Recenzja Resident Evil Village na Nintendo Switch 2
Wyjście z domu Bakerów nie było końcem koszmaru dla Ethana. Niepokojące losy jego żony i dziecka trwały w najlepsze. Przyciągały coraz dziwniejsze postacie. Każdy chciał ich cząstkę, a najmocniej potrzebowali tego w pewnej wiosce. Resident Evil Village wchodził na salony w nieco odmienionym klimacie. Kiedy RE7 był powiewem świeżości, przypomnieniem o horrorowych korzeniach i pozwolił sobie na nigdy wcześniej niespotykany w serii balans, tak Village musiał się mierzyć właśnie z nim. Nie wchodził po pełnej akcji szóstce, która u wielu wywołuje odruchy wymiotne. Wchodził po odruchach wymiotnych z domu Bakerów, ale te były podparte uśmiechem i radością fanów.
Napiszę od razu, bo i recenzowanie tak starej gry, w którą każdy grał, jest specyficzne - Village tego ciężaru nie dźwignął. Jest to bez wątpienia dobra gra, ale znów dająca krok w niepokojącym kierunku akcji. Kiedy w RE7 Ethan musiał się skradać i cały czas czuł presję otoczenia, tak w Village wchodzi na ścieżkę mordu wszelkiej maści potworów.I o ile nie będzie to doświadczenie tak straszne, nie będzie tak obrzydliwe i przytłaczające, to na pewno będzie filmowe. Village to jest kino! Może i kino klasy B, ale zrobione ze smakiem i zyskujące sporo zwolenników. To gra, która akcją potrafi podkręcić atmosferę, a strach stara się generować za sprawą świetnie wykonanych przeciwników. Niewykluczone, że pod kątem próby zachęcenia osoby, która gier raczej unika - Village będzie najlepszym Residentem do pokazania. Tu każda cutscenka potrafi zrobić robotę, a każdy z generałów Matki Mirandy jest wykonany świetnie…
…tyle że nie każdy może liczyć na należytą ekspozycję. Lady Dimitrescu zyskała największy poklask z przyczyn oczywistych, ale może się też pochwalić najbardziej Residentową lokacją z tu oferowanych. To tam poczujemy ducha serii, gdy trzeba będzie otwierać kolejne drzwi i odblokowywać skróty. Tam też będziemy regularnie prześladowani i zmuszeni do rozważnego stawiania kolejnych kroków. Nie w tej skali, jak u poprzednika, ale gdzieś tam ten duch próbowano zaszczepić. Zginął przy zdecydowanie szybszym tempie i większej ilości akcji, ale pierwiastek był i to się ceni.Przynajmniej cenić się powinno, bo nie wróci zbyt szybko. Kolejni dwaj generałowie, to raczej szybkie odskocznie. Klimatyczne, ale zbyt rozmazane i mało znaczące, żeby dały się zapamiętać. Ostatnia fabryka też nie ratuje sytuacji, bo choć stanowi większy fragment gry, to jej siła tkwi w antagoniście tym dowodzącym, a nie w samej, dość bezbarwnej lokacji.
Zresztą tam jesteśmy już w pełni zadeklarowani akcji. Ethan jest szalenie sprawnym strzelcem, a na ostatniej prostej dostaje wsparcie, które ten element potęguje do poziomu niedawno niechcianego w Residentach. Village nie przestaje być kinem. Nigdy nie przestaje zachwycać tytułową wioską, ale gameplayowo staje się zdecydowanie bardziej pospolity. Zresztą to tu dokonano bardzo haniebnej zbrodni na rdzeń serii, jakim był atak na zarządzanie ekwipunkiem. Tu już nie to tak trudne, bo miejsca więcej, a niektóre przedmioty w ogóle nie są brane pod uwagę. Jakby ta nieunikniona casualizacja serii, po mocno skradankowej i przetrwalnikowej poprzedniczce, zepchnęła twórców do kolejnego zaniechania swoich korzeni. Cieszy na pewno to, że RE9 wrócił na właściwe tory i okazało się, że potrafi bawić POMIMO tego elementu. Nie jest on traktowany jako wróg tych, którym jest smutno, bo miejsce się skończyło, a ważny przedmiot leży przed nimi.
Kwestia Switch 2 jest bez większej historii. Village działa i wygląda bardzo dobrze, ale miewa okazjonalne czkawki przy otwartej przestrzeni w handheldzie. Niemniej specyfika i oświetlenie tej gry nieco minimalizowały we mnie tę awersję do artefaktów graficznych i drażniły mnie zdecydowanie rzadziej niż w RE7 - choć te też tam będą.Osobiście Village lubię, ale niekoniecznie uważam to za dobrego Residenta. To horror fajny do zagrania, ale nie survival horror dla fana gatunku. Za dużo tu ustępstw i nieco za dużo drogi na skrót. Nie chcieli chyba burzyć tempa gry i postawili żetony na Dimitrescu, która może nie ma najwięcej do powiedzenia wśród generałów, ale dostaje najlepszą ekspozycję. Cała reszta gdzieś się rozmywa. Gra mocno przyspiesza i nie ma zamiaru się dla nich zatrzymać. Finalnie i my przestajemy o niej pamiętać. Świetna wioska, której należało się po prostu nieco więcej.
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie Capcom Polska
Plusy:
Absolutne kino, gdzie każdą cutscenkę ogląda się z ciekawością
Wygląd wrogów - tak większych, jak i mniejszych
Bardzo dobre (aż za dobre?) tempo
Gameplayowo to satysfakcjonująca strzelanka z domieszką horroru i kurczących się zasobów
Wioska to świetna lokacja, której jakości dorównuje tylko zamek Dimitrescu…
Minusy:
…bo przy pozostałych generałach gra przyspiesza zbyt mocno i żadnemu nie daje należycie wybrzmieć
Sporo tu akcji, a pod koniec pasy bezpieczeństwa zostaną całkowicie zerwane