DiceVaders to nowa gra Pengonauts, Kanadyjskiego studia, którego debiutancki projekt zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenia. Mowa tu o StarVaders, czyli kosmicznej karciance, która zakłada poruszanie swoimi jednostkami na placu boju. Nie jest rzecz (jeszcze!) dostępna na Switchu, ale to ma się zmienić wraz z wersją pudełkową pod koniec tego roku. Dla mnie topka wśród niszowych deckbuilderów, która zasługuje na więcej rozgłosu. I to głównie przez nią cieszyłem się na widok tego spin-offu, gdzie idziesz na mroczną stronę mocy, a zamiast kart dostajesz w swoje ręce kości. DiceVaders to kościane Balatro. Tak najprościej byłoby określić pokonywanie kolejnych progów punktowych, jakie tu przed nami stoją. Jest tu umowne niszczenie planet, walka z bossami, ale rdzeń rozgrywki to dążenie do coraz większych wartości punktowych. Robimy to za sprawą rozstawienia swoich jednostek, mających swoje zależności i siłę (przez tą rozumiemy punkty idące do głównego licznika) oraz za sprawą opiekujących się danym rzędem artefaktów, które mieszają we wszystkim najmocniej. Mowa tu o premiowaniu każdej pary, którą złożymy z wyrzuconych kości, boostowaniu siły jednostek z dolnych rzędów, zapewnieniu mnożnika, jak i innych atrybutach, których nie sposób wyliczać. To naprawdę rzecz szalenie różnorodna i oddająca w nasze ręce cały wachlarz możliwości.
Próba zakłada przejście kilku aktów, gdzie zdobędziemy poziomy doświadczenia statku, dobierzemy pasujące nam perki, ale i nieustannie będziemy starali się adaptować do tego, co dzieje się na ekranie. Mowa tu o korzystnym niszczeniu swoich jednostek, jak i podmienianiu artefaktów. Dzieje się tu naprawdę wiele, a ekran… nie ułatwia tego wszystkiego. W moim odczuciu dzieje się tu aż nadto.Gdy zaczynają być naliczane punkty, to nie masz absolutnie żadnego pojęcia, co właśnie się wydarzyło - to duży problem. Nabierzesz tego z czasem, ale to tak chaotyczne widowisko na start, że zamiast kusić, nosi raczej odpychające znamiona.
Zresztą zwróćcie uwagę na te niedopatrzenia, gdy nachodzą na siebie kolejne tablice informacyjne - prawy dolny róg.
Balatro było czytelne. Założenia komplikować się mogły z inną talią, ale cały czas dryfowałeś wokół pokera i tego, jakie korzyści masz z danego układu. Sam zresztą te korzyści pielęgnowałeś. Tu rzeczy się dzieją. Artefakty levelują, wpływają na siebie, jednostki co chwila mają większą moc, którą łatwo przeoczyć, więc lądujesz w położeniu, w którym najlepiej byłoby sprawdzać wszystko przed kluczowym rzutem kością. Intuicyjnym nazwać tego nie można. Ekran jest zapchany, a wciąż masz poczucie, że nie masz tam rzeczy najważniejszych.
Same kości nie są niczym skomplikowanym (zliczają wartość danego rzędu i boostują ją, jeśli zrobimy z tego jakiś układ), a i na nie możemy wpływać, posiadając odpowiednie przedmioty. Mówimy tu o jednorazowej zmianie wartości danej kości o jedno oczko w dół lub w górę, jak i przelosowaniu tych, które nie są zamrożone (zamrażamy sami lub dla przykładu zrobić to może boss w ramach przeszkadzajki). To są niezbędniki, które najczęściej dobieramy ze sklepu otwierającego się dla nas po każdej udanej walce - walka to kilka tur, w których musisz wyrobić odpowiedni wynik, a w przypadku porażki wykorzystujesz swoje punkty HP do uzyskania kolejnej tury. Rzecz warta uwagi, ciekawa, ale nieco za szybko staje się monotonna. I to pomimo ilości możliwości, które jeszcze poszerzamy dla konkretnego pilota, jeśli osiągniemy nim konkretne cele - i tu mówimy o odblokowywaniu naprawdę kluczowych pomocy, więc metaprogresja mocno wpływa na rozgrywkę. Nawet nie chciałem wam mieszać w głowach tym, że masz tu trzy postacie do wyboru, a one potrafią nieść swoje zależności. Wciąż nie jest to poziom znacznie bardziej dopieszczonego i czytelniejszego (!) StarVaders, ale Pengonauts to studio, które warto mieć na uwadze przy sympatii do gier tego typu. Tu po prostu wyszło ok, ale obawiam się, że o doświadczeniu zapomnę - bardziej brnąłem do przodu przez sympatię do poprzedniej gry, niż przez samą jakość tych kości.
Dziękujemy za klucz do recenzji wydawcy
Plusy:
Artefakty, perki, zależności - tego jest tu naprawdę sporo
Zarządzanie zasobami i ciągła konieczność adaptacji swojego buildu
Minusy:
Bardzo słaba czytelność rozgrywki - przeładowany interfejs
Chaos naliczanych punktów potrafi zrodzić tu monotonię, a i sam miewa odpychające wartości