Recenzja Alien: Rogue Incursion Evolved Edition na Nintendo Switch 2
Nigdy nie wiesz, kiedy eShop zaskoczy. 21 kwietnia, bez wcześniejszych zapowiedzi, w sklepie pojawiła się pozycja bazująca na popularnej marce Alien. Ot, tak po prostu. Osobiście nawet nie miałem pojęcia, że takie coś istnieje, co ma mocny związek z brakiem zainteresowania środowiskiem VR. Okazało się jednak, że Alien: Rogue Incursion, to nie tylko gogle i wirtualna rzeczywistość, a też wersja płaska.W grze wcielimy się w Zulę Hendricks - byłą Kolonialną Marines, która właśnie jest w drodze do kompleksu GES na planecie Purdan. Tam, cóż za niespodzianka, zalęgły się nasze ulubione ksenomorfy, co tworzy nam FPSowe doświadczenie, które największy nacisk kładzie na klimat, a całość doprawia zagadkami środowiskowymi i zalewem logów do przeczytania.
Warto jednocześnie nadmienić, że gra okazała się być wyłącznie pierwszą częścią większej całości, więc może pozostawiać mały niedosyt swoim finałem. Ma to mniejsze znaczenie tylko z tego powodu, że… sama w sobie też jest sporym niedosytem i doświadczeniem, które w płaskiej formie przypomniało, że VR to całkowicie inny proces tworzenia gry.Czuć tu te wszystkie motywy, gdzie ruszałbyś ręką i się cieszył, że to tak działa. Praktycznie każdy komputer aktywujesz, wciskając w niego swoje urządzenie, co bardzo mocno przypomina grę SOMA, zagadki to nieustanne przeciąganie kabli, żeby doprowadzić prąd do celu, a z czasem dostaniesz też możliwość rozcinania przyspawanych drzwi. Fajne… by było na VR. Z padem już niekoniecznie, a i rodzi to bardzo duże poczucie wtórności. W zasadzie zapętlili całą grę w kilku patenentach, które są wręcz nadużywane. Może nie jest to tak odczuwalne z goglami na głowie, ale obcując z tym w ten sposób - ziewanie jest wpisane w koszta.Oczywiście będzie tym mniejsze, ilekroć ktoś jest większym fanem popularnej marki, choć i to może być nieco utrudnione przy strzelaniu i znikomej inteligencji Ksenomorfów. Nie zrozumcie mnie źle - gra ma zalążki klimatu i należytej atmosfery ciągłej niepewności. To jej największy plus, który traci nieco rezon, gdy zasypujemy serią kul kolejnego, wbiegającego prosto pod lufę obcego. I kolejny raz - może na VR, gdy widzisz go z bliska, to walka zyskuje na jakości, ale w wersji płaskiej, to i ten klimatyczny radar wskazujący ich położenie jest praktycznie zbędny.
Nie znałem wcześniej Rogue Incursion i po obcowaniu z wersją na NSW2 uznaję, że nie byłem przesadnie stratny. Jest to dość bazowy, wręcz oklepany shooter, który mocno przesadził z klonowaniem swoich pomysłów w trakcie kilkugodzinnej przygody. Nie muszę się skupiać nad tym, że towarzyszący nam kompan jest szalenie sztywny nawet jak na androida, a całość nie robi wizualnego wrażenia nawet na Switch 2 - tyle dobrego, że działa w porządku. I bez tych defektów mniejszego kalibru, jest to gra do pominięcia. Może dlatego zdecydowali się na shadowdrop?
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie Miniboss Solutions
Plusy:
Klimat i atmosfera - wpisujące się w świat Obcego
Za pierwszym razem wiele tutejszych czynności jest przyjemna…
Minusy:
…by szybko objawić, że zamierzają na tych paru mechanikach zbudować całą grę
Ksenomorfy to nie są najostrzejsze kredki w tym piórniku