Recenzja* Paranormasight: The Mermaid’s Curse na Nintendo Switch 2
Paranormasight objawił się nam na ostatnim Nintendo Direct. Nie jest to przesadnie popularna gra na zachodzie, to też nie winię nikogo, kto nieświadomy, że to już druga odsłona tej marki. Z wcześniejszym The Seven Mysteries of Honjo kontaktu nie miałem, choć sam tutejszy narrator sugeruje znajomość i fakt, że obie gry działają na podobnych założeniach.W klątwie syreny poznasz historię chłopca o imieniu Yuza. Z początku normalny wypad ze znajomym na nurkowanie, objawia przed nami tajemnicę ciążącą nad protagonistą. Był on uczestnikiem tragedii, w której śmierć ponieśli jego rodzice. Dziś, z racji tamtejszych wierzeń, traktowany jest jak trędowaty. Mieszkańcy robią wszystko, żeby go unikać, a zebrana grupka przyjaciół próbuje ten trend przełamać i pomaga w odkryciu prawdy.
Prawda ma tu różne oblicza, bo gra posiada kilka zakończeń. Jej głównym założeniem jest oś czasu, która została dość czytelnie przedstawiona w menu głównym. To tam dobieramy kolejne sekwencje do rozegrania i to tam będziemy manipulować wydarzeniami. Przez manipulację mam na myśli testowanie innych wyborów, nieszablonowe myślenie i odkrywanie kolejnych kart tej opowieści. To w historii i sposobie jej przekazania tkwi siła Paranormasight. Jest to gra plątająca wątki i oczekująca pełnego skupienia. Nie tylko na prezentowanych rozmowach, a na oferowanych informacjach z notatek. Będziesz zagłębiał się w ten świat coraz mocniej, a to już pierwszy duży plus na konto Mermaid’s Curse.Po drugiej stronie będzie pewnie stać sposób narracji, który pozbawiony jest voice actingu. Ma on klimatyczną muzykę, graficznie pozostaje kwestią gustu, ale przy tej ilości dialogów dogranie głosów na pewno zadziałałoby na plus, choć domyślam się, że nie byłoby łatwe - przez ilość wątków, naturalnie.
Nie jest to typowa visual novelka, a i w ogóle miewam problem ją tak nazywać. To momentami przypomina te filmowe doświadczenia Telltale, ale stworzone przez Azjatów. Z ich wizją, ich horrorowym zacięciem i sznytem. Są tu mini-gry, a ta nurkująca ma nawet swój system rozwoju postaci, który pozwoli wytrzymać pod wodą dłużej i zbierać przedmioty szybciej. To tam już na pierwszych metrach można poznać, czym jest Paranormasight. Tego wstępniaka uczącego was mechanik możecie NIE PRZEJŚĆ, jak będziecie nieuważni. Gra cofnie Cię do początku i rzuci podpowiedzi, co do zmiany swojego podejścia. To wymowne.Sama intryga jest poprawna. Nie powiem, żebym historią klątwy przesadnie się przejął, a cel-shadingowe podejście w moim odczuciu jest mocno sprzeczne z serwowanym materiałem. Jak jest horror, to niech będzie nim też wizualnie. Tu było zbyt cukierkowo.
A żeby nie wdawać się w fabularne meandry, to trzeba powoli podpływać do brzegu. Jeśli nie przeszkadza wam stylistyka, a i pierwiastek mangoentuzjazmu w sobie macie, to Paranormasight jest warte uwagi. Nie odhacza wszystkich punktów idealnie, ale same założenia są niezwykle intrygujące i w ogóle nie zdziwią mnie kolejne odsłony na tych fundamentach. To po prostu solidnie przemyślany gatunek, który z odpowiednią promocją i mocarną historią, może mocniej zakorzenić się w świadomości graczy.
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie Square Enix
Plusy:
Oś czasu, jako zachęta do odkrywania kolejnych ścieżek
Oczekiwanie pełnego zaangażowania od gracza - nie wykładanie wszystkiego na tacy i bardzo często spotykana możliwość porażki
Klimat generowany głównie przez muzykę…
Minusy:
…choć brak voice actingu trochę ciąży przy tej ilości dialogów
Styl graficzny gryzie mi się z horrorowym klimatem