Recenzja Order of the Sinking Star na Nintendo Switch 2*
Order of the Sinking Star to najnowsza gra Jonathana Blowa, człowieka odpowiedzialnego za takie logiczne hity gamingu, jak Braid czy The Witness. Tym razem trafiamy na ogromną i tajemniczą wyspę, w której znajdziemy około 1000 zagadek (tak, tysiąca!). Każda ze stron świata ma swoje podstawowe założenia, którymi nas gościnnie powita, by później namieszać w głowach tak mocno, że sam postanowisz szukać szczęścia gdzie indziej.
Gwiazdka w tytule oznacza to, że gry nie ukończyłem. Czy jest to jakaś ujma? Nie, bo jedna z moich ulubionych gier logicznych, jaką jest Baba is You, również została przeze mnie nie skończona, a ten fakt uważam za jej piękno. Czasami wypada odklepać z szacunku dla pomysłowości twórców. Cztery strony świata w OSS, to odmienne fundamenty logiczne. Tytuł sam sugeruje sprawdzenie północy i wschodu, jako tych najprzystępniejszych, co szybko zrozumiecie, zaglądając na dwa pozostałe rejony. Macie możliwość wcielić się w kilka Sokobanowych postaci, gdzie jedna będzie kamień pchać, druga przyciągać (niezależnie, czy tego chcesz, czy nie), a trzecia teleportować się w miejsce tego obiektu, na który spojrzy. Założenia te wydają się prostym narzędziem dla każdej zagadki, ale ciasne korytarze map są głównym bohaterem widowiska. Coś potencjalnie łatwego zaczyna się komplikować przez wgląd na pozycję i natychmiastowe działanie ciągnącej lub teleportującego. Tam zaczynają rodzić się pierwsze zagadki, które mimo wszystko są dość proste. Zamknięte na jednym ekranie i nawet jeśli przez chwilę stanowią wyzwanie, to znalezienie rozwiązania objawi nam, jak łatwe były od samego początku. To zresztą cecha dobrych gier logicznych, które czasami samą konstrukcją sprawiają, że najbardziej gmera w nich sam gracz. Piękne chwile, które zakładają poczucie bycia “mądrym”. Ale spokojnie, gra szybko zmieni swoje podejście względem gracza... Im dalej w las, tym więcej mechanik, postaci, przeszkód, a z czasem wszystkiego naraz. Drugim “otwartym domem”, który miło Cię wita, jest świat pełen luster. Mirror Isles to miejsce, w którym teleportujesz swoją postać (a szybko też inne przedmioty) za pomocą lustrzanych odbić. Zazwyczaj masz kilka oddzielonych wodą wysepek i miejsce, na którym trzeba stanąć, aby zagadkę ukończyć. Tu jest wyraźnie trudniej, a poziom rośnie wraz z liczbą luster w zagadce. Całość była inspirowana grą o tym samym tytule autorstwa Alana Hazeldena, czego zresztą nikt tu nie ukrywa. Każda część świata to ewolucja gier logicznych dostępnych lata temu. Herosi z poprzedniego akapitu to The Heroes of SokobondJonah Ostroffa, o lustrach już wiecie, ale z rąk Alana Hazeldena wyszło też Skipping Stones to Lonely Homes (tak samo nazywa się południowa część świata w OSS), które zakłada przepychanie kamieni dryfujących po wodzie, aby odblokować sobie ścieżkę. Ostatni punkt programu stanowi duża zagadka z diamentami i teleportami, która olewa wcześniejsze standardy o okupowaniu jednego ekranu i robi z siebie znacznie większych rozmiarów problem - to rzecz oparta na The Promesst Seana Barretta. Samo OSS to wiele lat pracy Jonathana Blowa, której trudno nie docenić. Sam nazywa to Elden Ringiem gier logicznych, a rozmiar świata zdaje się to potwierdzać. Gra to zresztą nie same logiczne wyzwania, a szeroko zakrojona fabuła, którą jest rozwiązywanie naszego położenia i próba odnalezienia sensu. Jest to jednak rzecz bardzo często poruszana na start zagadki, gdy nasz mózg już stara się przesuwać te klocki lub zaczyna być nimi przytłoczony. Takie luźne dialogi z offu, których sposób prezentacji nie pomaga w ich przyswajaniu. Szczególnie gdy brakuje tu języka polskiego (przy wielu innych dostępnych od startu). Mechanicznie wszystko możesz cofać, restartować, a płacz nad nierozwiązaną zagadką masz w gratisie. Nawet jeśli tego nie przeszedłem (i szczerze, ten stan raczej zostanie zachowany), to trudno nie docenić Order of the Sinking Star, które może być grą roku dla tych, którzy w takich łamigłówkach się lubują. Wysoko zawieszona poprzeczka dla powracającego w tym roku Profesora Laytona, choć tam jest spora różnorodność kolejnych problemów, a z danego “patentu” może być wzięta jedna zagadka. OSS to cztery patenty, w których dokładają kolejne piętra założeń, aż w głowie masz cały stos zagadnień do rozważenia. Z jednej strony piękne - z drugiej piekielnie czasochłonne. Na pewno nie gra dla wszystkich, a po ogrywaniu wersji przedpremierowej na Nintendo Switch 2, raczej skłaniałbym się ku komputerom osobistym. Paradoksalnie, mimo że gra nie jest jakąś graficzną perełką (jest ładna, ale sami rozumienie, że patrząc na nią nie masz przed oczami czegoś, co będzie wyzwaniem dla sprzętu), zdarzają się tu częste spadki klatek w otwartym świecie, a szczególnie przy skrótach, które ułatwiają przejście z jednego końca na drugi. Super, że takowe istnieją, bo to przydatne i przemyślane narzędzie, a ja chyba nawet nie wspomniałem, że ta gigantyczna mapa świata, to nie tylko seria leveli, do których się przeniesiemy, a coś, co również jest zagadką samo w sobie.
Dziękujemy za klucz do recenzji wydawcy
Plusy:
Ogromna mapa i około 1000 (!) zagadek wewnątrz
Udane poszerzenie klasycznych pomysłów z gier logicznych i zapewnienie nimi różnorodności dla gracza
Gra potrafi wyważyć swój poziom trudności, ucząc nas na początku i terroryzując później
Świat potrafiący być zagadką sam w sobie
Minusy:
Brak polskiej wersji językowej utrudnia śledzenie opowieści, która za często jest tłem przy zagadce
Spadki klatek na Switch 2 były częste i odczuwalne - niby nie wpływają na gameplay, bo tu wszystko w swoim tempie, ale wciąż