pewna myśl. W innych grach mamy główny wątek, a zbieractwo i znajdźki są tylko dodatkiem. W Pokemonach to zbieractwo jest tak naprawdę głównym wątkiem. To jest coś, co się moim zdaniem sprawdza. Szukanie i łapanie pokemonów to nie tylko główna, ale i najbardziej ekscytująca część gry. Każdy złapany stworek, którego nie miałem do tej pory w kolekcji, każda ewolucja to niesamowita radość. Tak naprawdę, właśnie to stoi za sukcesem wszystkich produkcji powiązanych z tym światem. 

Kwestia, że mamy tu tylko pokemony z pierwszej serii uważam za plus. Te kolejne nigdy mi się nie podobały. Miałem poczucie tworzenia ich “na siłę”. Jeśli ktoś ma inne zdanie, to odnajdzie się w takich produkcjach jak: Pokémon Brilliant Diamond i Pokémon Shining Pearl czy Pokémon Legends: Arceus (wydany w tym roku). Do wyboru, do koloru. A co do ostatniej gry to mój redakcyjny kolega, niedawno przedstawiał jej recenzję. Zachęcam do przeczytania i jej pod tym linkiem
SCREEN - 07
Aspekty, które mnie irytowały, mają związek z bardziej dogłębnymi mechanikami. Choćby porządki w pokemonach, których mamy po kilkanaście jednego rodzaju. Brakuje mi też co-opa z prawdziwego zdarzenia. Ponadto gra jest po prostu łatwa. Nasz Eveee bez problemu radzi sobie z napotkanymi przeciwnikami, a ci są mało zaskakujący. Im dalej dojdziemy, tym przeciwnik ma po prostu odrobinę silniejsze pokemony. 

Audio i Grafika


Grafika jest przyjemna. Dostajemy tutaj dużo kolorów i delikatnych kształtów. Taka przyjazna i bezpieczna gra dla młodszych graczy. Wszystkie efekty specjalne jak uderzenia prądem, ogniste podmuchy, moce związane z pokemonami psychicznymi robią wrażenie.

W niektórych miejscach, na przykład PokeCenter, mamy możliwość zobaczyć pikselowe ikonki naszych pokemonów. Są one przeniesione z pierwotnej wersji i, mimo że nie pasują do pozostałej oprawy, to jednak budzą sentyment.
SCREEN - 08
Otoczenie, jakie mijamy, jest bardzo szczegółowe. Dookoła lasy, kamienie, trawa, budynki. Co prawda są to rzeczy powtarzalne. Niemniej jednak nie męczy to w żaden sposób. Nie jest to otwarty świat, ale jest on całkiem przyzwoicie wypełniony.

Audio jest za to dość ubogie. Mamy tu powtarzające się, proste melodie. Są ona różne w zależności od tego, czy biegamy po mapie, jesteśmy w mieście, łapiemy pokemony czy walczymy. Jednak dość szybko przyciszyłem dźwięki, bo mnie po prostu zaczęły irytować.


Plusy:

Thumb Up

Złap je wszystkie! — Znów czujesz się jak dziecko, które chce być trenerem pokemonów

Thumb Up

Grywalność — Syndrom “jeszcze jednego pokemona”, “jeszcze jednego przeciwnika”

Thumb Up

Sterowanie — Jest proste i intuicyjne

Thumb Up

Mechanika — Niektóre, irytujące elementy z pierwszej odsłony zostały rozsądnie poprawione

Thumb Up

Odświeżona grafika — Zostało to zrobione porządnie w sposób przyjemny dla oka


Minusy:

Thumb Down

Fabuła — Nie ma tu czegoś takiego. Po prostu chodzimy, łapiemy pokemony i po sznurku odwiedzamy kolejny gym-y

Thumb Down

Co-op — A w sumie to jego brak. Próba wprowadzenia czegoś na ten wzór średnio się sprawdza

Thumb Down

Poziom trudności — Gra jest dość prosta. Ciężko znaleźć tu jakieś prawdziwe wyzwanie

8 / 10

Nasza ocena

Awatar

Bartosz Skurpel



Komentarze (0)

Zaloguj się lub zarejestruj aby dodać komentarz