Recenzja My Hero Academia: All’s Justice na Nintendo Switch 2
My Hero Academia to jedna z najpopularniejszych mang/anime ostatnich lat. Wywodząca się z tamtejszych shonenów opowieść, to dla dzisiejszej młodzieży coś, czym Dragon Ball był dla nas. Przedstawia ona losy specjalnej szkoły bohaterów, do której dołącza Izuku Midoriya. W nadziei, by zostać największym herosem na świecie. All’s Justice to najnowsza produkcja studia Byking Inc., która skupi się głównie na ostatnim arcu (nazwijmy to sagą bądź obszernym rozdziałem) całej historii.
* Choć użyłem tu pojęć sugerujących, jakbym orientował się w temacie, to warto zaznaczyć, że My Hero Academia kojarzę, ale żadnym fanem nie jestem, więc tu też nie dojdzie do analizy ewentualnych nieścisłości względem materiału źródłowego. My Hero Academia: All’s Justice to drużynowa bijatyka, która toczy się na arenach. Najczęściej w formacie 3v3, gdzie przy wielu przygotowanych trybach zostaniemy pozbawieni możliwości doboru postaci, dostosowując się do wydarzeń, które były przedstawione w samej mandze. To o tyle ważne, że nawet w tutejszym Story Mode nikt nie będzie przesadnie dbał o ludzi nieświadomych. Gra powstała z myślą o fanach, a swoich fabularnych zaległości nikt tu nie nadrobi.
Wewnątrz produkcji znajdziemy szereg trybów niosących swoje nagrody. Poza bardzo chaotycznym drzewkiem Story Mode, które potrafi skakać z postaci na postać, a do roli tutoriala sprowadzić kluczową walkę, mamy zestaw pojedynków archiwalnych dla mangi (starszych niż to, na czym się skupili w głównym wątku), wspomnień poszczególnych bohaterów, czy misji drużynowych. Za menu robi tu quasi-otwarte miasto, które możemy przemierzać jako Izuku lub skorzystać z telefonu komórkowego, który przyspieszy nam przebieżkę i przeniesie do pożądanego trybu. To trochę przykład “otwartości”, która jest tak nijaka, że można się nią chwalić wyłącznie na banerach reklamowych. Dużym plusem produkcji jest bogaty roster 68 postaci. Mówimy tu praktycznie o pełnym przekroju znanych bohaterów, którzy dostaną tu swoje wszystkie ewolucje - nie będzie to jednocześnie tak rażący przykład jak najnowszy Dragon Ball, gdzie postaci mogło być więcej, ale 40 z nich to Goku.
Sęk w tym, że przy tym systemie walki, to… wieloma z nich walczymy podobnie. Byking Inc. już gościło na tej stronie, gdy na Switch debiutowała gra Jujutsu Kaisen Cursed Clash. Tam już miałem sporo uwag do prostoty systemu, co nadrabiał sposób przedstawienia, więc w myśl żelaznych standardów anime bijatyk - nic się nie zmieniło! My Hero Academia: All’s Justice, to również coś, co złośliwie można by było nazwać przerostem formy nad treścią. Rzecz, na którą miło popatrzeć, ale gameplayowo to w dużej mierze spamowanie jednego przycisku, który da nam pożądane combo. Nie jest to miejsce dla żądnych kombinacji, czy szlifowania skilla. To pole przyjazne dla raczkujących z gatunkiem, gdzie należy przede wszystkim rozsądnie dysponować zasobami, jak charakterystycznym dla serii Plus Ultra. Wszystko będzie oczywiście okraszone krótką animacją wybijającą nas z bitewnego rytmu, ale już nie w tak rażący sposób, jak to było w przypadku wspomnianego Jujutsu Kaisen. Tam walka znacznie częściej toczyła się na większym dystansie, a poszerzony format (więcej postaci na ekranie) sprawiał, że ktoś inny używający magii podkradał nam praktycznie całą orientację w terenie. Tu, choć to team battle, to bijemy się 1v1 dopóki nie wykończymy kolejno wszystkich z drużyny przeciwnej, więc takie nieprzyjemności nie będą aż tak rzutować na odbiorze.
Może dlatego gra się w to zwyczajnie lepiej, a prezentację wynieśli na jeszcze wyższy poziom, oferując więcej cut-scenek z pełnym voice-actingiem, jak i momenty poszerzające lore (rozmowy niedostępne w mandze/anime). Czy to sprawia, że to dobra bijatyka? Niekoniecznie. To dalej prosty fighter z bardzo płytkim movesetem. Byłoby kłamstwem napisanie, że potrzebowałem się dostosować do danej postaci, bo różniła się ona od poprzedniej. Dla mnie to wszystko było płaskie. Oczywiście są tu dwie metody sterowania - normal i manual, gdzie ta druga wymusza od Ciebie więcej wkładu za kontrolerem, ale czy to znacząco poszerza wachlarz możliwości? Nie. Wciąż będzie to podobnie gładkie doświadczenie. Na domiar złego Byking Inc., to mistrzowie powtarzalności, którzy potrafią przewałkować nas przez tę samą walkę trzykrotnie, zanim pozwolą nam zmianę scenerii w swoich trybach. Rozumiem, że to są tropy znane dla anime, gdzie walka z antagonistą potrafi trwać X odcinków, ale w grze dałoby się to poczucie ominąć - bo zaraz dojdziemy do absurdu, gdzie zadaje w bijatyce jeden cios na 20 minut. Podobny brak “postaranka” widać na wielu innych płaszczyznach, gdzie praktycznie każdy tryb wiąże się z poczuciem znużenia. Mniej znaczy więcej, to nie jest zasada, którą wzięli sobie do serca. Tu raczej kopiuj-wklej i trzymaj ich jak najdłużej przed ekranem, zanim zorientują się, że tryb online umarł śmiercią naturalną i próżno tam doczekać się rywala (nie znalazłem, choć byłem w okolicach premiery) - tu jednak nadmieńmy, że to dość stała rzecz w kontekście Switcha, gdzie głównie Mario Kart zabiera całą online’ową uwagę graczy. Ta gra może dawać odrobinę frajdy z tego, jak wygląda i ile się tu dzieje. Na pierwszych metrach to nawet się uśmiechałem do ekranu, by później mieć powtórkę z rozrywki tyle razy, by wybić mi ten uśmiech z ust na dobre. Za dużo dróg na skrót i za dużo chęci na przedstawienie MHA, a nie zrobienie dobrej bijatyki w świecie MHA. I dopóki to będzie myśl nadrzędna twórców, dopóty tak to będzie wyglądać.
Dziękujemy za klucz do recenzji wydawcy
Plusy:
Dobra prezentacja całości - oczywiście i tu sporo dróg na skrót, ale cutscenek więcej niż w poprzedniej grze studia
System walki, który zdecydowanie lepiej reaguje na efekciarstwo - tu znów porównanie do poprzedniej gry Byking Inc.
Bogaty roster postaci
Minusy:
Płytki system walki
Powtarzalność w trybach, w arenach, jak i w samych pojedynkach (to ostatnie związane z powyższym)