O trzech mniejszych słów kilka to skierowanie waszych radarów na zestaw gier lżejszej kategorii wagowej. Lżejszej nie oznacza oczywiście bezwartościowej, więc jest szansa, że ktoś się nimi zainteresuje. A przynajmniej ja wam nakreślę, czy jest w ogóle czym się interesować! Czy to recenzje? Niekoniecznie. Niektórych gier nie skończyłem, jest szansa, że w ogóle ich nie skończę, ale nie zawsze będzie to podyktowane brakiem czasu. Dla tych bardziej leniwych postaram się nawet przydzielić każdemu z zainteresowanych jakąś ocenę pasującą do mojego systemu.
Atomic Owl
Wydawca EastAsiaSoft jest powszechnie znany z gier lżejszej kategorii wagowej. Kilkukrotnie się tu pojawiali i rzadko wychodzili ponad średnią notę. Atomic Owl mogłoby o to powalczyć, ale jest produktem pokracznie zrobionym i mało ciekawym.
Taka to gra - niedogotowana. Jak na rogala, jest za mało różnorodna (ma zresztą możliwość wyłączenia tego trybu). Jak na grę akcji za mało ciekawa. Znajdzie swoich amatorów (nawet widziałem pozytywne noty na PC), ale ja zwyczajnie odpuściłem - pewnie skończyłoby się jakimś 5/10, gdybym jakimś cudem dotrwał do finału.
Starbites
Zaryzykuje stwierdzenie, że to jeden z większych zawodów na jRPGowym polu w przeciągu kilku ostatnich lat. Po zapowiedziach przeczuwano mały hit, a po premierze odruch wymiotny. Głównie był on wywołany stanem technicznym wersji na Nintendo Switch. Powiem szczerze, że patrzeć się na to nie da. To na obrazku i w mechanikach gra z PS2, ale minus urok i nostalgia, jakie powinny być efektem takiego projektu w 2026 roku.
Na papierze to klasyka jRPG. Mapa, na której szukamy przedmiotów i krzyżujemy się z wrogami. Turowa walka giga mechami, które mają możliwość wymiany części i umocnień, a w pojedynkach szukają słabości, ale… to wszystko było. Nie ma w tej grze nic odkrywczego, a przy fatalnym stanie technicznym - marne klatki, uciążliwe sunięcie robota na mapie świata przy próbie zatrzymania się (można tłumaczyć, że próbował wyhamować, ale to po prostu wygląda jak lag wewnątrz gry) - jeszcze trudniej to wszystko zaakceptować.
Perfect Tides: Station to Station
Perfect Tides to prawdopodobnie najlepsza gra z tego zestawienia. Prezentuje przejście w dorosłość. Oglądamy świat jako 18-letnia Mara, która dopiero szuka swojego miejsca na ziemi.
Z jednej strony będzie to świetne wehikuł czasu, które nawet mierzy w podobne tony do niedawnego Mixtape’a (inna gra, wiadomo), a z drugiej coś, co już dawno nam odjechało i niekoniecznie przebije się swoimi wspominkami. Zresztą tak było ze mną, gdzie po kilku godzinach czytania po prostu powiedziałem sobie dość - to też warte podkreślenia, że wbrew pozorom i standardom gier tego typu, nie jest to zbyt krótka przygoda. Na moje oko 6/10, ale to bardzo mocno mogłoby się wahać, gdybym miał choćby elementarną potrzebę, żeby poznać dalsze losy Mary. Sorry dziewczyno, ale miałem to gdzieś.
