W teorii każdą grę można sobie racjonalizować. Powiedzieć, że budżet, że mały zespół, że tak miało być i że nie kosztuje wiele. Jakbym pozycjonował każdą grę pod jakieś wygodne dla niej kategorie, to każda by miała wysoką ocenę, a cały sens tej strony przestałby istnieć. I ja wiem, że znajdą się tacy, którym rodzime #DRIVE Rally przypadnie do gustu, ale w moim odczuciu takie równie niszowe Old School Rally już jest produktem lepszym, a w bogatsze produkcje strach się zapuszczać. Jeśli pamiętasz dawne czasy, to pewnie grałeś w Colina i inne rajdówki. Nawet Ci mało samochodowi mieli z nimi styczność. Oferowały one przyjemny model jazdy, wyzwanie i potrafiły motywować do polepszania swoich rekordów. Wtedy takie gry miały żniwa. Były XPandy i inne Richardy Burnsy. Każdy miał swoją ulubioną. Potem zaczęła się mania tuningu, ulicznych wyścigów, nitro, a takie szlifowanie swojego czasu zaczęło słabnąć.
#DRIVE Rally chcę nawiązać do tamtych chwil (co samo w sobie jest celem szczytnym!), choć obiera bardzo zręcznościowe podejście do jazdy. W menu znajdziesz opcje klasyczne pokroju mistrzostw i pojedynczego wyścigu (również lokalnie z kolegą, ale nie na podzielonym ekranie), jak i mniej oczywistą swobodną jazdę. Ta zakłada zbieranie znajdziek i… prawdopodobnie mało kogo będzie interesować, ale samo jej umieszczenie uważam za ciekawy dodatek. W mistrzostwach znajdziesz podział na kilka tematycznych krain, gdzie wewnątrz czeka Cię kilkadziesiąt wyścigów. Walk o topowy czas na dość krótkim odcinku. W teorii to powinno być clou tej gry. Przewodni tryb, który napędza do grania. W praktyce jest jednak jednym z nudniejszych i bardzo pokracznie przedstawionych. Samo menu, które przedstawia kolejne wyścigi w formie księgi, jest mało czytelne. Nieprzystępne, brzydkie i cierpiące na przypadłość przerostu formy nad treścią. Brakuje tam konkretów, czy jakiejś klasyfikacji, która mogłaby dorzucić jakąś nić rywalizacji. To po prostu seria kolejnych wyzwań.
Wyzwań bardzo do siebie zbliżonych, bo każda kraina jest w swej formie ograniczona. Ma inne trasy, zakręty, ale to tylko zmienne teoretyczne. Na ekranie będziesz w dużej mierze oglądał to samo. Bez zmiennych warunków pogodowych, a i nie przypominam sobie nawet trybu dnia i nocy - po prostu jedziesz to samo. Jak piach to piach jak śnieg to śnieg. Sama jazda jest… kiepska? Jeśli lubisz czuć auto, opanowywać je z każdym zakrętem i kontrolować coraz lepiej, to tu niekoniecznie to znajdziesz. Sprawia to wrażenie, jakby kurek z wszystkimi parametrami został podkręcony. Hamulec tradycyjny działa praktycznie jak ręczny, a auto momentalnie hamuje, gdy tylko nie ma pod sobą śniegu (to w sumie jedyna wyczuwalna zmienna, a śnieg to zaledwie jedno z mistrzostw). Niby jest delikatna różnica między tymi szybszymi wozami, ale to też sprawy dość marginalne w moim odczuciu.
Co gorsza, auto jest stale przypisane do mistrzostw, więc jesteś skazany na to samo jeszcze mocniej - jakby same trasy nie krzyczały “nuda” dostatecznie wyraźnie... To bardzo (!) szybko rodzi wtórność i buduje niechęć do tej gry. Gry, w której nie wiem, jak działa wymóg czasu, ale trudno mi było nie skończyć jako pierwszy. Na start (przy pierwszym pomiarze) pewnie będziesz na minusie, a potem, choć wcale nic wyjątkowego nie pojechałeś, to zaczniesz się wysuwać na prowadzenie. Jak to działa? Jak chce!
Z racji, że nie jest to gra o wysokim budżecie, to też musicie mieć świadomość o nieustannych pop-inach obiektów na ekranie (drzewa rosną w ekspresowym tempie), a model zniszczeń nie istnieje tu wcale. Rozumiem arcade, ale słabo w 2026 ogląda się takie wyhamowanie do zera po starciu z barierką. Trochę jakby grę na premierę oferowała CyberMycha. I ten dość negatywny obraz całości zakończmy tym, że na Nintendo Switch (1, bo NSW2 tu nie byłoby potrzebne) gra dojechała w cenie 92 złotych, kiedy na Steam jest dostępna za 42,- Oddam im tyle, że na start kosztowała tam ponad 60,-, co i tak nie zmienia dość smutnego pułapu na sprzęcie Nintendo. Pułapu totalnie niewskazanego i nieprzekładającego się na zawartość. Ograniczenia na każdym polu, wtórność, kiepski model jazdy.
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie Mark Allen PR
Plusy:
Rajdówki zawsze mile widziane? Przy tak postawionej poprzeczce pewnie da się tym bawić
Swobodna jazda - niby dodatek, niby nie będzie ważny dla większośc, ale doceniam, bo rzadko spotykany w takich grach
Minusy:
Kiepski model jazdy - bo nawet jeśli arcade’owy, to bez satysfakcji po stronie gracza
Mało przejrzyste, nieczytelne, nijakie menu mistrzostw
Brak modelu zniszczeń
Nieustanne pop-iny obiektów na trasie
Ograniczenia wyboru samochodu w mistrzostwach
Tryb lokalny bez podzielonego ekranu - to mógłby być ratunek
Design tras jest szalenie wtórny i ma się wrażenie jeżdżenia tego samego