Chaos, szaleństwo i finalnie nienawiść do współgrającego uśmiech. Heave Ho to kooperacyjna gra, w której naszym celem było dotarcie do mety, przy czym plansza nie była zbyt szczodra w platformy i wymuszała współpracę z innymi na fundamentach fizyki - wyrzucenie kompana w powietrze, w nadziei, że się chwyci docelowej platformy. Gameplayowo możesz łapać się powierzchni lewą lub prawą ręką - tu odpowiednie przyciski R/ZR na kontrolerze - a cała reszta gry, to już manewrowanie analogiem. Od kilku dni gościmy na Switch 2 drugą odsłonę, którą od jedynki dzieli 7 lat. W tym czasie Le Cartel Studio wyciągnęło kilka wniosków z oryginału i upewniło się, że kolejne rozdziały kampanii nie będą się różniły wyłącznie kolorystyką. W poprzedniej części motyw plansz się zmieniał, ale w dużej mierze trzymaliśmy się tego samego - dotrzeć do mety. Czasem ograniczano nam widoczność, innym razem zmuszało do bujania się na lianach, ale łatwo było złapać zadyszkę.
Heave Ho 2 to przede wszystkim pomysłowość twórców. Owszem, tu też nadrzędnym celem jest dotarcie do mety, ale już sposób wykonania poszedł znacząco do przodu. Dla przykładu rozdział detektywistyczny zmusi do małych zagadek, a kosmiczny do nawigacji rakiety. Wszystko wciąż tonie w tutejszej pokraczności i konieczności współpracy, ale cała ta otoczka pozwoli wytrwać przed ekranem nieco dłużej. Oprócz kooperacyjnej kampanii do 4 graczy (rozgrywanej lokalnie, online lub przy wsparciu GameShare), mamy tu dość ograniczony tryb Showdown z rywalizacją, która zakłada ściganie się z innymi graczami lub próbę przetrwania na planszy jak najdłużej. Czy niesie to wielką wartość? Niekoniecznie. Raczej będzie to ciekawostka na raz czy dwa, ale nie ma tam nic, co trzymałoby przy ekranie dłużej.
Kluczem jest tu kampania, a radość z gry rośnie wraz z ilością graczy. Jeśli będziecie wyłącznie we dwójkę, to czasami pojawi się pomocnik napędzany sztuczną inteligencją, który potrafi nieść więcej szkody niż pożytku - po prostu niektóre przestrzenie byłyby znacznie trudniejsze do ogarnięcia we dwójkę i trzeba sobie radzić przy wsparciu AI, jak się nie ma więcej chętnych do gry znajomych.To gra, gdzie komunikacja ma kluczowe znaczenie. Jeden puszcza lewą rękę, by bujnąć się i chwycić dalszą platformę. Drugi ponawia i tak “czołgacie” się do celu. Jest w tym sporo śmiechu, uroku, przypadkowych błędów, ale i ta część ma swoje wyraźne ograniczenia. Jakkolwiek twórcy nie byliby pomysłowi, to wiadomo, że taki gameplay zestarzeć się musi. Innej opcji nie ma. Zawsze trzeba mieć świadomość, że Heave Ho łapiecie na chwilę. Możliwe nawet, że na jedno posiedzenie, ale to odzwierciedla przystępna cena produktu (40 zł). Doceniam ewolucję marki, ale to w dużej mierze powtórka z rozrywki.
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie Cosmocover
Plusy:
Pomysłowość kolejnych plansz/rozdziałów urzeka - skok naprzód względem dość wtórnego oryginału
Esencja kooperacyjnej zabawy, która rośnie wraz z ilością graczy - komunikacja, zaufanie i radość płynąca z szybko wykonanego zadania lub powietrznej ewolucji
Wsparcie GameShare to miły dodatek - a przecież wcale nie obowiązkowy przy przystępnej cenie
Minusy:
Tryb Showdown nie porwał na zbyt długo, a poza nim i kampanią nie ma tu nic
W dużej mierze to gra na jedno posiedzenie i bez podstaw do powrotu z tą samą ekipą (tu dodam, że online nie mogłem znaleźć losowych chętnych)