Recenzja Case Solved: London Files na Nintendo Switch
W grach logicznych coraz więcej słownej dedukcji. Wstawiania wyrazów w odpowiednie pola tak, by uzyskać logiczną całość. Nowożytnym królem na tym polu pozostają dwie części Golden Idol, ale mieliśmy też takie podejście sprofilowane pod młodszych przy Duck Detective (tu również dwie odsłony). Patent musi się sprawdzać, bo Case Solved: London Files, to kolejna pozycja z tego (pod)gatunku. Wcielisz się w detektywa, przed którym seria morderstw do rozwiązania.I o ile widziałem styl artystyczny mocno przypominający wspomnianą kaczkę, to liczyłem na minimalne wyzwanie. A nawet jeśli zabraknie wyzwania, to przynajmniej faktyczne sprawy do rozwiązania. Finalnie Case Solved w swoich Londyńskich dokumentach nie miał nic. To puste kartki, puste emocje, żadnego gameplayu i pisanie egzaminu z jawną ściągawką. Ta gra nie dostarczy nic… może poza swoim dość uroczym, naklejkowym stylem.
Wyobraźcie sobie morderstwo. Listę podejrzanych, ich motywacje, alibi. Wiąże się to z przesłuchaniami, próbami kręcenia z ich strony i naszą powinnością to wszystko wyczuć oraz połączyć w całość. Tu wygląda to tak, że trafiasz na zamkniętą w jednym ekranie scenkę, gdzie stoją delikwenci związani ze sprawą. Rozmowa z nimi zamyka się w JEDNEJ wypowiedzi, która sugeruje jakiś przedmiot. Po odszukaniu go w formacie hidden objects (takim na niskim poziomie) dostajemy poszlakę. Naszym celem jest zebranie wszystkich takich tropów. Posłuchanie nic niewartych wypowiedzi wszystkich osób, czyt. “odklikanie” ich, by przejść do sedna sprawy, czyli łączenia faktów.…Tylko jakich faktów? Oni nie powiedzieli nic! Ich wersja wydarzeń pojawia się dopiero na ściągawce, która sugeruje, jak powinniśmy przypisać wyrazy do odpowiedniej osoby. I to tyle, to cała gra. Układasz schemat według ściągawki, by w nagrodę otrzymać… TEN SAM DIALOG, który dostałeś na start sekwencji. To czasami wygląda jak jakieś gigantyczne niedopatrzenie, bo przecież świadomie nie można wpaść na coś tak słabego.
Kolejne etapy “kampanii” padają jak muchy. Jest tu delikatny ciąg przyczynowo-skutkowy, czyli jeden z wyrazów z poprzedniego etapu służy jako pomoc opisująca podejrzanego w następnym, ale nie zmienia to absolutnie nic - w zasadzie to wstyd nazywać to ciągiem przyczynowo-skutkowym. Po trzech krótkich sprawach gra się kończy, pozostawiając nas z poszukiwaniem kodów, które odkryją bonusowy zestaw zagadek. To forma pobocznych misji, które nawet nie próbują nas oszukiwać, że to chodzenie po mapie i rozmowa ze świadkami cokolwiek znaczyło. Tam od razu wskakujesz w zestaw wyrazów, osób i poszlak, a Twoim zadaniem jest ustawić odpowiedni wyraz w pole opisowe. Nic chyba lepiej nie podsumowało miałkości i bezsensowności tej kampanii niż drugi tryb w tej samej grze…Golden Idol jest złożony, trzeba kombinować. Kaczka jest urocza, ma humor i ewidentnie kieruje swoją uwagę na dzieciaki. Case Solved: London Files to jakiś odprysk tego wszystkiego, w którym ani nie postawiono na ciekawe sprawy, ani na ciekawe i złożone zagadki, idąc po linii najmniejszego oporu na każdym polu. To przypadek beznadziejny, który ratuje jedynie styl - w sumie zaadaptowany od kaczki, ale w słabszej i biedniejszej formie, bo nie ma tu chodzenia postacią, a po prostu klikanie po statycznych obiektach na małym ekranie. Nie grać, rozejść się. Nikt tu nie umiera poza tym gatunkiem. To nie jest gra logiczna - to klikany arkusz z odpowiedziami.
Dziękujemy za klucz do recenzji wydawcy
Plusy:
Wizualnie może się podobać - naklejkowy urok Duck Detective, ale w uboższej formie
Minusy:
Brak dedukcji — gra udaje śledztwo, ale nie daje żadnych faktów do analizy. To klikany arkusz z gotowymi odpowiedziami
Beznadziejne dialogi - nie mówiące nic i z tendencją do powtarzania się na początku i końcu etapu (?!)
Jeśli miało iść w kierunku hidden objects, to na tym polu też wypada banalnie
Kampania jest szalenie krótka, a poboczne sprawy tylko uwypuklają, jak bezsensowna była cała reszta