Zrzut ekranu 2026-11-04 103027

Właściciel zdjęcia: Konami

Recenzja Castlevania: Belmont’s Curse na Nintendo Switch

Tak jak nie jestem pierwszy do metroidvanii, które na polu switchowym potrafiły mnie przeorać setkami przeciętnych gier, to seria Castlevania zawsze była bliska sercu. Będę pewnie w mniejszości, która najbardziej ceni pierwsze odsłony, gdzie szedłeś tylko w prawo (poza eksperymentalną dwójką) lub Lords of Shadow, gdzie niszczyłeś wszystko wokół - dajcie mi to na NSW! Do Belmont’s Curse motywacja była o tyle większa, że do projektu usiedli ludzie odpowiedzialni za kapitalne Dead Cells, co akurat jest w wielu aspektach odczuwalne.
20261026-01M5TCXWNB1SJAFN881AC24K8S-27BCB77C-8122-43BF-8AEC-EE888B875B70
Fabularnie trafiamy do Paryża roku 1499, gdy miasto trawią pożary. Do brzegu podpływa Trevor Belmont, który pokonał Draculę 23 lata temu (wydarzenia z Castlevania III: Dracula’s Curse), wraz z córką Rose. Ojciec ma już swoje lata na karku, a młoda jest pełna werwy i chęci udowodnienia swojej wartości. Ma zamiar pokazać wszystkim, że jest Belmontem z krwi i kości, a mroczna strona Francji wydaje się idealnym polem do weryfikacji. I choć w dużej mierze pozostaje to walka dobra ze złem na całej szerokości, to opowieść poszerzy naszą wiedzę o relacji Rose z jej zmarłą matką, jak i postawi ją naprzeciw znanym oponentom. 

Metroidvania z tego klasyczna - pokonując bossów odblokowujesz skille, które pozwalają Ci na szerszą eksplorację kolejnych sekcji miasta. W skład tego zestawu wchodzą powietrzny dash, podwójny skok, czy niszczenie podłoża. Innymi słowy - bardziej sztampowo być nie mogło. To, co wyróżniać będzie Belmont’s Curse od początku, to linka z hakiem, która pozwala huśtać się w określonych miejscach lub przyciągać do nich w sekcjach platformowych. Stanowi ona clou całej eksploracji i nieodłączną zabawkę w trakcie tej przygody.
20261026-01M5TCXRK09161KWRYDP1ZXDCJ-8E20712A-5D35-496A-9900-8DC5D1CF4E8B
Szczególnie że można z niej korzystać, by przyciągać się do wrogów. To podkręca jeszcze bardziej tempo wszystkich pojedynków, które mają tu najwięcej cech wspólnych z Dead Cellsami. Każdą bronią możesz uderzyć kierunkowo (góra, dół, wszystko też w locie), system poruszania się jest bardzo podobny - czyli świetny, bo akurat w tej materii Dead Cells jest kapitalne - ale narzędzi do wykorzystania jest zdecydowanie mniej. Mamy tu 7 głównych typów broni, gdzie każda występuje w 4 rodzajach o rosnącej sile ciosu. W teorii daje nam to 28, ale różnice między poszczególnymi są tak nieznaczne - i tu mowa przede wszystkim o bazowych 7 (!)- że trudno to wybronić. Tym bardziej, gdy przywołamy bardzo szerokie na tym polu Dead Cellsy. Tam poluzowali wodze fantazji, a tu między mieczem, włócznią, czy klasycznym biczem różnice są śladowe. Najbardziej odczuwalne w timingu całego combo, które może nas wykoleić chyba dopiero na ostatnim bossie - gdy będziemy zbyt pazerni. 

Cała lista generałów potrafi się jednak obronić, bo większość jest różnorodna. Przez różnorodność mam na myśli oczekiwania od gracza. Raz będziesz się ukrywać w określonym miejscu przy ataku wroga, a innym razem będziesz przechodził przez mały tor przeszkód na czas. Najczęściej jednak nadużyjesz tego, co jest klasyczne dla gier 2,5D, czyli przenikania unikiem (tu wślizgiem) przez wroga. Takie zachodzenie za plecy jest tu obligatoryjne na całej szerokości, więc jeśli już na tym etapie odczuwacie wtórność, to… może być problem z każdą grą tego typu do końca świata. Jeśli ktoś nie postawi stricte na parowanie, to będziemy w tym tkwić. W ogólnym rozrachunku może to sprawić, że gra wyda się za łatwa i poza ostatnią dwójką bossów, to też nie będę tu stał w opozycji do takich haseł* 

* - I nie, nie uznaje tego za minus, żebyśmy nie popadli w paranoję, że teraz wszystko musi być soulsowe. Mówię to ja, soulsiarz.
20261026-01M5TCXJ40MNKXVFDAC3JTPFAR-D3DA2338-552B-4437-A80F-331E034EF233
W nagrodę za każdego z bossów dostajesz również specjalny czar, który czasami może przywołać tradycję serii, ale przy dość uciążliwej konieczności wchodzenia do menu, żeby go podmienić, to mocno ograniczało ich pełne wykorzystywanie. W zasadzie jedyny moment, gdy faktycznie się na nich skupiałem, to był element zagadki - tj. wejdź w interakcję z danym miejscem mając wyekwipowane konkretne arkana - bo akurat tych zawarto tu sporo. “Sporo”, jeśli mówimy o około 8h metroidvanii. Dwa kluczowe biomy kręcą się wokół większej łamigłówki. Jedna ma konstelacje, które trzeba odpowiednio uruchomić, a druga gigantyczne organy, na których trzeba w poprawnej kolejności zagrać. Wszystkie podpowiedzi do rozwiązania, to oczywiście element eksploracji danego miejsca. Motyw sprawdza się bardzo dobrze i nadaje dodatkowego celu przemierzaniu kolejnych pomieszczeń.
20261026-01M5TCXNAS2X91TAAF4GCY7W18-91D73173-2854-4A3D-97C6-D46CA298E701
I tu chyba dochodzimy do momentu, gdy przyznaje się, że tę grę polubiłem. Bo tak jak jestem na NIE do metroidvanii (poza oczywistym Hollow Knightem, czy Ori), tak eksploracja wydawała mi się tu… minimalizować uciążliwy backtracking. Jakby ich głównym podejściem przy tworzeniu nowej Castlevanii było wygładzenie tego elementu. Sprawienie, że on nie będzie sensem całej zabawy, a ewentualnym dodatkiem dla chętnych. Większość gry przechodzisz jak po sznurku! Jakby stało to w rozkroku pomiędzy metroidvaniowymi odsłonami z GBA a tymi uwielbianymi przeze mnie klasykami, gdzie lecisz w prawo. Jasne, nigdy nie będziesz bezmózgo szedł w jedną stronę, ale projekt mapy i konstrukcja poziomów są zbudowane tak, by dość ewidentne były odnogi z jakimś platformowym wyzwaniem (zbliżone do tego, co oferowała Prince of Persia: The Lost Crown), oczywiste te ze skrzynką i konkretnym skillem, a i bardzo prawdopodobne te, które prowadzą do celu głównego. Dla wielu będzie to zabójstwo tej gry i niewykluczone, że powód niechęci - dla mnie stanowiło wzrost sympatii. 

Tym, z czym zgodzą się wszyscy, będą braki na polu oponentów zwykłych. Wszelkie szkielety i inne większe moby, to dość wtórna gromadka, która opętała CAŁY Paryż. Ci z pierwszego biomu będą też w ostatnim i chyba nie skłamię, pisząc, że na koniec pojawił się jeden nowy żywiołak - ...JEDEN. Nie jest to najkorzystniejsze połączenie z tymi podobieństwami wszystkich broni.

Paryż w tle wygląda kapitalnie! Twóry rozkochują nas w nim przy pierwszych etapach, by potem zamknąć nas w zbyt podobnych do siebie biomach/pokojach. Nie czułem się na tym polu oszukany, ale mam lekki żal, że nie dali nam czegoś ekstra. Inna sprawa, że tym ekstra mogłaby być wersja dedykowana Nintendo Switch 2. Nie ma co ukrywać - postacie w tej grze wyglądają fatalnie przez obniżenie wymagań do NSW1. To zlepek pikseli. I to dość niewyraźny. Granie w to na nowszym sprzęcie Nintendo boostuje doświadczenie do 60 klatek, co oczywiście jest przydatne, ale niesmak wciąż pozostał. Gra jest za ładna, żeby tkwić na pierwszym Switchu, gdzie ładną być nie może.
20261026-01M5TCXENPZ2R089A0MFWJ5Q9V-F728C028-761A-4688-8C52-A30AA0CBA681
Moja sympatia ma wiele zastrzeżeń. Jednak sam fakt, że tak mocno wciągnąłem się w metroidvanie, jest jakimś tam wyznacznikiem jej jakości w moich oczach. Combat jest fajny, eksploracja nienachalna, bossowie spoko… a z całą resztą się pogodziłem. Przyjemnie przedzierało się przez te platformowe wyzwania, choć na tym polu (jak i na byciu grą ogółem), to wspomniany Książe Persji robił to lepiej. 

Dziękujemy za klucz do recenzji wydawcy 


Plusy:

Thumb Up

Przystępność eksploracji - nie jest to typ metroidvanii, który przytłoczy backtrackingiem

Thumb Up

Bardzo płynne i satysfakcjonujące systemy poruszania się oraz walki - czuć Dead Cells

Thumb Up

Różnorodni bossowie - widać, że próbowali podejść do nich na wiele różnych sposobów

Thumb Up

Klimat Castlevanii i wierność klasyce

Thumb Up

Dobre tempo - trochę łącze tu wcześniejsze fakty, ale przez tę grę się płynie. Tu boss, tam nowy biom, tu nowy skill. Nie pozwalają się nudzić i sztucznie nie wydłużają całości. Za to zawsze pochwała.


Minusy:

Thumb Down

Mała różnorodność broni i przeciwników mniejszego kalibru

Thumb Down

Po pierwszym zachwycie płonącego w tle Paryża zaczynamy kręcić się wokół mało inspirujących lokacji

Thumb Down

Brak wersji na Nintendo Switch 2 - ta gra zasługuje na ostrzejsze tekstury!

8 / 10

Nasza ocena

Awatar

Niko Włodek

Postaw mi kawę na buycoffee.to


Komentarze (0)

Zaloguj się lub zarejestruj aby dodać komentarz