Recenzja Tetris: The Grand Master 4 na Nintendo Switch
Tetris to bez wątpienia jedna z najlepszych gier w historii. Poważny kandydat do największego dzieła gamingu, które do dziś jest wielbione w różnorakich formach. Dla jednych zwykłe układanie klocków (Tetromino), dla innych ciągła potrzeba rozwoju i doskonalenia swoich umiejętności. Dominującym produktem na tym polu stał się od kilku lat Tetris Effect, który połączył nienaruszalny fundament gameplayu z bardzo artystycznym podejściem. Gra wybitna, ale nie jedyna. Mieliśmy Tetris Forever, który celebrował historię i w jednym z trybów potrafił przenosić nas pomiędzy różnymi wersjami Tetrisa, a od 1998 roku istnieje seria TGM - The Grand Master.
Kilka dni temu powitaliśmy na Switchu czwartą odsłonę tej serii, która po 20 latach przerwy dzielącej ją od trójki, zawitała na PC w zeszłym roku. Nie będę ukrywał, że aż tak biegły nie jestem i aż tak zakochany za młodu w tym nie byłem, więc to mój pierwszy kontakt z TGM. Jak sama nazwa wskazuje to produkt targetujący maniaków. Tych, którzy naprawdę biorą sobie do serca ten wspomniany rozwój, a większość gamingowego czasu przepalają właśnie na tej klasycznej planszy. To rzecz, która winduje poprzeczkę i zmusza do adaptacji. Sam podobno układam szybko, ale wierzcie mi, nie układam TAK szybko. TGM4 przemieliło mnie, wypluło i zostawiło… z uśmiechem.Tu klocki pojawiają się praktycznie na samym dole, a jedyna forma ich utrzymania w ryzach, to ciągłe kręcenie i szukanie rozwiązania. Chwila zawahania to wasz koniec.
Gra podzielona jest na wiele trybów. Są te bardziej casualowe, które stopniowo zwiększają nam trudność, szkolące, ale i takie, które od razu biją jak Lennox Lewis Gołotę - cytując Marcina Dańca, raczej nie mrugajcie. Taki podział pozwala jednak dobrać coś odpowiedniego dla siebie. Tryb Normal mówi sam przez się, ASUKA to średniozaawansowany terminator, gdzie już mówimy o pełnym speedzie, a MASTER to rzecz dla masochistów, którzy T-Spiny robią we śnie. W grze dostępny jest również nieco bardziej udziwniony tryb KONOHA, który zakłada spuszczanie wielkich bloków, ale to w zasadzie jedyne novum w Tetrisowym uniwersum. Sęk w tym, że jeśli ktoś przyzwyczaił się do Effecta lub potrzebuje w grze jakiegoś bardziej wyraźnego sensu progresji, to tu go nie znajdzie. To też sprawia, że bardzo trudno recenzować taki produkt. To Tetris. W swojej szybkiej, brutalnej i niewybaczającej błędów formie. Absolutnie nic poza tym. Menu jest proste niczym wyrwane Game Boya, a Twoja jedyna radość, to... Tetris. Tu zacząłem się zastanawiać, czy w ogóle jest sens windowania poprzeczki i wydawania kolejnych odsłon. Czym miałoby się różnić TGM4 od takiego TGM3, gdzie, zakładam, już było trudno i mogłeś się rozwijać. Okazało się, że… jest po prostu słabsze. Nie będę tu podejmował dyskusji, ale to może pokazywać pewną stagnację, którą trudno będzie Tetrisowi przeskoczyć. Jak ktoś się zakochał, to już to zrobił i bawi się pewnie tak samo dobrze w wielu innych wariacjach (pomijając absolutny top zwany Effect). Na rozgrzeszenie fakt, że TGM na Nintendo Switch jeszcze nie mieliśmy (w pełnoprawnym wydaniu, nie licząc Arcade Archives dla koneserów), więc możecie spuścić sobie wpie… klocki na planszę.
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie Arika
Plusy:
To wciąż Tetris, czyli absolutny peak gamingu, który nijak się nie starzeje - tu w wersji dynamicznej, brutalnej i niewybaczającej błędów…
Minusy:
…ale to dla wielu może być TYLKO Tetris, gdzie zabraknie bardziej wyrazistego poczucia progresji, czy też większego zróżnicowania