City Hunter to manga wydawana jeszcze w latach 80. Jej popularność trwa do dziś, a w latach świetności przerodziła się w anime, jak i grę, która wraca na nowe konsole po 35 latach od premiery. Sama marka City Hunter opowiada losy “czyściciela” Ryo Saeby - osoby do wynajęcia do każdej brudnej roboty. Czasami chroni kobiety, innym razem zwyczajnie morduje ludzi spod ciemnej gwiazdy. To cichy bohater z mocną słabością do płci pięknej.Wydana w 1990 na PC gra, to side scroller akcji. Powrót do nieskomplikownej przeszłości, w której idziesz w prawo i zabijasz bossa… a przynajmniej tak w domyśle być powinno. City Hunter adaptuje te gameplayowe mechaniki - strzelasz, skaczesz i nic poza tym, ale dokłada od siebie kontrowersyjny design poziomów. Z racji bycia grą quasi-detektywistyczną, która miewa jakąś pomniejszą intrygę i zakłada rozmowy z postaciami/śledztwo, gra zmusza Cię do przemierzania korytarzy. Ciągnących się, tych samych, absolutnie niczym niewyróżniających się korytarzy wypełnionych drzwiami. Każdy budynek ma X pięter i wypełniony jest identycznymi drzwiami, ścianami... wszystkim. Gra oczekuje, że będziesz próbował otworzyć każde z nich i powtarzał ten proces do znudzenia. To fenomen, jak godzinną (a nawet mniej) rozgrywkę, można zrobić tak uciążliwą i monotonną. Praktycznie nie nadaje się to do spożycia.I mam nieodparte wrażenie, że w 1990 też się nie nadawało, bo to nie jest case mojej niechęci do retro. Nawet powracające gry starego Sunsoft byłem w stanie docenić, choć też nie grzeszyły poziomem rozbudowania. Uważam, że City Hunter jest ubranym w szaty popularnej marki barachłem. Powrotem absolutnie niepotrzebnym i żerującym na tytule.
Jest tu większa intryga z megakorporacją, są tu 3 sprawy do rozwiązania w dowolnej kolejności na start, ale nawet one niekoniecznie się od siebie różnią. Kolorystyka może dostała mały twist, a założenia pozostały niezmienione. Nawet zestaw pułapek jest ten sam. Nie sposób grać w tę grę i nie mieć wrażenia deja vu. Rozumiem ograniczone assety, ale tu i one zostały ucięte o pół.Samo strzelanie jest poprawne, choć miewa również uciążliwe naleciałości. Wyjście z mniejszego pokoju (a przypominam, że drzwi jest tona) sprawia, że możesz momentalnie otrzymać obrażenia. Wróg po prostu zaczai się na Ciebie lub będzie przebiegał. I takie momenty są nagminne. Taki hit bez winy gracza, z czystej wredoty programistów. Bez szans na reakcję za to z gwarancją frustracji. Kto to projektował?
Oczywiście port został uzbrojony w możliwość zapisu czy cofanie czasu, ale zmienia to niewiele. Nowe języki też są wpisane w moje minimum przyzwoitości. Tej grze niezbędna byłaby totalna rewolucja, choć ja bym raczej sugerował zostawienie jej na pustyni początku lat 90 i zakopanie w piachu. Tu nie ma do czego wracać, a hasło, że to jedyna oficjalna gra na podstawie City Hunter nabiera innego wydźwięku, jak już w to zagrasz. To nie jest hasło świadczące o hidden gemie, a o wstydliwym projekcie, który był jedyny, bo nikt nie chciałby powtórki.
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie Red Art Games
Plusy:
Minimum przyzwoitości, ale jest - możliwość cofania, zapisu, czy nowe języki
Sam City Hunter wydaje się w porządku uniwersum
Minusy:
Projekt poziomów jest ustrojstwem, które tylko mogło powstać ponad 30 lat temu, a i wtedy należała się chłosta
Lenistwo w kreowania świata jest wręcz absurdalne
Wredota twórców, która nie daje Ci szansy reakcji przed odebraniem HP