Zrzut ekranu 2026-02-03 113122

Właściciel zdjęcia: Limited Run Games

Recenzja Fighting Force Collection na Nintendo Switch 2

Jeśli gracz lat 90’ będzie miał wspomnienia z chodzoną bijatyką w 3D, to w ciemno zakładam, że chodzi mu o Fighting Force. Tytuł oryginalnie planowany jako nowe Streets of Rage przeszedł transformację i pojawił się na pierwszym PlayStation w 1997 roku. Pozwalał na zabawę dwóm osobom, a do wyboru oddawał 4 postaci. Różniące się od siebie siłą, szybkością i niektórymi technikami. Smasher wgniatający w ziemię radiowóz to miłe wspomnienia, które wtedy zachwycały (!) grafiką. Zawsze chciałem do tego wrócić, a dzięki nowej kolekcji dwóch tytułów serii, mogłem to zrobić w przystępnych warunkach na Nintendo Switch - Fighting Force Collection trafił w ręce graczy 23 stycznia 2026 roku.
20260127-01KFZXF2N04CHSGMNTANDRSQYV-A1374774-F51C-474B-A5AD-D88C25FA17DF
I tak - jestem wielkim fanem beat’em upów, więc przez ten pryzmat należy patrzeć na ten tekst. Czy coś zostało poprawione na potrzeby nowego wydania? Jeśli tak, to graficzna kosmetyka, czy dodanie funkcji zapisu w dowolnym momencie rozgrywki. Poza tym to względnie to samo doświadczenie, które cieszyło w 1997 roku i będzie cieszyć TYLKO tych, którzy mieli z nim styczność wtedy.

Dziś pierwszy Fighting Force jest ociężały, archaiczny i nawet odrobinę pokraczny. Daje on sporo satysfakcji na bazie nostalgii, która musi nam domalować cały obraz mordobicia, jakie się na ekranie odbywa. Ilość postaci na ekranie nigdy nie wykracza poza ograniczenia PSX, a od rodzajów wrogów też się tu nie przelewa. Bossowie potrafią być na jedno kopyto, a metodyka walki z nimi jest dość uwłaczająca - raczej nie kombinacje, a bezpieczne uderzenia, czy rzucanie przedmiotami, bo ich tendencje do bloku i nie robienia sobie niczego z naszych ciosów są dość wymowne. Czy to duży problem? I znów - zależy jak spojrzeć. Przebiłem się Smasherem przez całą grę z wyraźnym uśmiechem na ustach, ale już próby namówienia się na powtórkę nie były tak oczywiste.
20260127-01KFZXEZ756NRVG5EKHCXVHJNZ-F0903C4B-DF07-4772-A2E9-7243070B82A5
Jasne, są tu możliwości wyboru ścieżki (kilkukrotnie stoimy przed wyborem, gdzie skierować nasze kroki), ale chyba tylko drugi z nich ma jakieś realne przełożenie. Oczywiście poobijasz trochę ludzi w odmiennych klimatach (co już w tamtych czasach się ceniło!), ale finalnie trafisz w to samo miejsce - na stację kolejową. Tamtejszy wybór może jednak wpłynąć na kolejnego bossa, więc to wypada uznać za realną wymówkę do ponownego podejścia.

Celem nadrzędnym zawsze będzie tu Zeng, a w trakcie gry można docenić destrukcję otoczenia (docenić przez różowe okulary 1997 roku!) i możliwość złapania za wiele przedmiotów. Będziemy tu rzucać nimi, walczyć nożem, kijem, strzelać z pistoletu… Dziś to brzmi zabawnie - wtedy w stylistyce 3D kusiło. Wtedy tych wielu uproszczeń, podziałów na sekcje, czy niezniszczalnych obiektów nikt nie śmiał się czepiać. Nawet nikt nie zwracał uwagi, jak mało przejrzyste bywa sterowanie i jak czasami trudno zapanować nad ruchami naszego protagonisty - szczególnie Smasherem, który ma cios za plecy i łapanie przeciwnika pod tym samym przyciskiem.
20260127-01KFZXERBCDA24BFF3ZZGS4ZND-E05061BC-5C64-43CE-94BD-A812AC57C937
A ja i tak się dobrze bawiłem i co mi zrobisz? Wiem jednak, jak to by było bawić się średnio, próbując obcować ze starym tytułem bez tych różowych okularów. Do drugiej odsłony nostalgii nie miałem i trudno, żebym ją miał, gdybym w to grał. Fighting Force 2 zrywa kajdany beat’em upa, zabiera nam możliwość wyboru postaci i kontynuuje wątek domniemanego protagonisty Hawka w bardziej futurystycznych klimatach. Zamknięte bazy, laboratoria, to nowy standard. Standard, który zachłysnął się innymi hitami i przywłaszczył sobie sterowanie rodem z pierwszych Tomb Raiderów. Wciąż są tu pierwiastki bijatyki, nawet dynamicznej, jakby nie patrzeć, ale zdecydowanie więcej tu strzelania, czy nawet szukania właściwej ścieżki/klucza do otwarcia drzwi. Bardzo mało przejrzysty to tytuł, a tego quasi czołgowego sterowania uratować się nie da. Kolekcje Tomb Raiderów świadomie dodały zmodernizowane, choć konstrukcja poziomów się absolutnie z nimi nie lubiła, żeby wygładzić doświadczenie nowym graczom. Fighting Force Collection tego nie robi, na czym przegrywa.
20260127-01KFZXEMK0NCYWNAA1NP60KJJK-8A226218-56AE-459F-80BF-A95844EA5FCA
To tutaj dało się we znaki to, że nie zrobiono tu nic. To prosty port. Nie będę go nawet chwalił za dodatki pokroju save’ów, bo to uznaje za minimum przyzwoitości. Szanowałem, jak dawał mi znane, lubiane i trudno dostępne, ale nieco przyhamowałem, jak przyszło się męczyć z prawie 30-letnim sterowaniem. Powiem szczerze - ja naprawdę myślałem, że polubię się z tym bardziej. I to mimo słownego szarpania się z tym, żeby przekonać was do gry z 97’ roku. Wyszło inaczej. Wyszło, że beat’em upom lepiej w standardach 2D, których przecież trzymają się do dziś mimo rosnących możliwości technologicznych (tak, Sifu, wiem, pamiętam, uwielbiam). Przynęta w formie wspomnień. Złapałem się, przemieliłem i może nie wyplułem, ale też wspomnień czar nie urzekł tak, jak powinien.

Dziękujemy za klucz do recenzji firmie Overload PR


Plusy:

Thumb Up

Przy odpowiednim nastawieniu da się rozpoznać, czemu robiło to takie wrażenie w 97 roku

Thumb Up

Możliwość wyboru ścieżki - tak rzadka w beat’em upach, a już szczególnie tak starych

Thumb Up

Różnice między postaciami są wyczuwalne

Thumb Up

Destrukcja otoczenia i radość czerpana z używania przedmiotów…


Minusy:

Thumb Down

…choć bazowo ten model rozgrywki bywa pokraczny, a wielu wrogów jest na jedno kopyto

Thumb Down

Fighting Force 2 ma dynamikę, ale starzeje się kiepsko, głównie za sprawą swojego sterowania

Thumb Down

Umówmy się - nie zrobiono tu nic/niewiele. To po prostu dwie stare gry żerujące na nostalgii

6.5 / 10

Nasza ocena

Awatar

Niko Włodek

Postaw mi kawę na buycoffee.to


Komentarze (0)

Zaloguj się lub zarejestruj aby dodać komentarz