Balatrootworzyło nową niszę. Próby przerzucenia znanych wszystkim gier na roguelite’owe pole. Gambonanza próbuje tego od niedawna z szachami, a gdzieś obok niej zadebiutował Black Jacket - oczko. Dążenie do idealnych 21 i modły o to, by nie przekroczyć tej wartości. Jak się odnalazła w świecie gamingu? Black Jacket przenosi akcję do piekła, gdzie panuje obietnica opuszczenia tej udręki po zebraniu odpowiedniej ilości monet i opłaceniu przewoźnika. Monety generujemy przez granie z tajemniczymi postaciami w oczko. Każdy uczestnik zabawy ma swoją talię, którą przede wszystkim stara się kontrolować wydarzenia na stole. Po każdej stronie znajdziecie 5 slotów na karty. Część z nich ma specjalne zdolności, za które musimy zapłacić posiadanymi monetami. Wygrywa ten, który ogołoci wroga.
Całość mocno stawia na opowieść i powolne objawianie graczowi, kim jesteśmy, jak żyliśmy i jakie mieliśmy relację z naszymi przeciwnikami. Głównie dotyczy to bossów każdego z trzech aktów. Każde zwycięstwo nad nimi objawi nam rąbka tajemnicy w postaci bardzo klimatycznego ekranu z ponurą narracją. Cała ta gra miewa taki posępny, zasadny dla umiejscowienia ton. Voice acting sprawdza się tu świetnie i nadaje mrocznego uroku. W rozgrywce wszystkie chwyty są dozwolone. Większość kart może ewoluować, co daje im dodatkowe możliwości. Jedne potrafią odjąć wartość z karty przeciwległej, inne zyskają możliwość ducha, która pozwoli położyć na nie kolejne karty (poszerzając nasze możliwości i ilość kart po naszej stronie). Bardzo wartościowe są też te, które posiadają dwie cyfry na sobie i dostosowują się do pozostałych, byśmy osiągnęli zamierzony cel.
W trakcie jednego runa mamy zestaw typowych dla deckbuilderów możliwości. Palenie kart, ich awans, czy różnorakie perki. Od tych, które wpływają na dostępne po naszej stronie pola, aż po te, które obniżają nasz wkład finansowy w każde rozdanie. Gra kończy się, jeśli stracimy wszystkie monety - przy czym można korzystać z tych wcześniej wygranych, jak i specjalnych złotych, posiadanych przez bossów. Siłą tej gry jest to, jak dynamiczne są partie i tym samym jak łatwo się namówić na powtórkę. To zawsze dla mnie jest koronnym argumentem za każdym rogalem i Black Jacket bez wątpienia tę cechę posiada. Dojście do oczka czasami jest kwestią dwóch kart, a czasami więcej, ale nigdy gra nie nadużywa naszej gościnności. Jedynym odstępstwem będzie walka z bossem, która czasami bywa przytłaczająca na pierwszych metrach. Musimy poznać ich oszustwa i to, jak sami próbują wpływać na wydarzenia. Jest jeden dzieciak (tak, by było jeszcze bardziej ponuro w tym piekle!), który ma karty imitujące pociąg i potrafi kręcić całym polem, wywracając jakąkolwiek taktykę. Może to być irytujące, dla tych, którym się wydaje, że mają już idealny deck, ale bez takich rzeczy nie mielibyśmy rogala z pomysłem na siebie, a zwykły, na dłuższą metę nudny BlackJack.
Tu nuda również się wkradnie, ale będzie ona hamowana przez odkrywającą się tajemnicę czy nowe talie, które otrzymujemy po osiągnięciu jakiegoś progu. Nawet te w teorii zwykłe piki i karo mają swoje konkretne cechy oraz swój poziom skomplikowania, więc jest czym się bawić. Inna sprawa, że deck od 1-10 nie jest tu tożsamy z naszymi figurami. One są dobierane osobno i poszerzają nasze możliwości, gdy położymy je na stole obok siebie - warte przetestowania. Podobało mi się, jak realnie jesteś tu w stanie kontrolować wydarzenia. Jak mądrze ułożony deck potrafi oddać należytą satysfakcję i wprowadzić spory spokój w rozgrywkę. Nawet jeśli gra z początku spróbuje opluć gracza RNG (te idealne 21, które potrafią wyciągać), to zawsze możesz mieć w swojej talii możliwość uprzykrzenia życia drugiej stronie. Zamiłowanie do historii będzie jednak małym mieczem obosiecznym całości. Sprawia ono, że bossów jest zaledwie garstka i losują się oni do konkretnego rozdziału, a ich technika pozostaje niezmieniona. Nie będzie to wspierać przesadnej różnorodności, której przy dłuższym kontakcie może zabraknąć, ale to mówimy i tak o kilku/kilkunastu solidnych godzinach z fajnym klimatem i całkiem przemyślaną rozgrywką.
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie Skystone Games
Plusy:
Przemyślana wariacja nt BlackJacka, która polega na kontroli nad wydarzeniami
Talie do odblokowania, figury do poznania i ewolucje kart do wykorzystania
Bardzo dobre tempo - łatwo się namówić na powtórkę, bo runy są stosunkowo krótkie
Mroczna atmosfera całości - voice acting sprawdza się świetnie
Historia, która potrafi zaintrygować…
Minusy:
…ale nacisk na nią ogranicza nam pulę bossów
Na pierwszych metrach może przytłaczać, a po zbyt długim posiedzeniu oferować za mało zmiennych