Mixtape zabierze nas do buntowniczych lat młodości. Kiedy walkmany były spoko, a słuchawki na kablu nie rodziły zdziwienia. Przeżyjemy tam jeden dzień z życia trójki nastolatków, którzy zaraz kończą szkołę średnią i rozjadą się po świecie. Pierwszy krok w kierunku dorosłości, ale przede wszystkim ostatni w beztroskim życiu jako dzieciaki.Wcielimy się w Stacey Rockford, która jest zakochana w muzyce i wszystkich gatunkach, jakie ma do zaoferowania. Lubi ona tworzyć składanki na każdą okazję i nie inaczej ma być tego ostatniego dnia z ekipą. Wszystko dopięte jest na ostatni guzik, każda piosenka ma wybrzmieć w odpowiednim momencie, a alkohol i potencjalnie ostatnia wspólna impreza mają być tego idealnym podsumowaniem.
Cała przygoda odbywa się w towarzystwie Slatera i Cassandry. Ludzi z porównywalnym, jeśli nie większym znaczeniem dla historii niż sama Stacey. Historii, bo Mixtape to przede wszystkim opowieść, a niekoniecznie przepełniona gameplayem rozgrywka. Hołd złożonym “tamtym chwilom” przy dobrze znanych przebojach.W internecie panuje obecnie burzliwa dyskusja dotycząca oceny tej gry - dostałem późno kod, więc dojechałem z poślizgiem, wybaczcie. Jedni są zakochani, inni przeszli obojętnie. Jednocześnie Ci drudzy stawiają bardzo zasadny argument - czy to jest jeszcze gra? Ta sama dyskusja pada przy interaktywnych filmach z wyborami, które często mamią nam oczy wpływem na opowieść. Mixtape idzie o krok dalej. Nikt nie ma zamiaru nas czarować, że jakiekolwiek z naszych działań ma tu znaczenie. W większości sekwencji zręcznościowych możesz nawet odłożyć kontroler, co i tak nie zatnie tej taśmy. To produkt, który opowie swoje, a gracza zaprasza do śledzenia/towarzystwa.Rozumiem obie strony konfliktu i obie mają sporo racji. Domyślam się, że dla wielu to świetna historia, która przypomni młodsze czasy, ale próba przekonywania ludzi, że to tytuł na 4-5 godzin (a nawet więcej, bo i takie cuda widziałem) jest lekkim absurdem.
Poruszamy się tu okazjonalnie po pokojach naszych bohaterów, przeglądając ich prywatność. Nie przelewa się tu od interaktywnych obiektów, a często po odhaczeniu paru linijek tekstu z nimi związanych, odblokuje nam się dostęp do przedmiotu, który pchnie historię naprzód (o ile od początku go tam nie było, bo i tak się zdarza). Niezależnie jak powoli będziesz się tu przemieszczał i jak pieczołowicie wszystko oglądał, to bez puszczenia pada i wyjścia na szybki spacer, bariery 3h nie powinieneś przekroczyć. Mixtape to po prostu gra na 2h i to trzeba podkreślić, bo nie każdy musi chcieć na nią wydać nawet te zasadne 60 złotych. Czy to problem? Dyplomatycznie, ale i szczerze. Tak i nie. Z jednej strony niektóre wątki nie mogą wybrzmieć przy tym czasie trwania, a i nie wszystkim musi się tak krótki gamingowy zakup podobać. Z drugiej, patrząc na to, co ta gra ma w ofercie gameplayowej, to jestem zdania, że nie miałaby prawa trwać dłużej bez szkody dla samej siebie.To produkt złożony z dialogów i okazjonalnych minigier, których ani nie ma dużo, ani tym bardziej nic w nich wyjątkowego. Tu poskaczesz, tam polatasz, a najczęściej pojedziesz na deskorolce, gdzie faktycznie jest margines błędu i możesz zjechać z toru, by cofnąć się o kilka sekund do tyłu - da się zginąć! :) Większy żal mógłbym postawić, tu pewnie zgroza dla wielbicieli, ścieżce dźwiękowej! I tak, ja wiem, że Mixtape głównie na tym się opiera i ma kilka dużych przebojów… ale właśnie - kilka. Tak z ręką na sercu, choć jestem z rocznika 87’, który powinien tam coś wyłapać, to wcale nie było aż tak dużo tych mocarnych hitów, na które licencja była pewnie zbyt droga. Wręcz zachęcony tym muzycznym doświadczeniem, nastawiłem się na naprawdę jedną wielką podróż w czasie i masę wspomnień. Tu dostałem tylko/aż miłą historię przyjaźni, z mocno nakreślonymi warunkami życia domowego Cassandry, która… to zostawię do odkrycia.Sam wątek ma swoje wzruszające momenty, ale to wzruszenia wynikające z tego, co ta gra chciała przedstawić - koniec pewnego etapu - a niekoniecznie z tego, że ktoś tam rozpisał coś specjalnego. To wszystko pozostaje dość przyziemne, pomimo tych wszystkich efektownych lotów rodem z Piotrusia Pana. A może właśnie dzięki nim? To one miały podkreślać beztroskość i wyjątkowość tamtych chwil.
Jeśli zaś chodzi o drugą stronę barykady i jakieś absurdy o postępowości, to od razu wyjaśnię, że przyjaciółki się złapały za ręce i chyba to obruszyło najbardziej tych przesadnie wrażliwych. Ustalmy - takie rzeczy się działy, dzieją, dziać będą i niekoniecznie oznacza to, co sobie życzyliście, żeby tę grę zgnoić. Szczególnie że te same dwie przyjaciółki otwarcie mówią o tym, do kogo będą uderzać na imprezie i wcale nie wspominają o tej samej płci.
W kwestii Nintendo Switch 2 to trudno mieć jakiekolwiek zażalenia ani tym bardziej odczucia w granie produkt drugiej/gorszej kategorii. Pewnego rodzaju poklatkowość, której tu użyto, to zabieg czysto artystyczny, który pasuje do opowieści.Ładne to - tego nie odmówię, ale czy to jest mój wybór na wspominki? Raczej klucze każdy ma swoje i niekoniecznie widzę powód, dla którego miałbym wracać do historii Stacey, Cassandy i Slatera. Miło było ją zobaczyć raz, ale nie ma co ukrywać, że o niej zapomnę. To 2h rozrywka, gdzie (dla mnie okazjonalnie) potupiesz nogą w rytm znanej piosenki. Koronny argument, dlaczego ten tytuł jest tak udany, umieszczę na szczycie listy plusów.
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie Tara Bruno PR
Plusy:
Emocjonalny obraz ostatniego dnia młodszego etapu życia. Może o nim wtedy tak nie myślałeś, ale dzięki tej grze masz sobie go przypomnieć - i to koronny argument za Mixtape, jeśli jeszcze nie wypruto was z emocji
Cassandra ma całkiem ciekawy wątek (choć przy takim czasie trwania trudno go należycie ugotować)
Animacja inspirowana stop-motion ubarwia ten styl artystyczny
Muzyka…
Minusy:
…choć liczyłem na więcej w tej materii
Nie znajdziecie tu wiele gry ani żadnego wpływu na opowieść, a dodatkowo jest to wyłącznie na 2h* i bez większych podstaw na powrót (* aczkolwiek zaznaczmy, ze gra tego gatunku wcale nie powinna się tego czasu trwania przesadnie wstydzić)