ARCEUS

Właściciel zdjęcia: Nintendo

Recenzja Pokemon Legends: Arceus

Przyznam szczerzę, że dawno żadna recenzja nie sprawiła mi takiego problemu. Dlaczego? Powinienem napisać to w podsumowaniu, aczkolwiek tym razem pozwolę sobie od tego zacząć: spędziłem w Hisui kilkadziesiąt godzin, Pokemon Legends: Arceus to bardzo wciągająca gra. Niestety poza tytułowymi pokemonami i główną mechaniką prawie nic tu nie działa. Gra jest najeżona niedziałającymi systemami, dziwnymi decyzjami twórców oraz elementami wciśniętymi na siłę. To wszystko razem po prostu nie sprawia wrażenia dobrze przemyślanego produktu, a raczej czegoś skleconego na szybko przez Game Freak, ponieważ wszystko z “Pokemon” w nazwie drukuje pieniądze.

Brzmi słabo? Nie będę ukrywał: recenzja będzie momentami bardzo krytyczna. Mimo wszystko ocena całej gry z powodów wymienionych wyżej nie jest aż tak zła. Zapraszam do lektury, gwarantuję, że nie znajdziecie tu pustego narzekania.
Obrazek 1 (1)

Pierwsze kroki w otwartym świecie


Wróćmy do początku, czym są nowe Pokemony? Przy recenzji Pokemon Unite pisałem, że jest to świetna franczyza do adaptacji pod gatunek MOBA. Nie inaczej jest z przejściem na open-world, które było od dawna wyczekiwane. Fani długo namawiali Nintendo na takie rozwiązanie, projektując fan-arty pokazujące jak to może wyglądać. Hitem były przerobione screeny z Breath of the Wild, które co jakiś czas okrążały internet. O tym, że fani mieli rację, przekonacie się, gdy tylko faktycznie będziecie mogli pochodzić samemu przez tereny świata Hisui. Jest coś niewiarygodnie urzekającego w obserwowaniu Pokemonów chodzących luzem po świecie. Zmienia to kompletnie dynamikę rozgrywki: nie ma już losowych walk w zaroślach, wszystkie stworki widzimy i to my decydujemy czy “wchodzimy” do walki, ignorujemy/uciekamy lub próbujemy z ukrycia złapać stworka do pokeballa. Jeśli chcemy zdobyć jednego konkretnego, nie ma problemu, by (w miarę) bezpiecznie przemierzać świat, aż go znajdziemy.
Obrazek 2 (1)
To wszystko jest ozdobione przepięknymi modelami pokemonów, które są naprawdę dopracowane i wyglądają dokładnie tak, jak każdy fan sobie wyobrażał. Animacje są zrobione w punkt, a efekty skilli mają wręcz zaskakujący rozmach. Na plus są również modele postaci, a szczególnie mimika.  Modele są dosyć proste, ale w połączeniu z mocno przerysowaną mimiką (jak to w japońskim stylu), zdecydowanie dodają grze uroku.

Tyle dobrego


Kojarzycie absurdalnie wielki otwarty świat w Legend of Zelda: Breath of the Wild? W Arceusie go nie znajdziecie. Dlaczego? Ponieważ tak naprawdę, w tej grze nie ma w pełni otwartego świata. Jest kilka co najwyżej średniej wielkości map, między którymi są loading screeny. Czy w związku z tym możecie liczyć na lepszą grafikę? Jakby to powiedzieć… nie. Nie jest co prawda tak źle, jak w trailerach i gra nie gubi fpsów (przynajmniej grając w docku), ale jednocześnie jest tak źle, jak w trailerach - grafika wygląda jak tworzona na PS2. Często mówię, że grafika na Nintendo jest “po prostu ładna”. Tutaj nie jest i ładne modele tego nie ratują. Wspomniana Zelda wyszła na Wii U, a wygląda ładnie. Arceus wyszedł w 2022 r. To jest niedopuszczalne, szczególnie że brak w pełni otwartego świata pozwala podkręcić grafikę.
Obrazek 3 (1)
Tak, grafika jest tak zła
Zresztą to nie jedyny problem. Mogę zrozumieć, że każda gra wymaga tutorialu i dopiero wtedy możemy chodzić bez wirtualnej smyczy, ale czy to muszą być dwie godziny, kiedy praktycznie tylko klikamy, przez to, co mówią npc? W pewnym momencie zostajemy wysłani na “bardzo niebezpieczną misję”: musimy złapać trzy pokemony podczas jednego wyjścia z miasta, żeby “udowodnić swą wartość”. Nikt tego jeszcze nie dokonał, ale dla nas to próg wejścia, super. Z tych trzech pokemonów tylko jeden będzie wymagał czegoś więcej niż trafienie go Pokeballem, ale co zrobisz. Oczywiście, gdy tylko dołączymy do drużyny, będziemy łapać po kilkadziesiąt stworków podczas jednej sesji. Gra nawet nie próbuje ukryć, że fabuła to coś więcej niż ...

“Jesteś wybrańcem”


Rozumiem, że gra jest kierowana do młodszych graczy, ale może tak nie przeginać z infantylnością? Większość tego, co popularne jest aktualnie tak kreowane, żeby jednocześnie bawić tak rodziców, jak i dzieci. Kojarzycie np. Lego Przygodę? Fantastyczny film, mówię to jako trzydziestolatek, bawiłem się znakomicie. Kojarzycie Paper Mario? Śmiałem się jak szalony, chociaż zdecydowanie nie jestem głównym targetem. Tworzenie produkcji tak, żeby rodzice mogli się bawić razem z dziećmi nie jest przypadkowe, ale jakimś cudem Game Freak to przeoczył. Historia jest po prostu kuriozalnie zła. Motywem przewodnim jest “pomoc we wspólnym życiu ludzi i Pokemonów” stąd przez większość gry skupiamy się na eksterminowaniu populacji lub łapaniu jej w pokeballe. W pewnym momencie, gdy jeden z NPC faktycznie zauważa, że trochę brak w tym logiki, wystarczy go pokonać w walce, żeby zmienił zdanie. “Faktycznie, po walce widzę, że poprzez trzymanie zwierzaka w pokeballu więź między wami jest lepsza”. Nie przesadzam, dokładnie taką kwestię przeczytacie.
Zapasowy Eevee probuje ewoluowac w vaporeona
Generalnie twórcy chyba nie bardzo chcą “psuć” fabuły głównej serii, stąd akcja w Arceus dzieje się w przeszłości, kiedy ludzie dopiero się oswajają z Pokemonami. Skąd w takim razie npc wiedzą, że w takim Galar i Alola są inne formy lub inne Pokemony? Kto to wie? Inna sprawa, że przecież fabuła nigdy nie była mocną stroną serii. Zresztą skoro Hisui to Sinnoh w przeszłości, to nie powinno w nim być stworków powyżej czwartej generacji. Jak mówi internetowy klasyk: “Nie pytajmy Elronda, co się stało z czarnymi elfami”. Nasz bohater o to nie zapyta, ponieważ podobnie jak w grach z lat 90. jest niemym protagonistą. Lata 90. dawno minęły, nie zmienia to jednak faktu, że...

Mechaniki również są sprzed dwudziestu lat


Jak dziś pamiętam gdy w 2004 r. wyszło GTA: San Andreas. Punktem sprzedażowym była pełna wolność eksploracji. W końcu postać nie topiła się po wejściu do wody, można było pływać! 18 lat temu! Dobrze się domyślacie, w najnowszych pokemonach pływać nie można, a rzeki i jeziora pełnią funkcję “naturalnych” granic. Skakać też się nie da. Ciężko mi znaleźć kulturalne słowa na taki design, to jakiś przykry żart.

W kategorii mechanik ciężko powiedzieć cokolwiek dobrego. Game Freak starał się wcisnąć tu chyba każdą mechanikę znaną z open-worldów. Problem jest taki, że mało która ma tutaj sens:

  • Crafting - właściwie to będziecie robić tylko Pokeballe
  • Ekwipunek - Jest bardzo mały, wszelakich śmieci po świecie wala się od groma, a oczywiście ciężko powiedzieć co jest ważne, a co nie. Miejsce w inwentarzu możemy zwiększać i jest to na dobrą sprawę jedyny sensowny sposób użycia złota. Do kompletu na szczęście jest duża skrzynka, ale system nie ogarnia czy mamy itemy do questa, jeśli leżą w skrzynce. Kompletnie nieprzemyślane i nieprzyjazne graczom
  • Targetowanie pokemona - Działa tak jak w innych grach, czyli nie działa. Gwarantuje wam, że co najmniej co chwilę, stargetujecie innego stworka niż tego stojącego centralnie przed wami
  • Możemy wybierać wygląd postaci, ale jest on dużo bardziej ograniczony, chociażby względem gier na DS
  • Side questy - te ogólnie nie są złe. W większości przypadków, żeby zacząć quest musimy porozmawiać z npc pokazanym na mapie. Czasem dla “rozróżnienia” bierzemy questy z tablicy… które kierują nas do npc, który dopiero na poważnie zacznie questa. Czemu ma służyć takie wydłużanie biegania?

Do tego dochodzi system walki oraz Alpha Pokemonów, ale tu pozwolę sobie rozwinąć myśl.

Papier, kamień, nożyce, pokemon


System walki to stare, “dobre” papier, kamień, nożyce. To oznacza tyle, że balansu tu nie doświadczycie, a każda walka sprowadza się do użycia dobrej kontry i pokonanie przeciwnika jednym skillem. Większej taktyki nie ma w tym w ogóle. Dla zwiększenia głębi został zaimplementowany system szybkich lub mocnych ataków. Każdy posiadany skill można użyć jako “szybki”, czyli słabszy, ale zajmujący mniejszy fragment tury lub “mocny”, czyli odpowiednio mocniejszy i zajmujący więcej czasu. Do kompletu dostajemy element UI, który pokazuje, jaka będzie kolejność ruchów, jak w Final Fantasy X (kolejny nie najmłodszy tytuł…) do planowania taktyki. Problem jest taki, że takie rozróżnienie umiejętności rzadko kiedy ma na cokolwiek wpływ (wliczając w to kolejność działań, do czego został stworzony). W dodatku przeciwnik też może tego użyć, co kompletnie rozkłada jakiekolwiek planowanie taktyczne, ponieważ interface nie pokaże tego przed jego ruchem.

Podstawowa walka to jeszcze nie wszystko. Są jeszcze walki z bossami. Te polegają na… rzucaniu w nie itemami i omijaniu ich ataków. Co jakiś czas wchodzimy do walki, atakujemy raz (w przypadku użycia dobrej kontry), po czym wracamy do rzucania w bossa itemami. Czy ktoś w ogóle tę grę testował?!

Ok, jest jeszcze w miarę pozytywna rzecz. Co jakiś czas spotkamy Alpha Pokemona. To wprost dużo silniejsze wersje standardowych stworków. Te są całkiem ciekawe, ale nie są specjalnie trudniejsze: bierzemy kontrę i możemy mieć 20-30 leveli mniej i bez problemu go pokonamy, nawet łapiąc do pokeballa. W ten sposób dostajemy dużo silniejszego zawodnika do swojego teamu, co oczywiście sprawia, że expienie swojego składu jest właściwie bez sensu. 

Grind nie taki zły


Wypełnianie Pokedexa nie jest takie złe. Jasne to standardowy grind: poza złapaniem poka musimy jeszcze wykonać kilka zadań. Na szczęście wystarczy dziesięć, by zliczyło wszystkie: kilka złapanych, kilka pokonanych i ¾ zrobione. Z racji tego, że główny gameplay loop, jakim jest łapanie stworków jest mocno wciągający, to i taki grind nie jest najgorszy. Inna sprawa, że w Arceus są tylko 243 Pokemony z 898 co ponownie ciężko pochwalić.
Obrazek 4 (1)
It’s over Snorlax, I have a high ground
Pokemon Legends: Arceus to w dużej mierze te same Pokemony, które znamy od dawna: są stworki, są ewolucje, są fryzury łamiące prawa fizyki. Zmiana na otwarty świat nie przyniosła aż takiej rewolucji, jakiej wszyscy chcieli. Udowadnia na pewno olbrzymi potencjał, jaki niesie ze sobą ten model rozgrywki, niestety, dopóki Game Freakowi i Nintendo będą uchodzić płazem takie niedoróbki, nie dostaniemy w pełni jakościowej produkcji. Jak już wspomniałem na początku: główna mechanika naprawdę wciąga na długie godziny. Wciąga na tyle, że łatwo nie zauważyć słonia w pokoju, jakim są kolejne nietrafione pomysły. 

Po długim namyśle przyznałem tej grze ocenę 7/10. Być może trochę na zachętę, nie jestem pewien czy to nie za wysoka nota. Jednak skoro gra mimo wielu wątpliwych lub wprost złych elementów wciąga na kilkadziesiąt godzin, to znaczy, że coś w niej jest. Mimo to mam nadzieję, że dla dobra wszystkich poke-fanów wydarzy się coś, co zmusi Nintendo i Game Freak do przyłożenia się do kolejnych produkcji.


Plusy:

Thumb Up

Łapanie Pokemonów jeszcze nigdy nie było tak wciągające


Minusy:

Thumb Down

Fatalna grafika

Thumb Down

Fatalna fabuła

Thumb Down

Fatalne systemy

Thumb Down

Fatalne podejście do gry jako całości

7 / 10

Nasza ocena

Awatar

Konrad Lippert



Komentarze (0)

Zaloguj się lub zarejestruj aby dodać komentarz