South of Midnight to gra akcji osadzona na południu Stanów Zjednoczonych. Protagonistę poznajemy w momencie huraganu, jaki przechodzi przez miasteczko Prospero. Żywioł porywa jej matkę z całym domem i dobytkiem, co oczywiście zmusza do ruszenia w pogoń i zagłębienie się w tajemnice tamtejszego folkloru.Nie ma co ukrywać, że gra oryginalnie pojawiła się na konsoli Xbox w kwietniu zeszłego roku i została przez wielu podpięta pod wszechobecną postępowość. Wytykana palcami budziła u wielu obawy, które w moim odczuciu są niezasadne. To nie jest idealny tytuł, ma wiele brudu pod paznokciami, ale nie jest grą złą, a i nawet niekoniecznie woke.
Dostaliśmy tu perspektywę trzecioosobową i mechanicznie uzbrojeni będziemy w wiele klasycznych patentów dla dynamicznych gier akcji. Hazel szybko oswoi się z walką, będzie szybować, biegać po ścianach, a jej magiczne moce zapewnią też dodatkowe elementy otoczenia, z których skorzystamy w podróży. Wszystko z teczki poprawności, bez zbędnych udziwnień i na kanwie tego, co już zadziałało u innych. Odtwórczo? Tak, ale nie rozpatruje tego w kategorii wielkiej zbrodni.South of Midnight jest mocno nastawione na narrację. Przerywników filmowych jest ogrom, wszystko uzbrojone jest w dobry voice acting, a muzyka szybko rośnie do rangi największego z atutów. Niektóre motywy to mistrzostwo świata, a te gorsze są wciąż wyjątkowe. To ścieżka audio będzie w dużej mierze utrudniała oderwania się od opowieści Hazel. Przez tę grę się płynie…
…co oczywiście jest mieczem obosiecznym, a prostota konstrukcji czyni tę grę takim niezobowiązującym odmóżdżaczem - oczywiście mowa tu o kwestiach gameplayowych, bo fabuła atakuje pod kątem emocjonalnym na każdym kroku. Idziesz prosto i tłuczesz wszystko, co stanie Ci na drodze. Sekcje platformowe są raczej banalne, a walka postawi przed nami opór tylko wtedy, jak znudzeni klepaniem tego samego, zaczniemy kombinować na siłę. Tempo produkcji wypadało rozłożyć lepiej. Jeśli mam poważny zarzut do South of Midnight, to właśnie jest nim nieprzemyślenie tego aspektu i sprawienie, że szybko zaczynamy odczuwać wtórność. Nie współgra ona z całą, bardzo przyzwoitą resztą.Schemat rozgrywki zakłada krótkie przebieżki, filmiki i nieustanne, bardzo ograniczone walki. Zamykani jesteśmy w mini arenie, gdzie mierzymy się z kolejnymi falami wrogów. Poczucie monotonii jest niestety nieuniknione, a nowe rodzaje wrogów nie zmieniają zbyt wiele. To też aspekt, który jeszcze mocniej zestawił mi tę grę z niedawno debiutującą na Switch 2 - Kena: Bridge of Spirits. Są to produkcje w wielu elementach do siebie zbliżone, które podobnie podchodzą do walki, na czym zresztą podobnie przegrywają. Tyle że Kena jest powszechnie uwielbiona i ceniona jako bajkowy produkt AA, a South of Midnight było złe, bo… miało czarnoskórą bohaterkę? Absurd. Może obiorę kontrowersyjne stanowisko, ale przy założeniach obu tych gier, czyli tym, że nie silą się one na przesadną różnorodność, korzystają z oczywistych schematów i konstrukcją narażone są na powtarzaną w tej recenzji tak jak tamtejsze walki wtórność, to lepiej “płynęło” mi się z prądem prostolinijnego South of Midnight niż patrzyło na ograniczone budżetowe próby eksploracji w Kenie. Jasne, Kena ma elementy, z którymi radzi sobie lepiej, ale w ostatecznym rozrachunku chętniej wróciłbym do przygody Hazel.
Port na Nintendo Switch 2 jest… sprawny. Nie jest to żaden peak optymalizacyjny, który będziemy wychwalać. Okazjonalnie tekstury się będą rażąco przenikać (zdjęcie niżej dla przykładu), spadki animacji też się będą przytrafiać (i trudno mi było je tłumaczyć takimi poklatkowymi aspiracjami, jakie ta gra miała), ale w ogólnym rozrachunku - da się grać bez większego zgrzytu.South of Midnight to ofiara polowania na postępowość. Sam nie jestem fanem takich zabiegów, ale tylko wtedy, gdy wydają się one usilne. Tu tego nie czuje. Oberwała niesłusznie, będąc przyzwoitą grą środka. Takim świadomym średniakiem, który nabiera rozpędu we wszystkich ozdobnikach - z muzyką na czele. Podróż za kontrolerem jest przyjemna i o ile to niekoniecznie musi być “mój gameplay” (raczej preferuje gry, które stanowią jakieś większe wyzwanie), to czasami dobrze złapać za coś spokojniejszego, co poprawnie wywiązuje się z większości swoich założeń.
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie Monday Comms
Plusy:
Dynamiczne i często zmienne poruszanie się po miasteczku Prospero
Historia potrafi skutecznie przymierzyć w emocjonalne nuty - więc i gra broni się tym swoim nastawieniem na narrację
Muzyka jest genialna i to zdecydowanie najlepszy element całości
Dobrze oddana aura/atmosfera południa Stanów Zjednoczonych
Minusy:
Szalenie wtórna i uciążliwa walka, która niesłusznie stanowi jeden z głównych elementów zabawy - dobór takich proporcji ciąży tej grze
Spadki płynności i przenikające się tekstury na Switch 2